niedziela, 29 czerwca 2014

"Przebudzenie Arkadii" - Kai Meyer

http://mediarodzina.pl/prod/686/Przebudzenie-Arkadii

Klimaty mafii sycylijskiej uwielbiałam od zawsze. Tak, wiem, że to może nie do końca dobrze o mnie świadczy, ale uważam, że ten świat ma w sobie coś fascynującego. Jest tam widoczny honor i zasady, których wszyscy przestrzegają, a złamanie omerty grozi śmiercią. Może to trochę staroświeckie, ale wierzcie mi - w ich oczach wygląda to zupełnie inaczej. A i ja sama twierdzę, że ma to w sobie pewne „piękno”. Sięgając po „Przebudzenie Arkadii” nie sądziłam, że otrzymam tak znakomite połączenie Sycylii i mitologii, które całkowicie przeniesie mnie do swojego świata.  

Rosa Alcantara po wszystkim, co ją spotkało w Nowym Jorku, postanawia uciec na Sycylię. Mieszka tam jej ciotka i siostra, a dziewczyna liczy na to, że odetnie się od przeszłości. Jednak Rosa zupełnie nie zdaje sobie sprawy z tego, że trafi do mrocznego świata mafii i zostanie wplątana w odwieczną walkę rodów sycylijskich. Jakby tego było mało, to tajemniczy i nieziemsko przystojny Alessandro, którego spotyka na lotnisku, okazuje się być mafiosem stanowiącym zagrożenie nie tylko dla młodej dziewczyny, ale i całego rodu Alcantarów. Ale to jeszcze nie wszystko… gdzieś między wierszami pojawia się wzmianka o pradawnej krainie Arkadii, gdzie ludzie posiadali zdolność przemiany w zwierzęta. A trzeba było zostać w tym Nowym Jorku…

https://www.goodreads.com/book/show/6617625-arkadien-erwachtUmieszczenie motywu mafii w powieści dla młodzieży jest sprawą bardzo ryzykowną. Mafia to nie zabawa i nie można jej przedstawiać jako potulnej organizacji, bowiem książka straci w oczach czytelnika wiarygodność. I to była właśnie moja główna obawa… główni bohaterowie mają niecałe 18 lat i trafiają do świata korupcji, broni, przestępstw i omerty. Jednak Kai Meyer doskonale wiedział co robi – w znakomity sposób przedstawiła rody Alcantarów i Carnevarów, zależności pomiędzy nimi panujące, ale co najważniejsze – wcale nie postanowiła zbagatelizować sprawy śmierci, rozlewu krwi, spisku i zdrady. Są to stałe elementy tej pozycji, gdzie widoczne stają się dwie rzeczy: ludzie nie cofną się przed niczym, aby osiągnąć swój cel i są w stanie wykorzystać do tego innych – bez skrupułów, poświęcając nawet życie bliskich i zaufanych im osób. 

Skoro już ustaliliśmy, że motyw mafii został bardzo dobrze zrealizowany, przejdźmy teraz do wątku mitologicznego. W tej części dostajemy zaledwie wprowadzenie do świata Arkadii, pojawia się wiele pytań, na które odpowiedzi nie otrzymujemy. Rosa dopiero rozpoczyna swoje małe śledztwo i zapewne w kolejnych częściach będziemy wchodzić głębiej w tę legendę. Przemiana ludzi w zwierzęta nie jest niczym nowym – element ten wprowadziło do swojej twórczości wielu autorów, więc mogłoby się wydawać, że nie ma tutaj nic nowego. Jednak pozory mylą… teoretycznie przemiana pozostaje przemianą, ale jakoś odczułam tutaj pewne subtelne różnice w porównaniu do innych książek o zmiennokształtności. Autorowi udało się rozbudzić moją ciekawość, co do tajemnicy Arkadii i jej powiązania z rodem Alcantarów i Carnevarów.

Mimo trzecioosobowej narracji w łatwy sposób można żyć się z bohaterami i zrozumieć ich poczynania. Kai Meyer w znakomity sposób przekazał nam ich emocje oraz myśli i potrafi nas nie raz zaskoczyć. Postać Rosy jest po prostu świetna i w trakcie czytania dowiadujemy się o niej rzeczy, które naprawdę wprawiają nas w lekkie zdumienie. Jest silna i odważna, potrafi walczyć o swoje i pokazać pazur. Młoda Alcantara jest zamknięta w sobie i raczej stroni od ludzi, ale pobyt na Sycylii zdecydowanie temu nie służy. Dziewczyna musi pokazać na co ją stać i mimo że w wielu książkach można się spotkać z silnymi i hardymi bohaterkami, tak ta się od nich różni. Dostrzegłam w niej jakąś iskrę, której wszystkim innym brakowało. Nawet gdybym ustawiła wszystkie moje ulubionego bohaterki o podobnym charakterze to i jak mimo podobieństwa Rosa by się wyróżniała. Alessandro początkowo stanowił dla mnie zagadkę, ale on również nie jest typowym nieziemskim przystojniakiem, który kradnie serce głównej bohaterce. Jest w nim coś więcej.

https://www.goodreads.com/book/photo/12368139-arcadia-awakensAkcja raz przyspiesza, raz nieco zwalnia dając czytelnikowi chwile wytchnienia. Napięcie stale gdzieś się tam przeplata, bowiem życie w otoczeniu mafii, gdzie każdy ma ochotę strzelić Ci kulkę prosto w środek czoła nie obejdzie się bez tego elementu. Sama świadomość, że przed głównymi bohaterami ciężkie chwile i podejmowanie decyzji, które mogą zaważyć na losie obu rodów sprawia, że książkę tę czyta się z zapartym tchem. Kai Meyer posługuje się językiem przystępnym i zrozumiałym dla każdego, a historia jest tak wciągająca, że ciężko się od niej oderwać. Ja ją po prostu pochłonęłam i naprawdę trudno było mi ją odłożyć na półkę – zarówno w czasie przerw w czytaniu, jak i już po zakończeniu całości lektury – nie chciałam opuszczać tego świata.

„Przebudzenie Arkadii” to wspaniała pozycja, która mnie całkowicie porwała i oczarowała. Autorowi udało się połączyć w jedną całość dwa motywy, które uwielbiam. Wątek romantyczny nie przyćmił tego, co najważniejsze, a jedynie dodał pikanterii i stanowił nieprzesłodzone urozmaicenie idealnie pasujące do fabuły. Książka jest dopracowana, pełna emocji i zaskakujących zwrotów akcji. Na pewno nie uda mi się tak łatwo zapomnieć tej historii… ba! Ja wcale nie chcę o niej zapominać, a już nie mogę się doczekać, kiedy sięgnę po drugą część. Ale… wyobrażacie sobie jakim koszmarem będzie zakończenie całej trylogii? Ta świadomość, że historia się zakończyła i muszę pożegnać się z bohaterami i całym tym światem… Ale nie ma się co martwić na zapas, w końcu za mną dopiero pierwsza część, która otrzymuje ocenę 9/10.

Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu:

mediarodzina.pl



niedziela, 22 czerwca 2014

"Chwila szczęścia" - Federico Moccia


Federico Moccia to autor, który zyskał już całe grono wiernych czytelników. Nie raz jego książki rzucały mi się w oczy i chociaż te opisy i tematy nie bardzo leżały w moich gustach, stwierdziłam, że może jednak trzeba spróbować. W końcu szansa należy się każdemu, a ryzykuję jedynie to, że po prostu mi się nie spodoba… albo zyskam nowe doświadczenie czytelnicze. Wybór padł na „Chwilę szczęścia”.

Nicco jest prawdziwym szczęściarzem, a przynajmniej był. Stracił już jedną bliską mu osobę, a teraz jego dziewczyna bez słowa wyjaśnienia zostawia go. Jednak jego najlepszy kumpel – Gruby – od razu stara się go postawić na nogi… może w nieco niekonwencjonalny sposób, ale cóż, Gruby to Gruby – on tak już ma. Ten człowiek znajdzie wyjście z każdej sytuacji, natomiast Nicco długo analizuje problem, zamartwia się i rozczula. Któregoś wieczoru na drodze dwóch przyjaciół stają dwie turystki z naszego pięknego kraju. Czyżby szykował się gorący, letni, wakacyjny romans?

Właściwie to nie wiem, co ja mogę o tej książce napisać, bo… nie znam się na tym! Naprawdę. Bardzo rzadko sięgam po romanse obyczajowe?, romanse młodzieżowe? Widzicie, mam nawet problem z odpowiednią klasyfikacją. Osobiście wolę jednak elementy fantasy – wszędzie. Książki czyta się po to, aby móc przeżyć coś niesamowite, a nie to, co faktycznie może mieć miejsce – przynajmniej takie moje zdanie. Jednak skupmy się teraz na samej „Chwili szczęścia”… To nie jest zła książka. Federico Moccia naprawdę w umiejętny sposób przelewa na papier swoją wizję i historię Nicco. Dobry styl autora, lekkie pióro, brak banalnych czy pustych słów.

Bohaterowie są bardzo realistyczni i wyraźni - jakby żywe osoby zostały wciągnięte do środka tej powieści. Sam Nicco nie wzbudził zbytnio mojej sympatii, bowiem to nie ten typ – nie lubię facetów, którzy się nad sobą rozczulają i obwiniają za wszystko. Momentami zachowywał się jak dziewczyna z PMS’em, a nie facet. Jednak podobała mi się w nim jego zaradność, odwaga i oddanie rodzinie. Natomiast Gruby jest przesympatyczny! Znaczy… ma swoje za uszami, co mi się nie podobało, ale przynajmniej jest zabawny i często jego wypowiedzi mnie rozśmieszały. Reszta bohaterów to sprawa raczej drugoplanowa, chociaż dodatkowe wątki z nimi związane urozmaicają fabułę. Największą rolę odgrywają tutaj oczywiście turystyki z Polski, ale pojawiają się także problemy sercowe obu sióstr Nicco.

Tempo akcji jest raczej umiarkowane, a narratorem powieści jest sam Nicco. Bardzo dogłębnie poznajemy jego myśli i emocje – widzimy, co sprawia, że zachowuje się on tak, a nie inaczej. Właściwie to w wielu momentach sprawia on wrażenie kochanego, wiernego i oddanego chłopaka – aż dziw bierze czytelnika, dlaczego Alessia z nim zerwała. Co więcej – to pytanie i tak pozostaje bez odpowiedzi, a szkoda. Książka jest raczej dosyć przewidywalna, ale to dlatego, że historii podobnych wiele już się przewinęło – zarówno w książkach, jak i w filmach. Są to historie, w których główne skrzypce gra wątek romantyczny, a to do mnie po prostu nie trafia. On powinien być tylko dobrym dopełnieniem całej powieści.

„Chwila szczęścia” jest książką dobrze napisaną i skonstruowaną i zapewne fani tego autora będą zadowoleni z jego nowej powieści. Osoby, które uwielbiają zaczytywać się w tego typu historiach – a na pewno takie są – też zapewne odbiorą tę pozycję bardzo pozytywnie. Nie uważam czasu czytania jej jako straconego, bowiem zawsze to nowe doświadczenie czytelnicze, ale w tym przypadku romanse jakoś mi nie przypadły do gustu – zdarza się to bardzo, bardzo rzadko. Chyba prędzej idzie wygrać na loterii niż znaleźć książkę z tego gatunku, która mnie zachwyci. Do mnie nie trafiła, ale każdy ma prawo spróbować i sam się przekonać, jak ją odbierze.

Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu:

muza.com.pl

oraz firmie Business & Culture

http://muza.com.pl/literatura-kobieca/1670-chwila-szczescia-9788377586259.html

środa, 18 czerwca 2014

"Pakt złodziejki" - Ari Marmell

http://fabrykaslow.com.pl/zapowiedzi/pakt-zlodziejki

Adrienne Satti – brzmi dostojnie, wyniośle, elegancko i… zwiastuje kłopoty! Jej ulubionym przedmiotem jest rapier, na każdym kroku rozmawia ze swoim bóstwem Olgunem i okrada bogatych ludzi. Jednak nie zawsze to tak wyglądało. Nie da się ukryć, że tę dziewczynę ciągnie do takiego życia i jest naprawdę dobra w tym, co robi, ale przecież takie podejście musi mieć swoje korzenie. Wydawałoby się, że Adrienne przyciąga same kłopoty – goni ją gwardia, Gildia Znalazców, a wszystko co złe, jest od razu kojarzone z tą nastoletnią dziewczyną. Czy taka mała i krucha istotka faktycznie może nieść ze sobą tyle problemów? Może! Pamiętajcie, że pozory mylą…

Życie Postrzelonej – bo taki przydomek przybrała Adrienne – to pasmo ucieczek i przemyślanych akcji okradania innych. Jednak nie myślcie sobie, że to jest jedyna rzecz, którą Adrienne się w życiu kieruje. Po głębszej analizie można w niej dostrzec drugie dno – osobę zagubioną, która stara się zrozumieć własne życie i odnaleźć swoje miejsce. Ba! Stara się też chronić tych, na której jej zależy. To właśnie tutaj objawia się jej odwaga. W wielu innych przypadkach natomiast ujawnia się jej zadziorny charakterek i lekka arogancja, czyli cechy, które bardzo lubię u bohaterek płci pięknej – chociaż w przypadku bohaterów płci przeciwnej również. Osobiście podszlifowałabym jej pazura jeszcze mocniej, ale być może to dopiero początek i Adrienne jeszcze pokaże wszystkim na co ją naprawdę stać!

Fabuła nie skupia się tylko na tym, że Postrzelona jest ścigana za swoje przestępstwa. Po jakimś czasie pojawia się tutaj spisek, który zagraża nie tylko głównej bohaterce, ale i jej wiernemu towarzyszowi – Olgunowi. Swoją drogą, skoro już poruszyłam ten temat, to muszę przyznać, że mimo iż nie poznajemy Olguna jako żywej istoty, to jest on stale obecny w tej powieści. Stanowi swego rodzaju zagadkę, ale przywiązanie tej dwójki do siebie jest doskonale widoczne. No i nie ukrywam, że ich „dialogi” bywają zabawne. Zaskoczeniem jest odkrycie tego, kto stoi za całą sprawą – zdecydowanie ciężko się tego domyślić, więc jest to spory plus. W końcu poznanie tożsamości sprawcy już na samym początku odbiera nam całą zabawę!

Muszę przyznać, że całkiem miło śledziło mi się losy głównej bohaterki. Retrospekcje, które przeplatają się z wydarzeniami z chwili obecnej umożliwiają lepsze zapoznanie się z jej życiem i być może ułatwiają zrozumienie dziewczyny, gdyż narracja trzecioosobowa nie do końca na to pozwala. Czytelnik jest zaledwie biernym obserwatorem i ten rodzaj narracji nie ułatwia zżycia się z wiodącym bohaterem. Chwilami jest zabawnie, chwilami przerażająco, a całość wypada nawet ciekawie. Ta historia ma w sobie spory potencjał, trzeba go tylko lepiej wykorzystać i rozbudować pewne elementy. Autor przedstawił w miarę wyraźnie i klarownie świat powieści, ale chwilami miałam trudności, żeby się tam przenieść. Początkowo też nieco gubiłam się w całej historii i trudno było mi się w niej połapać, ale wraz z przewracaniem kolejnych kartek uczucie to gdzieś zniknęło.

Przyznaję, że „Pakt złodziejki” czyta się zaskakująco szybko i lekko. Nawet nie wiem kiedy, a dobrnęłam do ostatniej strony – czas przy niej płynie bardzo szybko. Można się trochę zabawić i rozerwać, chociaż chwilami budzi się w nas lekki strach i niepokój – o Postrzeloną, o jej dalsze losy (bowiem nie raz uległa „turbulencjom”, które nieco ją uszkodziły), o to, co stanie się z jej przyjaciółmi… Ta owiana tajemnicą dziewczyna potrafi sobie zaskarbić sympatię czytelnika, więc oczywiste staję się to, że nie chcemy dla niej źle. Retrospekcje przenoszą nas do różnych etapów jej życia, które nie zawsze było proste i nieskomplikowane. Właściwie… to czy kiedykolwiek w ogóle takie było?

„Pakt złodziejki” to lekka i przyjemna lektura, która ma w sobie sporo dobrego, jednak pozostawia po sobie niedosyt. Zarzuciłabym autorowi, że powinien nieco lepiej przedstawić bohaterów i miejsce akcji, a i popracowanie nad wzbudzaniem w czytelniku ciekawości i odpowiednie stopniowanie napięcia czy też tworzenie punktu kulminacyjnego by nie zaszkodziło. Dodam jeszcze, że nie pojawia się tutaj w sumie wątek miłosny, ponieważ tutaj na pierwszy plan wychodzi spisek, dążenie do poznania siebie i zrozumienie tego, co wydarzyło się w przeciągu kilku lat w życiu Adrienne. Jednym słowem lekturę uważam za udaną.

niedziela, 15 czerwca 2014

Jakże koci jest ten świat...


Jak przystało na prawdziwą kociarę, sięgam po każdą książkę, która ma związek z tymi cudownymi istotami jakimi są koty. I tak oto dzisiaj chciałabym Wam napisać parę słów na temat dwóch pozycji: „Wychowanie kota” autorstwa Hannelore Grimm oraz „Mieszkaj z kotem” Gabriele Metz. A nuż się ktoś skusi na wzięcie czworonoga do siebie? 

Zacznijmy od pierwszej pozycji. Jak wychować kota? Czy to w ogóle możliwe? Ostatnio usłyszałam, że kot rozumie wszystko, ale i tak robi tylko to, na co ma ochotę – i to faktycznie się sprawdza. Tak więc „wychowanie” to może nie do końca odpowiednie słowo, ale książka obfituje w wiele przydatnych i prostych wskazówek jeśli chodzi o radzenie sobie z naszym przyszłym pupilem. A to zdecydowanie może nam ułatwić życie z kotem, a kotu życie z człowiekiem. Zaczynamy od samego wyboru, gdzie należy sobie odpowiedzieć na kilka ważnych pytań. Autorka opisuje krótko kilka ciekawszych ras, podaje wykaz trujących roślin, radzi jak odpowiednio dobierać zabawy do kota i jak dbać o ich zdrowie.

„Mieszkaj z kotem” to pozycja nieco bardziej obszerna, ale zawiera w sobie podobne informacje. Ta książka przede wszystkim nie pozwala nam zapomnieć, że koty to drapieżniki i łowcy, z którymi jednak możemy żyć w zgodzie i ogromnej przyjaźni. Dowiadujemy się, z czego bierze się kocia agresja, czemu koty drapią i gryzą, jak zapewnić im bezpieczeństwo i poczucie komfortu. Ważną rzeczą jest też karmienie kota i pilnowanie, aby dawane mu jedzenie dostarczało mu odpowiednią ilość składników odżywczych i witamin, a także należy dopilnować, aby kotek się nie przejadł – w końcu nikt z nas nie przepada za otyłością. 

Obie książki poruszają również takie kwestie jak odpowiedni wybór kota, życie kota z psem pod jednym dachem oraz jak nauczyć dzieci współgrać z nowym domownikiem. Są także pięknie wydane – ciężko oderwać oko od tak cudownej oprawy graficznej. Schematy, tabelki no i oczywiście to, co kociarze lubią najbardziej – całe mnóstwo zdjęć kociaków, zarówno małych jak i dużych, które są po prostu przeurocze! Mimo że kotami interesuję się odkąd tylko pamiętam – ze swoim pierwszym kotem razem chodziliśmy „na czworaka”, bo miałam zaledwie 2 latka – to te książki dostarczyły mi kilku drobnych wskazówek, które postaram się wprowadzić w życie. Pozostaje mi też rozejrzenie się za śmiesznymi zabawkami na baterie – myślę, że gdy mój kot zobaczy brzęczącą, samo poruszającą się biedronkę, która bezczelnie narusza jego terytorium, od razu rzuci się do ataku – a ile frajdy z tego będzie!

Obie pozycje są naprawdę bardzo przyjemne dla oka i mogą dostarczyć wielu pożytecznych informacji. Z pewnością powinny się z nimi zapoznać osoby, które zastanawiają się nad wzięciem kociego pupila pod swój dach, ale również osoby, które już są tymi szczęśliwcami, że posiadają te majestatyczne czworonogi u siebie powinny być zadowolone z tych dwóch pozycji. Zawsze może się nasunąć jakaś dodatkowa informacja, którą się wcześniej pominęło. Poza tym dla samego tak pięknego wydania warto mieć je u siebie, a z doświadczenia wiem, że każdy miłośnik kotów potrafi się godzinami zachwycać takimi rzeczami. Polecam!

Za oba egzemplarze serdecznie dziękuję wydawnictwu:

muza.com.pl

oraz firmie Business & Culture





Wróciłam do żywych - sesja zakończona. A przynajmniej mam taką nadzieję, bo przyznaję, że ostatni egzamin nie przypadł mi do gustu. Pozostaje tylko obrona, ale termin ustalono na lipiec, więc jest czas. Zaległości czytelnicze się narobiły... i recenzji tyle do dodania... Brakowało mi tego! A wczoraj leciał w TV film "Jak wytresować smoka" - jeeeej! Szczerbatek jest przekochany! No dobra, ja kocham każdego smoka, ale on jest niczym połączenie smoka i kota :D Zdecydowanie na plus :D

wtorek, 3 czerwca 2014

"Wołanie kukułki" - Robert Galbraith

http://publicat.pl/dolnoslaskie/oferta/kryminaly/wolanie-kukulki-br_65,2410,6722.html

Pani J. K. Rowling jest na pewno wszystkim znana. W końcu jej seria o nastoletnim czarodzieju to bestseller, a filmy powstałe na jej podstawie również zdążyły zaskarbić sobie fanów na całym świecie. Aż mi wstyd, że do tej pory nie udało mi się przeczytać żadnej z części Harry’ego Potter’a. Tak się złożyło, że swoją historię z tą autorką zaczęłam od powieści „Wołanie kukułki”, którą to wydała pod pseudonimem Robert Galbraith. Domyślać się mogę, że saga magiczna jest znakomita i z pewnością jeszcze kiedyś sama się o tym przekonam, ale na chwilę obecną mogę powiedzieć tyle – powieść detektywistyczna wyszła tej pani znakomicie.

Supermodelka Lula Landry popełniła samobójstwo – a przynajmniej tak wynika z policyjnego śledztwa i właściwie wszyscy w to uwierzyli. Wszyscy, poza jej bratem, który po trzech miesiącach od tej tragedii postanawia wynająć prywatnego detektywa – Cormorana Strike’a. Przed nim nie lada zadanie – wszystko wskazuje na to, że modelka miała problemy psychiczne, a dotarcie do wszystkich osób związanych z tą sprawą wcale nie jest czymś prostym. Zwłaszcza, gdy jest się weteranem wojennym, śpi się w miejscu pracy, kobieta Twojego życia odeszła do innego, a Twój stan fizyczny i psychiczny pozostawia wiele do życzenia. No ale Cormoran jest fachowcem i nie przyjmuje do wiadomości faktu, że czegoś zrobić się nie da.

Powieści detektywistyczne nie są może moim priorytetem czytelniczym, ale z pewnością czytanie ich sprawia mi sporo radości. Lubię wcielić się w rolę detektywa i prowadzić wraz z głównym bohaterem śledztwo, które być może uda mi się rozwiązać. Zapewnia to rozrywkę, ale nie tylko – pomaga ćwiczyć umysł w analizowaniu sytuacji, kojarzeniu i łączeniu faktów. W przypadku tej powieści jest to możliwe w bardzo dużym stopniu. Śmierć Luli jest na pozór bardzo łatwa do wyjaśnienia, ale im głębiej Cormoran zapoznaje się ze wszystkimi informacjami, tym bardziej widać, że coś tu nie gra do końca. Jednakże odnalezienie prawdziwego sprawcy jest wyjątkowo trudne – każdy ma coś do ukrycia, każdy mógł mieć motyw, ale niestety wszyscy mają jakieś alibi. Dlatego dochodzenie jest bardzo zawiłe i skomplikowane, a rozwiązanie zapewne nie jednego czytelnika zaskoczy.

Cała historia potrafi naprawdę mocno wciągnąć i pochłonąć nas na kilka godzin. Poboczne wątki, takie jak prywatne życie Cormorana czy jego asystentki, nie wychodzą tutaj na pierwszy plan, stanowią jedynie dobre dopełnienie całości. Wątkiem głównym jest śledztwo nad śmiercią modelki, a jego konstrukcja naprawdę jest znakomita – jestem pełna uznania dla autorki, że potrafiła to wszystko w tak doskonały sposób skomponować. Przyznaję, że podejrzewałam już niemal wszystkich, ale nigdy do głowy by mi nie wpadło prawidłowe rozwiązanie. Jednak główny bohater ma tak analityczny umysł, że potrafił rozszyfrować zagadkowe zabójstwo. Nie przyszło mu to z łatwością, bowiem co się namęczył to się namęczył, ale jego postać jest po prostu cudowna! Inteligentny, przebiegły, sprytny, zapobiegawczy, pewny siebie, a co najważniejsze – nic go nie powstrzyma przed ujawnieniem prawdy.

Język autorki jest dojrzały – i nie ma się co tutaj dziwić. W końcu nie jest to jej debiut literacki, ale z pewnością było to dla pani Rowling nowe doświadczenie. „Wołanie kukułki” charakteryzuje się umiarkowanym tempem akcji, które jest tutaj wymagane, gdyż pozwala czytelnikowi na spokojnie prześledzić bieg wydarzeń i posklejać elementy układanki. Bardzo spodobała mi się jeszcze jedna rzecz poza samą konstrukcją śledztwa –  przedstawienie każdego z bohaterów. Byli oni tak wyraźni, tak życiowi, że po prostu nie sposób ich sobie nie wyobrazić. Spokojnie można by ich wyjąć z kart powieści i postawić obok – gwarantuję Wam, że uzyskalibyśmy dzięki temu całą gamę barwnych postaci, gdzie każdy posiada wyróżniające go cechy. Widoczne jest to zarówno w samym opisie postaci, ale także podczas obserwacji jej zachowania i sposobu wypowiadania się.

„Wołanie kukułki” to znakomicie skonstruowana powieść, która porywa nas do swojego klimatycznego świata. Owiewa nas atmosfera panująca w biurze Strike’a oraz na spokojnych uliczkach Mayfair, a w naszej głowie pojawiają się dokładne obrazy poszczególnych miejsc i osób. Książka pobudza naszą wyobraźnię, ale również daje pole do popisu umysłowi. Bardzo się cieszę, że to dopiero początek przygód detektywa i już nie mogę się doczekać, kiedy czeka mnie kolejne spotkanie z tym niesamowitym facetem, który potrafi wyjść cało z każdej sytuacji, a jego pokerowa twarz i upór zapewniają mu zwycięstwo. Wystawiam ocenę 9/10 i szczerze polecam!

Za egzemplarz serdecznie dziękuję:

publicat.pl