środa, 26 lutego 2014

Trochę informacji i zapowiedzi :)

Wiosnę czuć w powietrzu, a wraz z wiosną nadchodzą trzy zapowiedzi od wydawnictwa Dreams! Dwie dla nieco młodszych czytelników, ale pamiętajcie! Jak tylko mamy okazję, zaszczepiajmy miłość do książek już od małego :)


Gapiszon i wędzone morze
Premiera: 28 luty 2014 r.
Ilość stron: 40
Oprawa: twarda
Autor: Bohdan Butenko
Ilustracje: Bohdan Butenko
ISBN: 978-83-63579-44-9
Format: 270x255
Cena: 32.90 zł

Kolejne przygody Gapiszona, jednego z najsłynniejszych polskich bohaterów komiksowych, którego wiele perypetii adaptowanych było przez Telewizję Polską w paśmie Wieczorynki. Tym razem Gapiszon poszukuje wędzonego morza, marząc o wielkich połowach!
Wędzone morze? Gdzie to jest?... Spytaj Gapiszona!


Grzywą malowane
Premiera: 28 luty 2014 r.
Ilość stron: 192
Oprawa: twarda + UV + aksamit
Autor: Agata Widzowska-Pasiak
Ilustracje: Ksenia Berezowska
ISBN: 978-83-63579-43-2
Format: 145 x 195
Data wydania: 28 luty 2014 
Cena: 29.90 zł

Kontynuacja powieści "Koń na receptę”.
Kolejne przygody Jagody i grupy dzieci, spędzających wakacje w Dąbrówce, widziane oczami nowej bohaterki, Gai.
W okolicy dzieją się niezwykłe rzeczy: inwazja królików, podejrzane ucieczki koni i innych zwierząt gospodarskich, dziwne malunki na murach Starego Młyna, muzyka dobiegająca z lasu i przemykająca postać Czarnego Maxa. To tylko niewielka część pasjonujących wydarzeń, które sprawiają, że dzieci ponownie jednoczą siły, aby rozwikłać tajemnicę białej klaczy i kolorowych koni.
 
 A teraz coś dla nieco starszych czytelników :)
 

Dopóki śpiewa słowik
Premiera: 7 marca 2014 r.
Ilość stron: 416
Oprawa: twarda
Autor: Antonia Michaelis
Tłumaczenie: Mirosława Sobolewska
ISBN: 978-83-63579-40-1
Format: 148 x 215
Data wydania: Marzec 2014
Cena: 44.90 zł

Jari ma osiemnaście lat i w porównaniu z najlepszym przyjacielem, Mattim, jest nieporadny w kontaktach z dziewczętami. Nic dziwnego. Żył dotąd w uporządkowanym świecie stałych norm i krochmalonych koszul – brakuje mu doświadczenia. To wszystko zmienia się, gdy spotyka Jaschę. Ta wywierająca niezwykłe wrażenie dziewczyna prowadzi go ze sobą do domu w samym środku leśnej pustelni. Tam Jari odkrywa świat piękna, finezyjnych ornamentów i zmysłowego upojenia. Ale wkrótce okazuje się, że Jascha skrywa pewną tajemnicę. I że za pięknymi złudzeniami kryje się porażająca prawda. Dom na odludziu. Błądzący wędrownik. Las, skrywający zbyt wiele grobów. I niebezpieczeństwo, które wychodzi poza granice wyobrażeń.


Dodatkowo chciałabym Was poinformować o spotkaniu organizowanym przez wydawnictwo Nasza Księgarnia:


Dodatkowo tutaj możecie przeczytać FRAGMENT a tutaj WYWIAD

Ostatnie info: już niebawem pojawi się książka Red Rising nakładem wydawnictwa Drageus Publishing House, po kliknięciu w baner możecie pobrać fragment do przeczytania :)

http://catshare.net/GYlPAxj0cLO5MUWH



wtorek, 25 lutego 2014

Recenzja przedpremierowa: "Mroczne umysły" - Alexandra Bracken



„Najmroczniejsze umysły skrywają się za fasadą najzwyklejszych twarzy.”

Alexandra Bracken – młoda autorka, która niedawno ukończyła college, kocha Gwiezdne Wojny i postanowiła napisać książkę o dzieciakach z paranormalnymi zdolnościami. Motyw już dosyć dobrze znany w literaturze, podobnie jak dystopia, do której „Mroczne umysły” można zaliczyć. Gatunek ten zdobył wielu fanów, a autorzy coraz częściej idą w kierunku różnorodnych wizji przyszłości. Z czym tym razem mamy do czynienia i czy pani Bracken udało się stworzyć coś, co można porównać do bestsellerowych „Igrzysk śmierci”?

OMNI – ostra młodzieńcza neurodegeneracja idiopatyczna. Choroba, na którą zapadają dzieci powyżej 10 roku życia. Gdy Ruby budzi się w dzień swoich dziesiątych urodzin, coś wydaje się być bardzo nie tak. Jej rodzice nie wiedzą, kim ona jest, nie wierzą w to, że mają córkę. Dziewczynka zostaje odesłana do obozu rehabilitacyjnego w Thurmond. Jak się okazuje – nie ona jedna. Całe mnóstwo dzieciaków trafia do tego miejsca, ale niektórzy już na wstępie są pozbawiani czegoś bardzo cennego – życia. Ruby udaje się przetrwać, dzięki jej zdolnościom. Przez 6 lat budzi się codziennie w brutalnym obozie, zapomniała już, jak wygląda życie poza nim. Jednak nadchodzą dni, które to zmienią…

„Nie, oni nie lękali się o dzieci, które mogły umrzeć. Nie martwili się pustką, którą miały po sobie pozostawić. Oni bali się nas – tych, którzy przeżyli.” 

https://www.goodreads.com/book/photo/18398607-the-darkest-minds„Mroczne umysły” to pierwsza część cyklu o tej samej nazwie. Mamy tutaj do czynienia z narracją pierwszoosobową i oczywiście nikogo nie zdziwi fakt, że całą historię poznajemy z punktu widzenia Ruby. Dziewczyna przedstawia nam surowe oblicze Thurmond, sposób w jaki traktowane są tam wszystkie dzieciaki z wyjątkowymi zdolnościami. Ludzie nauczyli się niszczyć wszystko to, czego nie rozumieją, ostatecznie niektórzy czasem pokuszą się o wykorzystanie tego do własnych celów. Dzieci, które są kwalifikowane według kolorów są uważane za niebezpieczne, tłumaczy im się, że są potworami i muszą być izolowane od ludzi. Najbardziej niebezpieczni są Pomarańczowi, których zostały pojedyncze jednostki. Przedstawienie obozów i zasad tam panujących jest jasne i klarowne, wiele początkowych scen jest brutalnych, mocny, pełnych krwi, strachu i nienawiści. Podział młodzieży według kolorów początkowo wydawał mi się niedopracowany, bowiem autorka nie opisała go według jasnych zasad, jednak z czasem to doceniłam. W trakcie czytania poznajemy zdolności poszczególnych kolorów i układamy to sobie w głowie, dzięki czemu staje się to ciekawsze niż gdybyśmy otrzymali od razu spis wszystkich umiejętności. 

„Liczba prób ucieczki?
Pięć.
Liczba prób zakończonych sukcesem?
Zero.”

Właściwie po przeczytaniu pierwszych rozdziałów spodziewałam się czegoś zupełnie innego, niż otrzymałam. Jednak jestem zadowolona z obrotu spraw i sposobu, w jaki autorka pobudzała moją ciekawość i sprawiała, że wzrastało napięcie. Tutaj stale się coś dzieje, mamy chwilę spokoju i wytchnienia, aby zaraz znowu trafić w wir szaleńczej akcji, pościgu czy nawet strzelaniny. Walka z łowcami nagród, SSP (siły specjalne psi) i chęć przetrwania są tutaj wątkiem głównym. Okazuje się, że nie tak łatwo kontrolować tych, którzy przetrwali epidemię OMNI. Niebiescy, Zieloni, Żółci, Czerwoni i Pomarańczowi są niebezpieczni, ale oni chcą po prostu normalnego życia. Pojawia się również wątek przyjaźni, zaufania, odwagi – wszystkie one stanowią dopełnienie. Wątek romantyczny schodzi na dalszy plan – nie jest przesadzony, nie jest przesłodzony. To tylko nieunikniony bieg wydarzeń. 

https://www.goodreads.com/book/photo/17428644-the-darkest-minds
Język autorki nie jest jałowy i banalny. Dobrze oddała książkowy świat i przedstawiła bohaterów, choć początkowo może wydawać się, że nie udało jej się to całkowicie. Tutaj przez całą powieść poznajemy poszczególne postaci, które być może jeszcze nie raz nas zadziwią. Podoba mi się to, że pani Bracken nie zrobiła z tego ckliwej powieści i nie oszczędzała swoich bohaterów. Chwilami ta pozycja okazuje się być przewidywalna, ale są pewne zaskakujące elementy. Gdy już myślimy, że wszystko będzie w porządku, że wszystko zaczyna się układać… BUM! Nie ma tak dobrze. Ruby musi się chwilami posuwać do czynów, na które wcale nie ma ochoty. Istotne jest również to, że autorka nie pozwala czytelnikowi na chwile znużenia czy nudy. 

„Mroczne umysły” to dobra powieść, która pobudza wyobraźnię i potrafi wciągnąć. Pomysł być może nie jest wybitnie oryginalny, ale z przyjemnością śledziłam losy głównej bohaterki. Pierwsza część stanowi pozytywne wprowadzenie do całego cyklu, który może się okazać czymś naprawdę znakomitym. Liczę na to, że pani Bracken ma w głowie mnóstwo ciekawych pomysłów, które wplecie w fabułę i sprawi, że nie będę mogła się oderwać od czytania. W przypadku tej książki wszystko jest poprawne, logiczne i przyznaję – wciągające. Czuję jednak lekki niedosyt, dlatego z chęcią sięgnę po kolejne części cyklu – być może autorka szykuje coś niesamowitego, bo potencjał jest spory. 

Czy „Mroczne umysły” dorównują „Igrzyskom”? Cóż, „Igrzyska śmierci” to klasyka tego gatunku i ciężko będzie znaleźć coś, co je pobije. Jednak łączą one w sobie elementy wielu innych książek tego typu. Osobiście doszukałam się podobieństw do „Niezgodnej”, „Dotyku Julii” czy nawet „Intruza”. Wszystkie te powieści mi się podobały, więc nic dziwnego, że twórczość pani Alexandry Bracken również przypadła mi do gustu. Osoby lubujące się w tym gatunku powinny być zadowolone, nie żałuję czasu spędzonego z tą powieścią, ponieważ naprawdę ma sporo zalet, a drobne niedociągnięcia są do wybaczenia i można je naprawdę przestać zauważać. Wystawiam ocenę 8/10 i trzymam kciuki za to, żeby druga część miała jeszcze więcej akcji, mocy, napięcia i nieprzewidywalności. 

Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu:

otwarte.eu


sobota, 22 lutego 2014

"Zabójczy księżyc" - N. K. Jemisin

http://www.wydawnictwoakurat.pl/ksiazki/fantasy/64-zabojczy-ksiezyc-wkrotce

Panią N.K. Jemisin  znam dzięki książce „Sto tysięcy królestw”. W sumie nie do końca kojarzyłam to nazwisko, dopiero jakiś czas po pojawieniu się książki „Zabójczy księżyc” uświadomiłam sobie, że czytałam już jedno jej dzieło. Z tego powodu mniej więcej wiedziałam, czego się spodziewać – może nie do końca jeśli chodzi o fabułę, ale pani Jemisin ma dosyć charakterystyczny styl pisania swoich historii. Ponieważ „Sto tysięcy królestw” przypadło mi do gustu, z przyjemnością zabierałam się za czytanie kolejnej jej książki…

W mieście-państwie Gujaareh, które otaczają piaski pustyni, najważniejszą rzeczą jest spokój. To on liczy się przede wszystkim. Dlatego musi istnieć ktoś, kto by pilnował porządku i nie dopuszczał do zaistnienia chaosu. Odpowiedzialni są za to zbieracze – kapłani bogini snu. Ich praca polega na gromadzeniu snów obywateli i przeprowadzanie śniących na drugą stronę – do życia wiecznego w Ina-Karekh, czyli w krainie snów. Problem tkwi w tym, że robią to nawet wtedy, kiedy śniący nie do końca tego pragnie. Najbardziej znanym zbieraczem jest Ehiru – rzetelny i oddany swojej pracy. Jednak, gdy dostaje zlecenie zebrania snów kobiety, która przybyła w ramach misji dyplomatycznej do Gujaareh, okazuje się, że w powietrzu wisi ogromny spisek zagrażający spokojowi.

„Zabójczy księżyc” to pierwsza część dwutomowego cyklu Sen o krwi. Tytuł chwytliwy, okładka piękna, opis intrygujący. Muszę przyznać, że autorka po raz kolejny wykazała się wyobraźnią i stworzyła interesującą historię, która wyróżnia się spośród wielu innych. Jej styl niby nie jest wyjątkowy, ale ma w sobie jednak coś, co wyodrębnia go spośród reszty. Zdarzają się czasami tacy autorzy, którzy dzięki swojej specyficzności zyskują albo fanów albo antyfanów. Tutaj ta wyjątkowość jest subtelna i trzeba być uważnym czytelnikiem, aby ją zauważyć. Cieszę się, że mi się to udało, nie tylko w przypadku „Zabójczego księżyca”, ale również podczas czytania poprzedniej książki autorki.

Fabuła jest dobrze skonstruowana i przemyślana, ale żeby wszystko zrozumieć w prawidłowy sposób i się nie pogubić w przebiegu wydarzeń, należy pozostać skupionym na lekturze. Nie możemy sobie pozwolić na uciekanie myślami, ponieważ wtedy stracimy okazję na zatracenie się w historii rozgrywającej się w Gujaareh’u. A pani Jemisin tak sprawnie manewruje językiem i akcją, że naprawdę warto dać się porwać. Ta książka obfituje w mnóstwo epitetów i metafor, które pobudzają naszą wyobraźnię. Dzięki tym zabiegom powstały znakomite opisy, dzięki czemu czytelnik z łatwością jest sobie w stanie wszystko wyimaginować sobie książkowy świat.

Wystarczająco dobrze są również nakreśleni bohaterowie. Nie ma ich tutaj za dużo, ale każdy z nich odgrywa swoją rolę. Bardzo podobało mi się przedstawienie relacji opiekun-uczeń. Przywiązanie Nijiri’ego do Ehiru. Ani na chwilę nie pomyślał, żeby zostawić swojego mentora. Niestety, nie przywiązałam się ani nie zżyłam się z żadnym z bohaterów, ale również żaden z nich nie wzbudzał we mnie negatywnych emocji. Z przyjemnością śledziłam rozwój wydarzeń, mimo że tempo akcji jest umiarkowane i spokojne. Mimo tego, autorka zadbała o chwile napięcia i rozbudzanie ciekawości czytelnika. Połączyła ona świat fantasy z intrygami, religią, przekonaniami, oddaniem względem drugiego człowieka… Przedstawiła także wewnętrzną walkę, jaka toczy się na swój sposób w każdym z bohaterów.

„Zabójczy księżyc” to dobra książka, która potrafi wpłynąć na wyobraźnię czytelnika. Znakomicie napisana historia, której przebieg śledzi się z przyjemnością. Warto się z nią zapoznać przede wszystkim ze względu na jej oryginalność. Osoby, którym przejadły się tematy poruszane w literaturze powinny być zadowolone. Niesamowita jest konstrukcja całego świata, ponieważ autorka zadbała o najdrobniejsze szczegóły, łącznie z nazwami własnymi, których pojawia się sporo, ale wyjaśnione są w glosariuszu na końcu książki. Jestem zadowolona z lektury, z chęcią zapoznam się z drugą i zarazem ostatnią częścią tego cyklu, jak tylko nadarzy się okazja. Cała historia może nie zapadanie mi w pamięci na długo, ale na pewno zapamiętam jedno interludium, które w piękny sposób opisuje relację Słońca i Księżyca – coś cudownego. Wystawiam 7/10

Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu:

muza.com.pl

oraz firmie Business & Culture 

http://muza.com.pl/fantastyka/1530-zabojczy-ksiezyc-9788377585818.html?shetishetani

poniedziałek, 17 lutego 2014

"Easylog" - Mariusz Zielke

http://www.wydawnictwoakurat.pl/ksiazki/thriller/63-easylog-wkrotce

Z krótkiej biografii po wewnętrznej stronie okładki można wnioskować, że Mariusz Zielke to dosyć kontrowersyjny pisarz. Aż się sama dziwię, że wcześniej o nim nie słyszałam. „Formacja trójkąta”, która została wydana w 2013 roku opisywała kulisy jednej z największych afer korupcyjnych w naszym kraju. Z powodu tej powieści doszło do masowych aresztowań, a co za tym idzie – książka zyskała rozgłos, podobnie jak sam autor. Oczywiście nie do końca wyszło mu to na dobre, ponieważ nie raz mu grożono, a nie rzadko żądano odszkodowań za ujawnianie tajemnic. Jednak jak widać pan Zielke się tym nie zraził i tworzy dalej…

„Easylog” to jego najnowsza powieść. Jest to historia Ben’a Stiller’a, który zasłynął wynalezieniem Wally’ego – niemalże sztucznej inteligencji, która ułatwia ludziom życie na każdym kroku. Technologia i sukces mają jednak swoje mroczne strony… Czy ma to jakiś związek z tym, że dziesięć lat temu zaginęła jego kochana Sally, a on stracił posadę w korporacji SkyCom? W końcu to dzięki niemu ta firma wzbiła się na wyżyny. Teoretycznie śledztwo w sprawie Sally umorzono, Ben musiał się z tym pogodzić i żyć dalej. Ale jak to zwykle bywa z demonami przeszłości… powracają. W życiu Stiller’a zaczyna się pojawiać całe mnóstwo zagadek, z którymi będzie musiał się zmierzyć.

Jak już powyżej wspomniałam, „Easylog” było moim pierwszym spotkaniem z autorem. Książka zainteresowała mnie swoim opisem, ponieważ lubię emocjonujące tajemnice, szybką akcję i ogólnie thrillery. W dużej mierze narratorem powieści jest sam Ben, dzięki czemu w łatwy sposób przychodzi nam poznanie głównego bohatera oraz jego myśli. Jednakże rozgryzienie go okazuje się trudne. Dopiero na koniec książki odkrywamy prawdę i widzimy, o co naprawdę chodziło. Dobra rzecz, prawda? Bohaterów jest tutaj odpowiednia liczba, która nie pozwala nam się pogubić w tym, kto jest kim. Czasami autorzy przesadzają z wprowadzaniem zbyt dużej ilości postaci, co potrafi nas zbić z tropu. W tym przypadku jest ich paru, każdy odgrywa istotną rolę, ale niestety są troszeczkę za słabo nakreśleni.

Początkowo akcja rozwija się powoli, autor wprowadza nas w klimat tej historii. Jednak już po chwili tempo akcji znacznie przyspiesza i utrzymuje się tak do samego końca. Dzięki temu czytelnik daje się porwać fabule i jest w stanie szybko przeczytać całą powieść. Ja dałam jej radę w niecałe trzy godziny, więc nie jest to lektura na dłuższe wieczory. Raczej na jeden, gdy mamy ochotę się zrelaksować, zapomnieć na chwilę o otaczającym nas świecie i przeżyć coś emocjonującego. W pewnym momencie poczułam się całkowicie zdezorientowana jeśli chodzi o rozwój wydarzeń. I pisząc to, nie mam na myśli niczego złego. Rzadko się zdarza, się książka potrafi mi tak namieszać w głowie. To ten rodzaj pozytywnego zawirowania, które ma nam utrudnić rozwikłanie tajemnicy. I przyznaję szczerze, że jest ono dosyć zaskakujące, zapewne dzięki zabiegom zastosowanym przez autora, które zbijają nas z tropu.

Zaletą jest też styl autora – prosty, ale nie banalny. Sprawia, że książkę czyta się faktycznie przyjemnie i szybko. Ta historia potrafi sobą zainteresować i sprawić, że nasza ciekawość bierze górę – koniecznie musimy dowiedzieć się prawdy. Musimy poznać odpowiedzi na pytania: Kto? Jak? I dlaczego? Nie znajdziemy tutaj wielowątkowości i motywów pobocznych, wszystko sprowadza się do jednej sprawy, którą autor w umiejętny sposób skonstruował i pokomplikował. W przypadku thrillerów lubię skupienie się na jednym wątku, ponieważ w dużej mierze te pozostałe mnie rozpraszają – odrywają mnie od tego, co jest dla mnie ważniejsze w tym typie literatury. Cieszę się, że autor skupił się na jednym i poświęcił mu swoją uwagę, a nie pisał na siłę dodatkowe historie pseudo-urozmaicające fabułę. To nie zawsze wychodzi na dobre.

„Easylog” to całkiem przyjemna pozycja, która zapewnia rozrywkę na jeden wieczór. Czyta się przyjemnie, nie ma czasu na nudę, a fabuła jest dobrze skonstruowana. Nie jest to może najlepszy thriller, jaki miałam okazję czytać, ale godny uwagi. Na pewno nie żałuję czasu poświęconego na tę książkę, ponieważ dobrze się z nią bawiłam – to uczucie, gdy straciłam orientację było tego warte. To dowód na to, że książki faktycznie potrafią rozbudzić nasz umysł do granic możliwości. Oceniam ją jako dobrą lekturę, w której być może widziałam parę niedociągnięć, ale przymknęłam na nie oko – liczyła się dla mnie rozrywka. Wystawiam 6,5/10.

Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu:

muza.com.pl

oraz firmie Business & Culture

http://muza.com.pl/thriller/1527-easylog-9788377585870.html?shetishetani

sobota, 15 lutego 2014

Zapowiedź: W pewnym teatrze lalek - Lidia Miś

Premiera: 23 luty 2014r.

Książka W pewnym teatrze lalek w sposób zabawny, a zarazem wzruszający opowiada o kształtowaniu charakteru, partnerskich relacjach i przynależności do grupy. To opowieść o budowaniu własnej tożsamości, rozpoznawaniu emocji oraz o otwartości na potrzeby innych.

Do teatru lalek przybywa nowa marionetka Perełka. Jest niedoświadczona i nigdy nie występowała na scenie.
Do roli aktorki pomagają jej przygotować się nowi przyjaciele: Kamilla, Babcia, Miś i Kaczka.
Plejada marionetek, jawajek i pacynek wiedzie na pozór beztroskie życie, co rusz wcielając się w nowe kreacje.
Okazuje się jednak, że aktorstwo niesie ze sobą wiele wyzwań, a teatr jest czymś więcej niż pracą – jest całym ich światem!

Fragment: KLIK

Książka skierowana raczej do młodszych czytelników... Może ktoś ma młodsze rodzeństwo? :) Jeśli tak to może akurat coś dla nich, szerzmy czytanie wśród młodziaków :)

czwartek, 13 lutego 2014

"Star Carrier: Osobliwość" - Ian Douglas

http://drageus.com/star-carrier-osobliwosc-star-carier-3/

Ian Douglas nie jest początkującym autorem. Ma na swoim koncie już kilka serii, a Star Carrier jest najnowszą. To seria opowiadająca o niedalekiej przyszłości, gdy mieszkańcy Ziemi toczą wojnę kosmiczną z obcymi rasami, które powszechnie nazywamy kosmitami. To przedstawienie ogromnego rozwoju technologicznego oraz motywów strategicznych. Kawał dobrego science-fiction, z którym naprawdę warto się zapoznać. „Osobliwość” to już trzeci tom cyklu.

Walka trwa nadal. Jednak czy da się pokonać wroga, który wydaje się wiedzieć wszystko o nas, a nasza wiedza na jego temat ogranicza się praktycznie do zera? Nie mamy pojęcia, dlaczego nas atakuję, nie znamy ich zasad moralnych, nie znamy ich możliwości i taktyki. W sumie… wydawałoby się, że zwiastuje to istną klęskę! Najnowsze odkrycie sprawia jednak, że wojna przenosi się na terytorium wroga. Admirał Koenig staje w niezwykle ciężkiej sytuacji, ponieważ nie ma pojęcie z kim przyjdzie mu się jeszcze zmierzyć. Nikt nie wie, co ich czeka w związku z nowym odkryciem. Trzeba postępować roztropnie i ostrożnie, ale jednocześnie zdecydowanie i stanowczo. A kto wie, jakie skutki przyniesie to całej ludzkości?

Ponownie głównymi bohaterami pozostają admirał Koenig i Trevor Gray. Każdy z nich boryka się z nieco innymi problemami i jest świadkiem nieco innych wydarzeń, które jednak są ze sobą w ogromnym stopniu powiązane. Wszystko sprowadza się do trwającej wojny i stale utrzymującego się zagrożenia. Ian Douglas ponownie zadbał o idealnie dobrane, specjalistyczne słownictwo, doskonałe opisy i odpowiednie tempo akcji. Te elementy zdecydowanie pobudzają czytelnika i zapewniają mu znakomitą rozrywkę. Dodatkowo pozwalają nam wczuć się w atmosferę powieści, tutaj największą rolę odgrywają opisy i słownictwo. Dzięki temu możemy stać się uczestnikiem wszystkich wydarzeń, możemy strzelać do statków wroga, obmyśla strategię i rozmawiać z obcymi.

Lubię w twórczości Iana Douglasa prowadzenie rozwoju wydarzeń. Chwile wytchnienia przeplatają się z charakteryzującymi się szybką akcją bitwami w przestrzeni kosmicznej. Dodatkowo zawsze czekam na sceny z udziałem obcych ras, ponieważ zawsze mnie to interesowało, nawet jeżeli miałam z tym do czynienia tylko w przypadku fikcji literackiej. Cieszę się, że z każdą kolejną częścią autor ujawnia nowe fakty związane z Sh’daar. Liczę na to, że  w czwartym tomie będę mogła się dowiedzieć o nich jeszcze więcej, bowiem wydarzenia, które miały miejsce w przypadku „Osobliwości” rozbudziły moją ciekawość jeszcze bardziej! Element „kosmitów” to chyba coś, co najbardziej przyciąga mnie do tych książek.

Bohaterowie są niby dobrze nakreśleni, ale nadal mi w nich czegoś brakuje. Jednak w całkiem  dobry sposób przedstawione są tutaj również pobudki strategiczne admirała Koeniga. Ten człowiek musi podejmować naprawdę trudne decyzje i nie jest mu łatwo. Czyli mamy tutaj nie tylko znakomite sceny walk kosmicznych, ale również dobre przemyślenie pozostałych wątków. Wszystko tworzy fantastyczną, spójną całość. Widać, że Ian Douglas potrafi włożyć serce w to, co robi i nie są to jego początki w świecie literatury. Seria Star Carrier umożliwia nam wejście do zupełnie innego świata, a przecież o to chodzi w czytaniu, prawda? Żebyśmy mieli możliwość rozbudzenia wyobraźni i przeżycia czegoś niesamowitego – tutaj jest to normalne. Wystarczy tylko trochę zaangażowania.

„Osobliwość” to dobra kontynuacja, ale liczę na to, że autor w kolejnych częściach wykaże się jeszcze bardziej. Marzy mi się tutaj trochę świeżości i kreatywności, może wprowadzenie jakiegoś zaskakującego elementu? Wojna z kosmitami jest dobrym i chwytliwym pomysłem, ale każdy po jakimś czasie się tym znudzi, jeżeli nie dostanie jakiegoś urozmaicenia.  W końcu utrzymywanie się na tym samym poziomie to żaden postęp, trzeba się rozwijać i iść do przodu. Panie Douglas, czekam na coś mocno porywającego i wbijającego w fotel! „Osobliwość” czytało mi się dobrze, wystawiam ocenę 7/10.
Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu:

drageus.com

środa, 12 lutego 2014

Zapowiedzi wydawnictwa Fabryka Słów!

Dzisiaj trochę inaczej, bo praca licencjacka się pisze, więc nie mam czasu na napisanie recenzji - ale spokojnie, daję radę i myślę, że już jutro pojawi się recenzja książki "Star Carrier 3: Osobliwość". Ale tymczasem przedstawiam Wam najbliższe zapowiedzi jednego z moich ulubionych wydawnictw (pewnie ma to związek z moim uwielbieniem serii o W. Rednej i Kate Daniels... i nie tylko :) )



Książki Janet Evanovich są jak kolejne odcinki dobrego serialu - śmieszne, szybkie i wciągające. Każda kolejna to inna historia oraz nowe przygody Stephanie Plum, dziewczyny z Jersey, która pracuje jako łowca nagród.

Stephanie Plum ma znacznie więcej szczęścia niż umiejętności, jednak zawsze wychodzi na swoje.

Trzeba odzyskać kaucję związaną z wizą. Pewien Hindus miał trzymiesięczną wizę z pozwoleniem na pracę i poręczono, iż wyjedzie, gdy skończy mu się zezwolenie na pobyt w Stanach. Jednak, jak to w życiu Stephanie – łatwo nie będzie. Jej trop prowadzi do grupy zabójców – słowo „łowczyni” nabiera nowego znaczenia. Szczególnie w Vegas, w otoczeniu tysiąca sobowtórów Elvisa, Toma Jonesa i stringów King Konga!

Pierwszym facetem, które obejrzałam sobie dokładnie na gruncie osobistym, był Joe Morelli. Morelli pozbawił mnie statusu dziewicy i pokazał ciało, będące kwintesencją męskości. Smukłe, umięśnione i podniecające. Wtedy Morelli uważał, że związek długoterminowy trwa dwadzieścia minut.

Data wydania: 14 luty 2014 (Walentynkowo :) )


OTO ON, INKWIZYTOR I SŁUGA BOŻY

CZŁOWIEK GŁĘBOKIEJ WIARY

Oto świat, w którym Chrystus zszedł z Krzyża i objął władzę nad ludzkością.
Świat tortur, stosów i prześladowań.
Mogę być waszym najgorszym koszmarem, jeśli tylko zechcecie.
Imię jego Mordimer Madderdin - przed sąd inkwizycyjny posłał dziesiątki ludzi.

Nawet nie przypuszczasz, ile rzeczy da się wyrzeźbić za pomocą jednego dłuta.




Data wydania: 28 luty 2014


Rozlew krwi w rytmie Bad moon rising 

Dora Wilk udowadnia, że męska skleroza jest początkiem wszelkich kłopotów.

I tak – wampiry zapominają, że słońce im szkodzi; wilki zapominają, kto jest ich Alfą;

Gajusz zapomina o dobrym wychowaniu; Miron zapomina o tym, co ważne; Baal zapomina, że nie może wpadać bez zaproszenia i robić jej śniadania; a nowy koleś zapomina, gdzie jest jego miejsce w szeregu.

Wiedźma Dora, z właściwym sobie wdziękiem, musi posprzątać cały ten bajzel, zanim ktoś przeprowadzi naprawdę morderczy test białej rękawiczki. A że od mopa woli glocka i miecz... nie obejdzie się bez przelania krwi, ale wszystko zostaje w rodzinie.

Data wydania: 14 marca 2013


X-Meni w Nowym Jorku

Kronika gangów

Jest rok 1897 - życie w Nowym Jorku nigdy nie wcześniej nie było tak bardzo ekscytujące i niebezpieczne.

Cały Manhattan zalewa fala gotowych na wszystko gangów. Do jednego z nich wnika szesnastoletnia Finley Jayne.

Zadziwiająca i pełna zwrotów akcji kronika epoki wiktoriańskiej okraszona tajemnicą mechanicznego kołnierza.





Data wydania: 14 marca 2014


Świat tak fantastyczny, jak Diuna i tak realny, jak najnowszy numer Wall Street Journal

Niepokojąca wizja świata, który na własne życzenie pozbywa się człowieczeństwa, zachowując najgorsze cechy rodzaju ludzkiego.
Jarosław Grzędowicz

Geniusz bio-logiki Natch po wygranym starciu zyskał nowego, przebiegłego i bezwzględnego przeciwnika.

Walka odbywa się w salonach władzy Melbourne i miejskich ruinach. Stawką jest los technologii, która może na zawsze zakończyć tyranię Rady… lub dać jej do ręki najpotężniejsze narzędzie ucisku.

Jeżeli istnieje sieć splątana bardziej, niż Światowa Sieć Informatyczna, jest nią bizantyjsko skomplikowana mapa powiązań w świecie finansowym. Edelman łączy oba światy w tej rozbudowanej i fascynującej trylogii. To działa!
Robert J. Sawyer, laureat nagrody Hugo, autor powieści "Rollback" oraz "Hominidzi"

Data wydania: 21 marca 2014

 
JESTEŚ ŁOWCĄ ALBO ZDOBYCZĄ

Nie wolno się pocić. Nie wolno się śmiać. Nie wolno ściągać na siebie uwagi. I przede wszystkim, cokolwiek się robi, nie wolno zakochać się w jednym z nich.

Gene różni się od swoich rówieśników. Nie potrafi biegać szybko jak błyskawica, słońce mu nie szkodzi, nie dręczy go również żądza krwi. Gene jest człowiekiem i zna zasady. Trzeba ukrywać prawdę. To jedyny sposób, żeby zachować życie w świecie nocy – świecie, gdzie ludzie stanowią przysmak i poluje się na nich dla krwi.
Kiedyś było nas więcej. Bez wątpienia....





Data wydania: 28 marca 2014


I na co najbardziej czekacie? :) Mnie najbardziej interesuje "Dziewczyna w stalowym kołnierzu", bowiem pierwsza część przygód Finley zaciekawiła mnie i wydała mi się całkiem dobry wstępem do serii.
Przyznaję, że nigdy nie czytałam żadnej książki pana Piekary, a ta tutaj ostatnio coś mi po głowie chodzi, powie mi ktoś dlaczego? Może to znak :)
No i "Multirzeczywistość"... brzmi cudownie! A okładka ma w sobie coś niezwykłego, przyciąga mnie jak magnes!
A o "Polowaniu" to już nie wspomnę - zdecydowanie moje klimaty i moje "must read" :D
Jednym słowem... luty i marzec zapowiadają się całkiem nieźle :)

sobota, 8 lutego 2014

"Magiczna kabała" - Frater Barrabbas

http://www.illuminatio.pl/ksiazki/magiczna-kabala/

Zawsze myślałam, że Kabała to wróżenie ze zwykłej talii kart. Nie miałam z tym słowem żadnego innego skojarzenia, poza moją babcią, która nie raz siedziała i „bawiła” się kartami, a dziadek potem chodził i narzekał, że znowu ma pomieszaną talię. Okazuje się jednak, że Kabała to coś zupełnie innego, to kolejny element wiedzy tajemnej otwierający przed nami nowe możliwości. Stosowany osobno lub wraz z innymi praktykami stanowi klucz do religii, okultyzmu i magii rytualnej.

Frater Barrabbas przeszedł w życiu taki okres, który spotyka każdego maga czy osobę interesującą się tematyką okultyzmu. Czarny ubiór, pentagramy, otaczający nas mrok – dosyć powszechne zjawisko, które z czasem przechodzi, ponieważ człowiek zaczyna sobie uświadamiać, że to nie o to tutaj chodzi. A dlaczego zainteresował się Kabałą? Przez jedno wydarzenie, które miało miejsce, gdy miał 16 lat. Chciał być szanowany i poważany wśród innych magów, a jednak oni go zignorowali – coś w stylu„Młodziak i świeżak w temacie, nie ma z nim o czym rozmawiać.” W takich chwilach zawsze uruchamia się nasza ambicja – „Ja Wam jeszcze pokażę!”.

W tym przypadku ambicja okazała się bardzo motywująca. Autor zgłębiał wiedzę dotyczącą Kabały przez prawie całe swoje życie, aż w końcu mógł się nią podzielić z innymi. Książkę podzielił na dwie części – teoretyczną i praktyczną, obie równie ważne. Ponieważ nigdy nie miałam z tym tematem do czynienia, to każde zdanie było dla mnie istotne. Zapewne, gdybym choć trochę się na tym znała, znacznie łatwiej byłoby mi zrozumieć słowa autora. Nie mówię, że jest to przerażająco trudne i niewykonalne, bowiem jeśli się chce to można wszystko, ale naprawdę należy pozostać w skupieniu, mieć otwarty umysł i umieć sobie wszystko poukładać.  Osoby zielone w tym temacie – podobnie jak ja – dopiero za którymś razem odkryją sedno Kabały. Jednak już na początku będą miały możliwość poznania jej podstaw i historii.

Pan Barrabbas skupia się na faktach i konkretach. Jest to moim zdaniem ogromny plus, ponieważ nie lubię, gdy w przypadku takich książek autorzy pozwalają sobie na przysłowiowe lanie wody. Z „Magicznej kabały” można wynieść całe mnóstwo informacji, myślę również, że jeżeli faktycznie ktoś chce się w to zagłębić, to nie wystarczy mu jednokrotne przeczytanie tej pozycji. Część teoretyczna jest równie ciekawa, co praktyczna – należy dobrze zapoznać się z nimi dwoma, żeby nasza nauka faktycznie miała sens. Ćwiczenia i praktyki są różnorodne, myślę, że każdy znajdzie coś, co go zainteresuje.
Warto zapoznać się tą pozycją, ponieważ jest rzetelna i konkretna. Przedstawia zupełnie nowe spojrzenie na okultyzm i jego praktykowanie. Widać, że autor faktycznie zna się na rzeczy, chociaż chwilami miałam wrażenie, że zapomniał o tym, że niektórzy czytelnicy mogą nie mieć bladego pojęcia, o czym w danym momencie pisze. Jednak z pomocą przychodzi słowniczek zamieszczony na końcu książki. Język Fratera Barrabbasa nie wzbudza negatywnych odczuć, jest raczej przyjazny i zachęca do dalszego czytania. Cieszę się, że postanowił napisać ten poradnik dopiero w takim momencie swojego życia, gdzie czuł się pewnie ze swoją wiedzą na temat Kabały. Ma to naprawdę ogromne znaczenie dla czytelnika.

Nie jestem do końca przekonana, czy Kabała do mnie przemawia, ponieważ na chwilę obecną nie do końca to czuję – ale tak to już bywa w tym przypadku, jedne praktyki magiczne pasują nam bardziej, inne mniej. Lektura ta dała mi jednak nowe spojrzenie na Kabałę i myślę, że po prostu muszę dojrzeć do głębszego poznania jej. Może się to okazać naprawdę przydatne w połączeniu z innymi technikami, które są mi dobrze znane. Ciężko mi stwierdzić, czy osoby zaawansowane znajdą tutaj coś dla siebie, ale intuicja podpowiada mi, że będę zadowolone. A osoby początkujące? Spróbować zawsze warto, a nuż okaże się, że to jest właśnie to, czego szukaliście i czego Wam w waszym ezoterycznym życiu brakowało!

Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu:

illuminatio.pl

czwartek, 6 lutego 2014

"Przegląd końca świata: Deadline" - Mira Grant

http://www.wsqn.pl/ksiazki/przeglad-konca-swiata-deadline/

„Kiedy mówienie prawdy staje się aktem terroryzmu? W którym momencie kłamstwo staje się aktem litości? Czy okrucieństwem jest powiedzenie rodzicom, że ich dziecko umrze, nawet jeśli to prawda? Czy uprzejmością jest powiedzenie ofierze wypadku, że odzyska zdrowie, chociaż wszystkie przesłanki wskazują na coś innego? Gdzie znajduje się granica między szczerością a szkodą, kłamstwem a przyzwoitością, dezinformacją a złośliwością? Nie wiem. Nawet najmądrzejsza gra słów na świecie w żaden sposób nie odpowie na te pytania. Przykro mi. Szkoda, że nie jest inaczej.”

Ostatnie miesiące były wybitnie dramatyczne dla Shauna Masona. Już nie jest tym samym Shaunem co kiedyś, jest jego cieniem. Wydarzenia, które niedawno miały miejsce wywarły na niego ogromny wpływ – i nie ma się co dziwić. Gdyby spotkało Was to samo co jego, też byście zareagowali podobnie. A może nawet gorzej? Kto wie, kwestia wytrzymałości i psychiki. Oczywiście w czasach panowania wirusa nie ma chwili wytchnienia. W drzwiach mieszkania Shauna pojawia się naukowiec, który zgodnie z doniesieniami prasy jest martwy. A tu proszę! Na dodatek przynosi ze sobą informacje, które mogą zachwiać światem. No i wybucha kolejna epidemia… eh, zero chwili spokoju.

„Deadline” to druga część trylogii, której tytuł brzmi „Przegląd końca świata”. „Feed” było znakomitą lekturą, która do tej pory siedzi mi w głowie. A druga część nie pozostaje jej dłużna – jestem pewna, że cała seria będzie mnie prześladować jeszcze przez długi czas… a jak już uda mi się o niej zapomnieć – w co szczerze wątpię – to na pewno przeczytam ją ponownie. Mira Grant jest po prostu znakomita w tworzeniu historii pełnej napięcia, emocji, strachu, a co najważniejsze – historii, która jest niezwykle realistyczna. Wizja świata, gdzie rozprzestrzenia się zabójczy wirus jest przecież czymś całkowicie rzeczywistym. Mało to wirusów w dzisiejszych czasach? A kto wie, co czeka nas za 20-30 lat. 

Tym razem narratorem powieści jest Shaun Mason, nie Georgia, której jednak tutaj nie zabrakło. W końcu… jak mogłaby zostawić swojego brata bez opieki? Shaun jest równie intrygującą postacią co swoja siostra. Cieszę się, że mogłam lepiej zapoznać się z jego emocjami, chociaż on sam twierdzi, że ich nie okazuje. Motywy, które go pobudzają i przemyślenia rozwijające się w jego głowie są naprawdę świetnie przedstawione. Oczywiście pozostaje też kwestia pozostałych bohaterów – Becky, Maggie, Alaric, Mahir – każdy z nich jest na swój sposób inny, ale razem tworzą zgraną ekipę. Mira Grant zadbała o wprowadzenie różnobarwnych bohaterów, którzy są jak żywi. Można by ich wyciągnąć z kart powieści i przenieść do normalnego świata – gwarantuję Wam, że byliby bardziej wyraźni niż niektórzy ludzie. 

„Jest jedna rzecz, w którą zawsze będę wierzył – ludzie zawsze potrafią pogorszyć sytuację. Nieważne, jak jest źle, oni chętnie pogrążą się nawzajem. Czasami się zastanawiam, czy nie byłoby lepiej, gdybyśmy pozwolili zombiakom wygrać.”

Tak na dobrą sprawę, to nie jest taka pospolita książka o zombie. Może nie przeczytałam ich za dużo, ale "Przegląd Końca Świata" ma w sobie coś naprawdę wyjątkowego. Tu chodzi o coś więcej niż to, że świat się kończy, bo mamy apokalipsę zombie. Tutaj chodzi o odkrycie prawdy, o to, że wpływowi ludzie ją zatajają przed niewinnym społeczeństwem. Walka o przetrwanie, o każdy dzień i o to, żeby prawda w końcu ujrzała światło dzienne – nie są to banalne i jałowe tematy. Ta książka naprawdę posiada głębię i jest niesamowicie napisana. Ogromny potencjał fabuły spotkał się ze znakomitym wykonaniem. Styl pani Grant jest naprawdę godny podziwu, tym bardziej, że seria ta jest jej debiutem literackim. Naprawdę chylę czoła za tak dobrą robotę

Obok tego cyklu nie da się przejść obojętnie. On infekuje jak wirus! Nie zauważyłam ani jednej wady, a naprawdę potrafię być wybredna. Ale w tym przypadku się nie da. To porywająca opowieść, której fabuła nie daje spać po nocach. Rozbudza naszą ciekawość, wzbudza w nas wszelkiego rodzaju emocje – strach, lęk, niepewność, nadzieję, łzy… Momentami jest lekko humorystyczna, ale nie da się zapomnieć o powadze sytuacji. Humor humorem, to lekkie rozładowanie dla bohaterów, ale jednak brutalność świata, w którym przyszło im żyć jest stale zauważalna. Mira Grant posłużyła się przednimi opisami, aby to wszystko nam przekazać. 

To ten rodzaj książki, która całkowicie pochłania naszą uwagę i czas. Jeżeli już zaczniemy czytać, to oderwanie się od niej graniczy z cudem. Wyraźni bohaterowie, kapitalne opisy, spora dawka napięcia i emocji oraz nieprzewidywalność – Mira Grant całkowicie zawróciła mi w głowie swoją twórczością. A zakończenie? Mistrzostwo! Nie wiem jak będę w stanie wytrzymać do premiery „Blackout”… Moja wyobraźnia pracowała na najwyższych obrotach, wszystko przeżywałam wraz z bohaterami, odczuwałam te same emocje, co oni. Uwielbiam lektury, które aż tak potrafią mną zawładnąć. Moi Drodzy, to wręcz niemożliwe – tom drugi okazał się równie dobry jak pierwszy, co w przypadku serii jest bardzo rzadkie. Nie mam innego wyjścia, jak wystawić ocenę 10/10

Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu:

www.wsqn.pl

wtorek, 4 lutego 2014

"Zakochana w mroku" - Franny Billingsley


Czasami się zdarza, że ludzie obwiniają się za coś, co wydaje się im, że zrobili. Tkwią w poczuciu winy, które niekoniecznie jest słuszne. Jednak w ich głowie ciągle przeplatają się myśli, że to ich wina, że teraz powinni cierpieć, muszą nienawidzić siebie, nie zbliżać się od innych ludzi. Jednym słowem stają się zupełnie inni niż byli do tej pory. A wszystko przez to, że - mówiąc przysłowiowo - coś sobie ubzdurali. A to przecież może źle wpłynąć nie tylko na nich samych, ale również na ludzi z ich otoczenia…

Briony jest święcie przekonana, że jest wiedźmą. Dodatkowo głęboko wierzy w to, że jej macocha umarła z jej winy, że jej siostra zachorowała przez nią, a wszystko, co złe – ma związek z jej mocami. Czuje ogromne wyrzuty sumienia, opiekuje się chorą siostrą i stara się robić wszystko, żeby nikogo więcej nie skrzywdzić. Zdarza jej się także wymykać z domu, aby porozmawiać z duchami moczar. Nazywają się one Prastarymi i tylko wiedźmy mogą ich dostrzec, co utwierdza Briony w jej przekonaniu o byciu czarownicą. A w jej wiosce czarownice są skazywane na śmierć. Dlatego Briony z nikim o tym nie rozmawia i robi wszystko, aby to ukryć. Jednak pewnego dnia do miasteczka przyjeżdża Eldric, który zmieni wszystko.

Naprawdę wiele dobrego się naczytałam o tej książce. Same dobre opinie, więc ciężko było przejść obok niej obojętnie. Poza tym bardzo przypadła mi do gustu okładka. Opis również jest całkiem zachęcający, więc nic dziwnego, że miałam spore oczekiwania i liczyłam na coś naprawdę dobrego. Szkoda tylko, że się zawiodłam.

Zacznę od plusów, bo ich jest znacznie mniej, więc pójdzie szybciej. Na pewno ciekawy pomysł, na swój sposób oryginalny i ciekawy. Naprawdę można było z niego sporo dobrego wyciągnąć, lepiej go opracować i byłoby znakomicie. Czyli mamy spory potencjał, jednak niestety źle wykorzystany. Plusem jest to, że książkę czyta się szybko, co jest związane z prostym językiem, którym posługuje się autorka. Tak myślę… czasem może ten język był nawet zbyt prosty i banalny. No i chyba ostatni zaleta, którą udało mi się zauważyć – w miarę dobre opisy poszczególnych miejsc i sytuacji. I to by było na tyle, jeśli chodzi o moje dobre odczucia wobec tej powieści. Czas na te gorsze.

Nawet nie wiem do końca od czego zacząć… pomysł jest niedopracowany. Do tej pory mam wrażenie, że mimo iż książka posiada ciekawy opis i swoją własną fabułę, to jest ona o niczym. Ot tak napisana historyjka, która nie ma żadnego konkretnego celu, planu, punktu kulminacyjnego. Zero akcji czy napięcia, nie wspominając już o tym, że praktycznie wcale mnie nie wciągnęła ani nie pobudziła mojej ciekawości, a co dopiero wyobraźni. Większość książki po prostu przeleciałam wzrokiem, bo i tak nie działo się nic konkretnego. Początkowo czytałam i uważnie i dokładnie, ale po jakiś 150 stronach zwątpiłam. Miałam szczerą nadzieję, że tylko początek jest troszkę nudnawy i nużący, i już myślałam, wręcz miałam nadzieję, że dalej będzie znacznie lepiej, ale wcale nie było.

Bohaterowie są nijacy i płytcy. Nie ma żadnych wyraźnie zaznaczonych cech, jedynie Rose wydała mi się fascynującą postacią. Sama główna bohaterka jest niesamowicie denerwująca i irytująca. Ogólnie przez całą książkę użala się nad sobą i swoim życiem. W sumie ta powieść jest właśnie jakby opowieścią jej życia, Briony jest narratorką, więc teoretycznie powinniśmy poznać jej uczucia, emocje i poglądy bardzo dobrze – niestety, figa z makiem. Dziewczyna sobie wymyśliła jaka to jest zła i niebezpieczna, i jakież to jej życie jest straszne, okrutne i niesprawiedliwe. Tego momentami się nie dało czytać. A Eldric? Co w nim takiego wyjątkowego i wspaniałego? Nic. A na przykład Cecil to jakiś zagubiony psychopata, który ma problemy z samym sobą.

Nie lubię mówić takich rzeczy, ale prawda taka, że moim zdaniem ta książka jest nieco denna. Autorka za słabo wykorzystała potencjał, stworzyła coś o niczym i to by było na tyle. Raczej nie polecam, chociaż jak komuś się kiedyś wybitnie będzie nudzić to może przez to przebrnie. Ja miałam trudności, dlatego ¾ książki czytałam od niechcenia. I zapewne tylko dlatego, że jak coś zacznę to wolę to skończyć. A jaką ocenę mogę wystawić? 3/10 – nie więcej.

sobota, 1 lutego 2014

"Król cierni" - Mark Lawrence

http://papierowyksiezyc.pl/zapowiedzi/item/326-kr%C3%B3l-cierni.html

„By sięgnąć wielkości, kroczyć trzeba po trupach.”

Mark Lawrence to początkujący autor, który ma na swoim koncie kilka pozycji, ale w Polsce znany jest z powodu swojej trylogii „Rozbite Imperium”. Trzecia część jest już dostępna za granicą od jakiegoś czasu, u nas jeszcze trwa jej przygotowanie, ale dwie pierwsze już można przeczytać, do czego oczywiście zachęcam. Dlaczego? A no wiecie, skoro nawet autor bestselleru takiego jak „Malowany człowiek”, czyli Peter V. Brett, twierdzi, że „Mark Lawrence to najlepsze, co przydarzyło się gatunkowi fantasy w ostatnich latach.”, to coś w tym musi być!

https://www.goodreads.com/book/photo/12891107-king-of-thornsJorg Ancrath pragnie zostać władcą Rozbitego Imperium.
Jednak nie tylko on ma tak wielkie ambicje, dlatego toczące się bitwy są czymś całkowicie naturalnym, czymś na porządku dziennym. Ale w głowie młodego Ancratha powoli tworzy się plan, który pozwoli mu osiągnąć zamierzony cel. Podczas swojej Imperium odkrył, kto stoi za tą niekończącą się wojną. Wygrana wcale nie będzie taka łatwa. Lud chce dla siebie innego władcy, których właśnie ma zamiar rozprawić się z Jorgiem i wraz ze swoją potężną armią – przewyższającą wielokrotnie armię Ancratha – zbliża się do Upiornego Zamku. Jorg wie, że uczciwą walką tego nie wygra… ale czy ktoś wspominał cokolwiek o uczciwości?
wędrówki po ziemiach

„A chciałem wygrać, ponieważ inni mówili mi, że nie mogę wygrać.”

Pierwsza część trylogii, „Książę Cierni”, bardzo mi się spodobała. Zapewne jak wielu innych czytelników, obawiałam się młodego wieku głównego bohatera, bowiem liczył on sobie wtedy zaledwie 14 lat, ale obawy zostały rozwiane. Teraz mamy okazję poznać Jorga jako osiemnastoletniego mężczyznę, gotowego stawić czoła wszelkim przeciwnościom losu. Jednakże książka jest wymieszaniem teraźniejszości z przeszłością, gdy jako jeszcze czternastoletni chłopiec Jorg wraz ze swoimi kompanami wędrował po Imperium, aby zaskarbić sobie sympatię osób, które mogłyby mu kiedyś udzielić wsparcia. Nie jestem pewna, czy widoczna jest w nim jakaś wybitna przemiana, która dokonała się w przeciągu tych 4 lat. Myślę, że po prostu nieco dojrzał, ale nadal trzyma się swoich wartości.

Ponownie narratorem powieści jest sam antybohater stworzony przez Mark’a Lawrence’a. Uważam, że w tym przypadku jest to znakomita sprawa, ponieważ portret psychologiczny Jorga jest naprawdę interesujący. Dzięki temu rodzajowi narracji możemy go lepiej poznać, zrozumieć, zżyć się z nim, chociaż i tak całkowite rozszyfrowanie go nie jest możliwe. Jego poczynania potrafią nas zaskoczyć, dzięki czemu staje się on jeszcze bardziej intrygującą postacią. Mimo tak wielu negatywnych cech, które robią z niego antybohatera, można w nim dostrzec coś, co każdy powinien sobie przyswoić – dążenie do wyznaczonego celu. Oczywiście może nie do końca w taki sposób, w jaki robi to młody Ancrath, ale sam fakt, że trzyma się swoich przekonań jest godny podziwu.

„W moich palcach jest śmierć, nie tylko chłód. Kwiaty więdną i umierają, gdy ich dotknę.”

Książka ma sporą objętość, liczy sobie ponad 600 stron. Akcja posiada raczej umiarkowane tempo, nie pędzi na łeb na szyję. I tutaj mam lekki zgryz, bowiem lubię mocne historie z szybką akcją, ale nie jestem pewna, czy takowa by tutaj pasowała. Jednak nie myślcie sobie, że autor pozwoli Wam się nudzić. Losy Jorga może nie są jakieś niezwykłe, ale na pewno potrafią zainteresować i wciągnąć. Niby czarny charakter, a jednak z ogromną przyjemnością śledzi się jego podróż i przygody jej towarzyszące. Chociaż ciężko to chyba nazwać przygodami, bo cel wyprawy jest nieco inny niż rozrywka. Urozmaiceniem fabuły są wplątane w nią wpisy z pamiętnika Katherine Scorron – siostrę macochy Jorga, która zaprząta jego myśli.

https://www.goodreads.com/book/photo/17790072-il-re-dei-fulmini„Czasem chciałbym pozbyć się wszystkich starych wspomnień, pozwolić, żeby wiatr uniósł je ze sobą. Gdybym mógł ostrym nożem oskrobać słabość tamtych dni, nie przestałbym, dopóki nie zostałyby ze mną tylko najsurowsze lekcje.”
 
„Król cierni”
to godna kontynuacja, którą czytało mi się znakomicie. Nadal podziwiam Jorga i uwielbiam jego postać. Klimat i atmosfera powieści są idealnie dopasowane do wciągającej fabuły, co całkowicie rekompensuje trochę powolną akcję. Naprawdę jestem w stanie całkowicie zapomnieć o jej tempie, bowiem całość wypada świetnie i po pewnym czasie nie zwraca się na to uwagi. Tą historią można się delektować, poznawać każdy szczegół, oczami wyobraźni dostrzec każde miejsce, przeżyć wszystko wraz z bohaterami – Mark Lawrence o to zadbał. Nie traćcie jednak skupienia podczas czytania, bo to sprawi, że nie będziecie w stanie całkowicie poczuć tego klimatu. A jeżeli nie poczujecie tego klimatu, to lektura nie będzie aż tak przyjemna. Wystawiam mocne 7,5/10.

„To słabość, Jorgu. Kochać cokolwiek to słabość.”

Muszę jeszcze wspomnieć o szacie graficznej… książka jest pięknie wydana. Mroczna okładka utrzymana w tej samej atmosferze, co powieść. Mapka na wewnętrznej stronie tylnej okładki umożliwia śledzenie wyprawy Jorga. Przyjazna dla oka czcionka, wyróżnienie wpisów z pamiętnika Katherine, krótkie wstępy dotyczące poszczególnych bohaterów przed niektórymi rozdziałami – niby drobnostki, ale jednak większość ludzi jest wzrokowcami, prawda?
dlatego toczące się bitwy są czymś całkowicie naturalnym, czymś na porządku dziennym. Jednak w głowie

Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu:

papierowyksiezyc.pl