"Wilcze przesilenie" - Anne Rice

 




Data wydania: 26.08.2014
Tytuł oryginału:
The Wolves of Midwinter
Tłumacz: Maciej Szymański
ISBN: 978-83-7818-554-3
Wymiary:
128x197
Strony: 464
Seria:
Kroniki Daru Wilka
Cena:
35,90





„-Dlaczego ludzie nie robią tego, co naprawdę chcą robić, Reubenie? – spytał. – Dlaczego tak często zadowalamy się czymś, co w ostateczności nas unieszczęśliwia! Dlaczego godzimy się z myślą, że szczęście po prostu nie jest możliwe?”

„Wilcze przesilenie” to kontynuacja „Daru wilka”, drugi tom Kronik wilczego daru tworzonego przez Annę Rice. Tej autorki chyba nie trzeba nikomu przedstawiać, bowiem Kroniki wampirów, które już jakiś czas temu wyszły spod jej pióra są doskonale rozpowszechnione. Osobiście należę do osób, które bardzo cenią tę autorkę i sięgają po każdą jej książkę z ogromną przyjemnością. „Dar wilka” był pozycją naprawdę dobrą i zapadającą w pamięć, dlatego nie było innej opcji niż sięgniecie po kontynuację.

Zachodnie Wybrzeże Stanów Zjednoczonych zaczyna spowijać śnieg, zbliżają się Święta Bożego Narodzenia, co związane jest z jednym z rocznych przesileń. Nadchodzi czas Jul, a dla Reubena będzie to czas wyjątkowy – jego pierwsze święta w wilczej skórze. Jego nowa rodzina, towarzysze, którzy doskonale rozumieją jego naturę, nowa sfora pełna miłości, zaufania i przyjaźni, zamierza odprawić charakterystyczne dla tego czasu rytuały i świętować. Jednak jeszcze przed nadejściem przesilenia Reubenowi ukazuje się zjawa – pełna smutku i rozpaczy nawiedza go noc w noc, dzień w dzień i nie daje o sobie zapomnieć. W ten sposób Słoneczny Chłopiec zacznie doświadczać jeszcze głębiej świata, do którego wkroczył zostając Morphenkindem, bowiem poza tą rasą istnieją jeszcze inne istoty, o których ludzie nie mają pojęcia.

Nie mogę napisać, że mnie ta książka nie porwała i nie wciągnęła. Zrobiła to. Książki pani Rice zawsze wywierają na mnie spory wpływ, choć jedne podobają mi się bardziej, a inne mniej. Przyzwyczaiłam się do wampirów i czarownic, ale wilkołaki w jej wykonaniu są dla mnie czymś, do czego jeszcze nie przywykłam, ale z ogromną przyjemnością poznaję ich świat krok po kroku. Jestem w tym nowa, podobnie jak główny bohater. Mimo narracji z punktu widzenia wszechwiedzącego narratora, wraz z Reubenem przeżywam każdą chwilę, z każdą kolejną stroną wiem nieco więcej o zwyczajach ludzi-wilków, ale również pojawiają się w mojej głowie różnego rodzaju pytania, na które odpowiedzi zapewne poznam w dalszych częściach kronik. Jednak uwielbiam magię uniwersum tworzonego przez tę autorkę, która pozwala mi całkowicie oderwać się od rzeczywistości, wejść głęboko do świata powieści i zagłębić się w nim.

Ciężko tutaj mówić o pędzącej akcji i chwilach pełnych napięcia, gdy serce podchodzi nam do gardła. W przypadku książek Anny Rice większe znaczenie ma klimat, atmosfera i bohaterowie. Oczywiście fabuła nie jest nudna czy nużąca, chociaż styl tej autorki jest dosyć charakterystyczny i specyficzny – wiem, że nie każdy jest w stanie się tutaj odnaleźć. Mimo wszystko rozwój wydarzeń śledziłam z zaciekawieniem i przyjemnością. Podoba mi się to, że ta historia jest szczera i prawdziwa – choć wątek wilkołaków jest czymś fantastycznym, to jednak wszystko jest bardzo realistyczne i życiowe. Różne wątki łączą się ze sobą w sposób chronologiczny, dzięki czemu otrzymujemy logiczną i wciągającą lekturę.

W „Darze wilka” nie odczuwałam aż jednak tak bardzo intensywnie naleciałości związanej z przejściem autorki na chrześcijanizm – wiele osób skrytykowało jej serię o aniołach („Pokuta”), z którą ja jeszcze nie miałam okazji się zapoznać, ale faktycznie łatwo można ujrzeć zmianę w poglądach pani Rice. W „Wilczym przesileniu” dało to o sobie znać i mimo tego, że nadal był tutaj mroczny klimat i z łatwością wyobrażałam sobie posiadłość Nideck Point wraz z atmosferą tam panującą, to jednak zabrakło mi tej dawnej Anny Rice, jaką poznałam podczas czytania Kronik wampirów. Spodobał mi się jednak motyw Leśnej Szlachty i mam nadzieję, że zostanie on rozwinięty w kolejnych tomach.

„Wilcze przesilenie” ma swój oryginalny charakter i da się lubić. Lektura jest wciągająca i cóż – w pewnym stopniu jest to nowa Anne Rice, chociaż nadal ta sama. Z przyjemnością wróciłam do świata Morphenkindów i śledziłam ich przygotowania do Jul. Historia Reubena przypadła mi do gustu, a jego samego polubiłam, chociaż momentami wydaje się być nieco flegmatyczny i skryty w sobie. Nadal pozostaję fanką przede wszystkim „Opowieści czarownic z rodu Mayfair”, a zaraz za nimi „Kronik wampirów”, ale nie mogę napisać, że „Kroniki wilczego daru” są złe. To naprawdę świetna seria, choć z nowymi poglądami autorki. Polecam!

Za egzemplarz serdecznie dziękuję:

rebis.com.pl


A co Wy sądzicie o twórczości Anne Rice? Czy również zauważyliście zmiany, jakie nastąpiły w jej twórczości? Kroniki wampirów są doskonale znane, ale może jednak sięgaliście również po inne jej książki... ja osobiście pozostaję ogromną fanką czarownic z rodu Mayfair, ogromnie polecam Wam tę serię, ale również ogółem całą twórczość pani Rice.

Robi się coraz zimniej i właśnie siedzę owinięta kocem jak tylko się da. Nie lubię tego.

Etykiety

Pokaż więcej

Reading is dreaming with open eyes...

Reading is dreaming with open eyes...

A book is a dream that you hold in your hands...

A book is a dream that you hold in your hands...

Do what you love!

Do what you love!