"Czarownice z Arnes" - David Marti

http://ksiegarnia.bellona.pl/index.php?c=cat&cid=298&bid=6881&page=0

Prześladowania czarownic były obecne w wielu erach historycznych. W średniowieczu palono je na stosie, torturowano, aby przyznały się do konszachtów z diabłem, a potem skazywano na śmierć. Wiele osób zapewne kojarzy słynny proces z Salem z 1692 roku, gdzie liczba podejrzanych wyniosła 200 osób, część stracono, większość torturowano, a innych wsadzono do więzienia. Prawda jednak taka, że żadna szanująca się czarownica nie dałaby się złapać! Wszystkie procesy o czary i palenie na stosie to chore wymysły ludzi, którzy nie mieli otwartych umysłów… albo tych, którzy mieli władzę i chcieli pozbyć się niewygodnych osób.

Rok 1533. W otoczeniu pięknej przyrody lasów i góry znajduje się miasteczko Arnes. Jego mieszkańcy znają się nawzajem, ufają sobie i niosą pomoc potrzebującym. Szczęśliwe wieści szybko się rozchodzą, tak więc, kiedy młoda Maria rodzi swoje pierwsze dziecko, w jej domu panuje gwar i harmider. Świeżo upieczona babcia Magdalena pragnie powitać swoją wnuczkę starożytną modlitwą zwracając się do sił natury. Niestety, jest to uznawane za herezję, a świadkiem tego wydarzenia jest proboszcz, który zrobi wszystko, aby wyplenić czarownice ze swojego miasta. Gdy córka Marii – Luna – dorasta, jej rodzinie nadal grozi śmiertelne niebezpieczeństwo. Czy kobiety będą w stanie wygrać tę nierówną walkę i obronić swoje dobre imię?

Jakże bym mogła przejść obojętnie obok książki o czarownicach? Toż to oczywiste, że bym nie mogła. Rzecz niewykonalna, bowiem to jeden z moich ulubionych motywów literackich. Niestety, problem tkwi w tym, że w sumie znam się na czarownicach całkiem nieźle (i nie mam tutaj na myśli machania różdżką i wołania „czary mary, hokus pokus!”), więc ciężko mnie zadowolić. Oczywiście nie mam nic przeciwko, gdy autor puści wodze fantazji i do naturalnej historii o wiccankach doda trochę fantasy, ale jednak w dużej mierze skupiam się na szczegółach i faktach oraz zgodności z wiedzą tajemną. Jeśli chodzi o „Czarownice z Arnes” to jest to powieść raczej przeciętna.

Fabuła w sumie dosyć oczywista, jeśli chodzi o prześladowanie czarownic, ale co ciekawe – okazuje się, że kobiety mają spore wsparcie i nikomu wierzyć się nie chce w ich konszachty z siłami nieczystymi. Jednakże tak naprawdę ja sama nie odebrałam ich jako kobiety, które można zaliczyć do grona czarownic. Zabrakło mi rytuałów i praktyk, jednak spodobało mi się przywiązanie, które było obecne między Luną i Marią. Relacja matka-córka zawsze była dla mnie czymś pięknym i mimo że nie jest ona tutaj oddana idealnie to i tak potrafiłam sobie braki dopowiedzieć i chwilami się wzruszyłam. Jednakże jeżeli chodzi o jakieś większe dawki emocji to zdecydowanie ich brak, a dialogi momentami wydają się być płytkie i puste.

Książka jest napisana prostym i lekkim językiem, dzięki czemu naprawdę bardzo szybko można zapoznać się z całą historią. Nie trzeba przy niej za dużo myśleć i pozostawać w skupieniu, to raczej lektura na jeden wieczór, gdy mamy ochotę zapomnieć o otaczającym nas świecie i się zrelaksować. Fabuła w sumie jest przemyślana, wydarzenia następują po sobie chronologicznie i jest w tym widoczna logika, ale jak na mój gust wszystko dzieje się zbyt szybko. Akcja pędzi jak szalona nie pozwalając czytelnikowi przystanąć na chwilę w celu przeanalizowania sytuacji. Burzy to też stopniowanie napięcia, które w kilku momentach faktycznie mogłoby być wyczuwalne. Bohaterowie są mało wyraźni i słabo nakreśleni, a szkoda, bo można by naprawdę stworzyć ciekawe postacie.

Myślę, że ta powieść to dobry zarys na serial bądź całą serię książek, ponieważ pomysł jest dobry i można by go naprawdę ciekawie rozbudować. Autor niepotrzebnie zamieścił całą historię na 260 stronach, gdyż mógł stworzyć intrygującą historię z silnymi bohaterkami na czele. Niestety, potencjał nie został wykorzystany odpowiednio. Jednakże książkę tę czytało mi się dobrze i myślę, że czasami takie proste lektury potrzebne są każdemu. Niewymagająca powieść z szybko rozwijającą się akcją, chwilami poruszająca, momentami subtelnie wciągająca. Typowa lektura na jeden wieczór, którą czytelnik przeczyta w ramach odstresowania i zapomni. Ale jak już mówiłam – tego nasz mózg również potrzebuje! Decyzję o przeczytaniu pozostawiam Wam :)

Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu:

bellona.pl

Etykiety

Pokaż więcej

Reading is dreaming with open eyes...

Reading is dreaming with open eyes...

A book is a dream that you hold in your hands...

A book is a dream that you hold in your hands...

Do what you love!

Do what you love!