czwartek, 29 sierpnia 2013

Przedpremierowo: "Dziewczyna w stalowym gorsecie" - Kady Cross


Walka z samym sobą to chyba najgorszy rodzaj bitwy, którą człowiek może stworzyć. Zapanowanie nad swoimi emocjami, kontrolowanie gniewu, utrzymywanie spokoju – niby nic trudnego, a tak ciężko to wszystko opanować. A gdy emocje i gniew przejmują nad nami kontrolę, to momentami stajemy się zupełnie innymi ludźmi. Zachowujemy się nieswojo i mówimy rzeczy, które normalnie nie przeszłyby nam przez gardło. Z jednej strony może to i dobrze, z drugiej… niekoniecznie. Dlatego kontrola to dosyć ważna rzecz. 

Finley Jayne jest na pozór zwyczajną szesnastoletnią dziewczyną. Jej ojciec zmarł, gdy była niemowlęciem. Mieszkała z matką i ojczymem, ale postanowiła wziąć życie w swoje ręce. Rozpoczęła pracę u zamożnej rodziny jako służka. Jednak syn jej pracodawcy – młody lord Felix August-Raynes – zbytnio wykorzystuje swoją pozycję i gnębi niewinne dziewczęta. Problem polega na tym, że Finley wcale nie jest niewinną dziewczyną, bo w jej wnętrzu siedzi coś znacznie więcej. Dlatego próba podejścia panny Jayne okazuje się dla Felixa porażką, a ona postanawia jak najszybciej uciec z jego domu. Podczas ucieczki pada ofiarą wypadku i trafia do domu Griffin’a – księcia Greythorne, gdzie odkryje, że nie tylko w niej drzemią dziwne moce…

„Dziewczyna w stalowym gorsecie” była jedną z bardziej wyczekiwanych przeze mnie pozycji. Z resztą, jak zdążyłam zauważyć, nie tylko przeze mnie. Z ogromną przyjemnością zabrałam się za czytanie jej i początkowo byłam nieco rozczarowana, chociaż gdzieś w mojej głowie pojawiła się taka myśl: „Spokojnie, poczekaj jeszcze trochę, a zrobi się ciekawiej”. No i rzeczywiście! Pierwsze rozdziały może mnie nie zachwyciły, ale potem było już naprawdę świetnie.

Akcja powieści jest osadzona w wiktoriańskiej Anglii. Dodatkowo książka ta jest pierwszą częścią serii o nazwie „Kroniki Steampunk’u”. O ile o wiktoriańskiej Anglii mam już jakieś pojęcie, bo zdarzyło mi się czytać książki osadzone w tamtych czasach, tak nigdy jeszcze nie czytałam książki nawiązującej do steampunk’u. Znawcą więc nie jestem, ale przyznaję, że było tutaj sporo takich elementów. Pomysły autorki związane z maszynami i organitami bardzo mi się spodobały. Gorzej było z klimatem XIX-wiecznej Anglii, chociaż na pewno dało się odczuć, że historia ta nie toczy się w teraźniejszości., jednak to nie do końca było to. Na uwagę na pewno zasługują bohaterowie, ponieważ są oni dobrze wykreowani, a co więcej – każdy z nich to inna osobowość. Autorka zapewniła nam gammę różnobarwnych postaci, które potrafią zaskarbić sobie naszą sympatię. 

Główna bohaterka stanowi zagadkę – posiada dwie osobowości, niczym dr Jekyll i Mz. Hyde. A dlaczego stanowi zagadkę? Ponieważ czytelnik koniecznie chce się dowiedzieć, co sprawiło, że Finley stała się tym, czym jest. Ale to nie koniec – pozostali bohaterowie też posiadają swoje intrygujące umiejętności. Razem stanowią ciekawą mieszankę, której przyjdzie się zmierzyć z problemem dręczącym Anglię, a mianowicie Machinistą. Automatony stają się zbyt samodzielne i potrafią atakować ludzi, ale same z siebie by tego nie robiły. Dlatego Finley, Griff, Emily oraz Sam próbują rozwikłać tę zagadkę i dotrzeć do tego, kto jest tajemniczym Machinistą. Pani Cross potrafi rozbudzić ciekawość czytelnika i zyskać jego zainteresowanie całą historią. Walka z władcą automatonów i używanie przez bohaterów ich mocy stanowi chyba najbardziej rozwinięty wątek całej historii.

Tempo akcji początkowo jest umiarkowane, ale znacznie przyspiesza na końcu powieści, gdzie dochodzi do punktu kulminacyjnego. Nie do końca takiego zakończenia się spodziewałam, ale i tak sprawiło ono, że z chęcią sięgnę po dalszą część. Dostrzegłam jednak kilka drobnych minusów, na które jednak przymykałam oko, ponieważ plusy raczej przeważały. Jednak na czym polegał problem? Momentami miałam wrażenie, że dialogi są nieco płytkie i jałowe. Podobnie jak emocje bohaterów, chociaż zdarzało się to tylko momentami, bowiem były też takie, przy których łezka się w oku zakręciła. Myślę, że duże znaczenie ma tutaj narracja z punktu widzenia wszechwiedzącego obserwatora, która nie pozwala nam się tak bardzo zżyć z bohaterami. Jestem również zwolennikiem szybkiej akcji, dlatego w niektórych sytuacjach bym ją przyspieszyła. Jednak poza tymi drobnymi niedociągnięciami, nie ma nic poważnego, co by sprawiało, że powieść traci w naszych oczach.

Jak to zazwyczaj bywa, pojawia się również wątek miłosny. W sumie to nawet dwa. Nie ma się co dziwić, ponieważ to było do przewidzenia. Zmartwię jednak pewnie niektóre osoby, bo niestety mamy tutaj „trójkąt” miłosny. Jeden z obiektów zainteresowania głównej bohaterki jest opiekuńczy, czuły i rozsądny, a drugi to niebezpieczny i tajemniczy drań, który jednak potrafi zatroszczyć się o Finley i zamieszać jej w głowie. Nie bójcie się jednak, że cukierkowa miłość zacznie w tej książce dominować, ponieważ tak nie będzie. Jest to tylko jeden z kilku wątków urozmaicających opowieść o dziewczynie, która nosiła stalowy gorset – bo rzeczywiście tak było, a tytuł wcale nie jest przenośnią.

„Dziewczyna w stalowym gorsecie” to powieść wyróżniająca się sporym potencjałem i na swój sposób oryginalnością wśród wielu książek obecnych na dzisiejszym rynku. To historia o odkrywaniu prawdy, walce z samym sobą, przyjaźni, miłości i podejmowaniu decyzji, które mogą odmienić bieg wydarzeń. Autorka zapewnia nam sporą dawkę rozrywki, posługuje się prostym i płynnym językiem i rozbudza naszą ciekawość oraz nie skupia się tylko na jednym bohaterze, ale na wszystkich. Rozwiązanie sprawy Machinisty w pewnym momencie robi się oczywiste i przewidywalne, ale powieść i tak uznaję za bardzo dobry początek serii. Mam nadzieję, że kolejne części przewyższą poziom pierwszej. Dziękuję pani Cross za przeżycie tej niesamowitej przygody i wystawiam ocenę 7,5/10.

środa, 28 sierpnia 2013

"Przez ciemne zwierciadło" - Phillip K. Dick


„Ja sam nie jestem postacią występującą w tej powieści. Jestem samą tą powieścią.”

Cóż to takiego może być w tej powieści, skoro sam autor pisze takie słowa? Jest to niezwykle zastanawiające, ale to nie jest powód, dla którego sięgnęłam po książkę „Przez ciemne zwierciadło”. Powodem jest sam jej twórca, którego po prostu uwielbiam, a każde jego kolejne dzieło pogłębia to uwielbienie. Jednakże nie ukrywam, że zastanawiałam się, co też miał na myśli pisząc coś takiego. Skoro jest samą tą powieścią, to o czym ona jest?

Odnoszę wrażenie po lekturze całości, że to jedna z najbardziej życiowych, realistycznych i ‘normalnych’ książek pana Dick’a. Ta książka jest po prostu o narkotykach i ludziach od nich uzależnionych. Każdy, kto choć trochę pokusił się o poznanie kilku faktów z życia autora wie, że on sam był narkomanem. I wiecie co jest najlepsze? Po przeczytaniu tej powieści i notki, którą umieścił na końcu, odnoszę wrażenie, że doskonale wiedział, jakie są tego konsekwencje. „Zażywanie narkotyków nie jest chorobą, lecz decyzją” – to właśnie słowa samego autora.

Któż nie lepiej odda zachowania i odczucia osób uzależnionych, jak ktoś, kto sam do nich należy? Z tego właśnie powodu bohaterowie tej książki są znakomicie przedstawieni. Sam czytelnik momentami nie wie, czy to co się dzieje jest tylko wytworem ich mózgu pod wpływem zażycia psychodelików, czy może jednak czymś, co dzieję się faktycznie. Narkotyki stanowią podstawowy element ich życia, a próba ich odstawienia skończyć się może tragicznie. Obserwujemy pobudki bohaterów oraz ich działania, które nie raz wydają się dosyć dziwne. Podobnie jak rozmowy między nimi.

„-Czy to mi się może, no wiecie, śniło? Sama już nie wie, bo to, co słyszałam, brzmiało tak jakoś dziwacznie.
-Wszyscy tu śnimy.”


Podczas czytania każdej książki Phillip’a K. Dick’a mam wrażenie, że ten człowiek wykreował zupełnie inną rzeczywistość. Całkowicie nowy świat, w którym rozgrywają się jego opowieści. Świat, który potrafi czytelnika całkowicie omotać i zrobić w głowie zamęt. W tym przypadku nawet nie trzeba brać narkotyków (oczywiście w ogóle nie powinno się ich brać, ale mam tu teraz na myśli coś innego), bo sama ta książka działa jak narkotyk. W końcu są one tutaj wątkiem głównym, a autor odwalił kawał dobrej roboty, chcąc nam pokazać, jak one wpływają na ludzi, ich mózg, zachowanie oraz postrzeganie świata. Jednym słowem, poznajemy wszystkie konsekwencje podjętych przez umieszczone tutaj postacie decyzji.

„Czym jest ten świat? To miejsce, gdzie karze się nas za to, że urodziliśmy się złymi ludźmi, przystanek na drodze do innej rzeczywistości.”

Nie jestem przekonana, czy moja opinia będzie obiektywna. W końcu Phillip K. Dick należy do grona moich ulubionych autorów. Jego książki są charakterystyczne, specyficzne i wyjątkowe. Całkowicie opanowują nasz umysł, nieraz są brutalne i znaleźć w nich można ostry język – tak jak w przypadku powieści „Przez ciemne zwierciadło”. Jednak wiecie co jest najbardziej wyjątkowego w tej pozycji? To, że momentami faktycznie możemy odczuć obecność jej pisarza. Zdarzały się chwile, że całkowicie zżyłam się z autorem i powieścią, wydawało mi się, że w zupełności go rozumiem. W każdym bądź razie uczuć, które towarzyszyły mi podczas czytania nie da się opisać słowami. Trzeba to przeżyć samemu na własnej skórze. Książka znakomita.

„Człowiek może umrzeć i mimo to dalej egzystować” – Tak jak właśnie ma się to w przypadku pana Dick’a. On nadal egzystuje – we wszystkich swoich powieściach, a w tej chyba najbardziej. Zdecydowanie polecam, nawet na pierwsze spotkanie z autorem.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości księgarni:


wtorek, 27 sierpnia 2013

"Kroniki Ciemności: Łowca demonów" - Agnieszka Michalska


Debiuty literackie bywają różne, rzadko jednak się zdarza, że wychodzą idealnie. Jednak każdy autor, który dzisiaj jest bez mała legendą, kiedyś też rozpoczynał swoją karierę. Też debiutował wydając swoją pierwszą książkę. Najważniejsze to mieć pomysł, odwagę i być zawziętym. Nie zrażać się porażką czy tym, że nie wszystko od razu wychodzi tak, jakbyśmy chcieli. W końcu, gdyby nie debiuty, to nie mielibyśmy kolejnych autorów i kolejnych książek do czytania, prawda? A „Kroniki Ciemności: Łowca demonów” to debiut młodej polskiej pisarki. Jak wypadł? Tego się zaraz dowiecie.

Trzy siostry – Paige, Phoebe i Piper są czarownicami. Ich matka powierza im opiekę nad ich dużo młodszą kuzynką, która ma zaledwie roczek. To dziecko ma w przyszłości odegrać ważną rolę w walce dobra ze złem, jednak jest jeden warunek – aż do 15 roku życia nie może się dowiedzieć o istnieniu magii i demonów. Jak jednak ukryć coś takiego w domu pełnym eliksirów i magicznej energii? Podobno jak się chce, to można. I faktycznie, Katy żyje przez 15 lat w błogiej nieświadomości odnośnie tego, co ją czeka. Wszystko diametralnie się zmienia w dniu jej urodzin. Jednak czy ona aby na pewno chce zaakceptować swój los?

Książka liczy sobie zaledwie 200 stron i jest napisana wybitnie prostym i w pełni zrozumiałym językiem. Tak mała objętość powieści sprawia, że akcja rozwija się w bardzo szybkim tempie, ponieważ nie znalazło się tutaj miejsce na rozbudowanie fabuły i wplecenie dodatkowym wątków, które mogłyby ją urozmaicić. Dla jednych jest to zaleta, dla innych wada, to już kwestia gustu. Jeżeli ktoś lubi jednowątkowe historie o szybkim tempie, to powinien to uznać za plus. Faktycznie dodatkowe motywy zazwyczaj sprawiają, że fabuła robi się ciekawsza, a książka zyskuje w oczach czytelnika, ale może czasami to jednak lepiej, jak autorzy skupiają się tylko na konkretnym temacie? Nic nas nie rozprasza i nie odwraca naszej uwagi.

„Łowca demonów” to z pewnością powieść fantasy, w której nie brak magii, tajemniczych umiejętności i oczywiście tytułowych demonów, z którymi przychodzi się zmierzyć bohaterom – i to nie raz. Dosyć dobrze poznajemy ich historię oraz to, skąd się wzięły i co chcą osiągnąć. Jest to oczywiście ważna rzecz, bo przynajmniej widać, że autorka nie wplotła ich do powieści ot tak sobie, żeby tylko były. Nadal nie jest to jednak na tyle szczegółowe i intrygujące, jak powinno być. Problem miałam z bohaterami, ponieważ wydali mi się zupełnie płytcy, brakowało mi w nich głębi. Nie wzbudzali we mnie żadnych odczuć, nie potrafiłam się z nimi zżyć. Byli po prostu neutralni, może trochę aż za bardzo. Katy oraz jej przyjaciele to zwykłe nastolatki, które jeszcze niewiele wiedzą o życiu i jest to widoczne w ich zachowaniu. Takie typowe dzieciaki, którym w głowie tylko zabawa i psoty.

Plus dla autorki za wykreowanie tajemnic i historii demonów oraz czarownic, że pozwolę je sobie tak w skrócie nazwać. Martwi mnie jednak reakcja trójki młodych bohaterów na wieść o tym, kim są. Dowiedzenie się po 15 latach tak zdumiewającej prawdy o samym sobie powinna wywołać burzę emocji, wątpliwości i pytania, a tego niestety zabrakło. „A więc mamy walczyć ze złem i znaczymy dla świata coś więcej niż nam się wydaje? No okej” – niestety tak to odczułam. Potem faktycznie Katy, Wyatt i Chris toczą walki z demonami i przeżywają niezbyt przyjemną przygodę, ale myślę, że powinno ty być więcej emocji. To pozwoliłoby nam pewnie na lepsze zrozumienie i poznanie bohaterów, a dzięki temu bardziej wczulibyśmy się w całą opowieść.

Cóż więcej mogę powiedzieć… Pomysł sam w sobie jest dobry, nieco gorzej z wykonaniem. Pamiętajmy jednak, że to debiut i jest dosyć przewidywalne to, że znajdą się tutaj niedociągnięcia. Wszystko jest w miarę poprawne, ale brakuje jeszcze kunsztu pisarskiego i głębi – bohaterom, historii i światu książkowemu. „Kroniki ciemności” są skierowane raczej dla młodzieży, starszy czytelnik może nie czuć się tutaj za dobrze. Króciutka powieść, która „jest zaledwie wstępem”, jak twierdzi sama autorka. Życzę jednak Agnieszce Michalskiej powodzenia w dalszym tworzeniu swojej historii – pisz, skoro Ci to sprawia radość i pamiętaj, że trening czyni mistrza! Liczę na to, że druga część będzie już bardziej dopracowana i rozwinięta. Wystawiam 4.5/10.

Za egzemplarz dziękuję autorce :) Życzę wytrwałości w pisaniu!

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

"Dowody z innego wymiaru" & "Anatomia zbrodni"


Sięgając po książkę „Dowody z innego wymiaru” liczyłam na coś, co idealnie trafi w moje gusta – połączenie kryminalnych śledztw ze zdolnościami parapsychicznymi. To by było naprawdę coś. Niby się o tym nie mówi za często, ale czasami słyszy się, że policji pomagał jasnowidz czy też ktoś, kto posiada nadnaturalne zdolności. Medium, które słyszy zmarłych i potrafi się z nimi komunikować, osoba, która po energii potrafi znaleźć zaginioną osobę… Zdarzają się takie przypadki, ale oczywiście istnieje na tym świecie mnóstwo sceptyków.

Niestety, jeśli chodzi o pracę jasnowidza, to zaledwie dwa pierwsze rozdziały tego dotyczyły. Potem nie zauważyłam już nic, co miałoby związek z parapsychologią. A szkoda… jednakże książka i tak jest interesująca, mimo że w takim razie tytuł powinien chyba brzmieć nieco inaczej. Chyba, że pójdziemy nieco dalej i wszelkie niewyjaśnione sprawy uznamy za mroczne tajemnice, w których maczały ręce siły nieczyste, ale to już raczej nadinterpretacja tytułu. Jednak przejdźmy teraz do tego, co takiego poza historią słynnego jasnowidza – Krzysztofa Jackowskiego – nas jeszcze tutaj czeka…

Tematyka jest bardzo różnorodna. Jeden ze współtwórców tej publikacji poddaje w wątpienie istnienie Osamy bin Ladena i w sumie brzmi to całkiem logicznie. Inny natomiast doszukuje się polskich korzeni Kuby Rozpruwacza. To takie dwa praw podobnie kontrowersyjne rozdziały. W dużej mierze mamy do czynienia z niewyjaśnionymi sprawami: zniknięcie całej rodziny, morderstwa dzieci, brak zwłok. Dowiadujemy się także co nieco o świadkach koronnych i donosicielach, którzy współpracują z policją. Poznajemy także inne oblicze Al’a Capone. No i najlepszy rozdział został na koniec… porównanie dochodzenia, które widzimy w serialach z takim, które jest przeprowadzane w świecie realnym – naprawdę znakomita sprawa!

Podobnie jak „Anatomia zbrodni”, czyli inna książka z tej serii, „Dowody z innego wymiaru” zostały napisane prostym i przystępnym językiem. Styl wybitnie publicystyczny, ale bardzo przyjemny w odbiorze. Za to właśnie lubię książki w tej serii. Odczułam jednak wrażenie, że zabrakło mi tutaj nieco „suchych” faktów, a bardziej było to takie gdybanie i rozmyślanie. Jednak może to tylko moje fanaberie. Jednak na plus zaliczyć można różnorodność poruszanych tematów. Ponownie mamy do czynienia z gustami, a o nich się nie dyskutuje. Dlatego każdemu co innego bardziej przypadnie do gustu.

Jest to całkiem dobra publikacja, chociaż oczekiwałam po niej czegoś więcej, no i jak już wspomniałam na początku – spodziewałam się czegoś innego. Jednak miło i szybko mi się ją czytało. Nie jest to literatura górnych lotów, więc osoby, które siedzą w tym temacie już nieco dłużej, będą raczej zawiedzione. Ta książka skierowana jest raczej dla osób, które lubią pogłębiać swoją wiedzę ogólną – poza tym ciężko dokładnie opisywać każdą sprawę, wtedy trzeba by pewnie o każdej stworzyć osobną książkę, a jak nie, to poświęcić jej dużo więcej stron. Tutaj jest to zrobione na poziomie podstawowym, a jestem pewna, że gdy kogoś dany motyw zainteresuje bardziej, to z chęcią poszuka innych publikacji. Wystawiam 6/10.




Kryminalistyka to interesująca i niczego sobie dziedzina nauki. Bywa też jednak przerażająca, ponieważ nikt nigdy nie wie, co siedzi w głowie potencjalnego mordercy czy kryminalisty. Jednak czy to tylko na skazaniu przestępcy kończy się cała sprawa? Nie do końca. Niektóre sprawy ciągną się latami, a inne są wygrzebywane po latach i śledztwo prowadzi się na nowo. A wiele przestępstw skrywa w sobie tajemnice, których nawet policja nie jest w stanie rozwikłać.

„Anatomia zbrodni” to dosyć ciężki do rozszyfrowania tytuł. Mnie od razu kojarzy się z przepisem na zbrodnię doskonałą. Z wyjaśnieniem od A do Z, jak popełnić idealne przestępstwo i nie zostać złapanym. Jednak to dosyć oczywiste, że nie może tego dotyczyć, bo wtedy na pewno nie zostałaby wydana. Ciężko mi też jednoznacznie powiedzieć, co można w tej książce znaleźć. Oczywiście wszystko zamyka się w kręgu kryminalistyki, ale jej odłamów jest sporo. Przytoczę jedynie kilka spraw, które zostały tutaj poruszone.

Jedną z nich jest rozdział poświęcony kobietom mafii. To dosyć rzadkie zjawisko, bo przecież mafia to zazwyczaj tylko mężczyźni. Okazuje się jednak, że kobiety też mają w tym swój udział. Inny rozdział przedstawia sprawy kobiet, które specjalnie zrobiły z siebie ofiary gwałtu – dosyć niepoważne zachowanie, ale poznajemy przynajmniej pobudki, które nimi kierowały. Poznajemy również historię Lecha Grobelnego, którego sprawa do dnia dzisiejszego pozostaje zagadką. I chyba najciekawsze moim zdaniem rozdziały – maniakalni schizofrenicy jako mordercy oraz zabójstwo „z miłości”. Spraw jest jeszcze więcej, ale postanowiłam wspomnieć o tych, które najbardziej zapadły mi w pamięć.

Książka jest napisana przystępnym językiem, czyta się ją szybko i bez najmniejszych problemów. Jedne rozdziały są bardziej interesujące, drugie mniej – to już kwestia gustu. Na pewno panuje tutaj różnorodność. Zamieszczone są także dwa wywiady – pierwszy z Ludomirem Niewiadomskim, kierownikiem Sekcji I Techniki Kryminalistycznej Laboratorium Kryminalistycznego Komendy Stołecznej Policji. Zdecydowanie przypadł mi on do gustu, ponieważ pan Niewiadomski przedstawia nam prowadzenie śledztwa od początku – czyli od miejsca zbrodni. Wspomina też o laboratorium kryminalistycznym, a to zawsze bardzo mnie interesowało. Drugi wywiad został przeprowadzony z dr Jerzym Pobochą i dotyczy związku między zdrowiem psychicznym a popełnianiem zbrodni.

„Anatomia zbrodni” jest pozycją godną uwagi, zwłaszcza dla osób, które są tym tematem zainteresowane. Opisane zostało sporo przypadków i to w miarę dokładnie, co jest zdecydowanie zaletą tej publikacji. Zainteresować się nią mogą również osoby, które lubią poszerzać swoją wiedzę z różnych dziedzin – wiedza ogólna zawsze się przydaje. Ciekawa i dobrze napisana, chociaż nie wszystkie rozdziały przypadły mi do gustu, jednak jak już wyżej pisałam – kwestia gustu. Wystawiam 7/10.
 

Za obydwa egzemplarze serdecznie dziękuję wydawnictwu:


czwartek, 22 sierpnia 2013

Dan Krokos - "False memory"/"Obca pamięć"


Nasz mózg to naprawdę zadziwiający twór. Podobno korzystamy tylko z 10 % jego możliwości, a czy zastanawialiście się kiedyś, co się kryje za tymi pozostałymi 90 %? Cały proces przetwarzania informacji, która biegnie przez połączone ze sobą neurony, wydaje się być naprawdę niesamowity. A jeszcze ciekawszym zagadnieniem jest pojęcie pamięci – pamięć generatywna, długotrwała, krótkotrwała… Natomiast zakłócenia w funkcjonowaniu mózgu mogą prowadzić do naprawdę zadziwiających przypadków – również zakłócenia pamięci.

Któregoś dnia 17-letnia Miranda budzi się sama na ławce w parku. Problem polega na tym, że ma amnezję – nie pamięta skąd pochodzi ani w jaki sposób się tam znalazła. Jakby tego było mało, przypadkowo, siłą umysłu wywołuje niesamowitą panikę wśród ludzi odwiedzających centrum handlowe. Jej uwagę przykuwa jednak chłopak, który w ogóle nie odczuwa strachu. Peter – bo tak ma na imię owy osobnik – stara się wytłumaczyć dziewczynie, kim jest. Oboje należą do grupy poddawanej tajnym eksperymentom. Są znakomicie wykwalifikowani w walce, ale jest coś ważniejszego – posiadają przerażające umiejętności, który każdy chciałby wykorzystać jako broń idealną. Czy z tego może wyniknąć coś dobrego?

Nie ukrywajmy – książek o bohaterze, który stracił pamięć jest wiele na rynku. Motyw stał się w pewnym stopniu oklepany, ale wiecie co Wam powiem? Takiej książki, jak „Obca pamięć” to Wy nie znajdziecie! Utrata pamięci przez główną bohaterkę to coś znacznie więcej – to kwestia genetyki. Przyznam, że początkowo faktycznie myślałam, że poza tą całą amnezją, nie będzie tutaj więcej nic szczególnego, ale rozwój fabuły uświadomił mi, że jest zupełnie inaczej. Stopniowo dowiadujemy się coraz więcej o tajnych badaniach i eksperymentach. Ponieważ narracja jest pierwszoosobowa – z punktu widzenia Mirandy – to odczuwamy dokładnie to, co ona. Na początku nic nie wiemy, dopiero wraz z chwilami, w których główna bohaterka otrzymuje coraz więcej informacji, my zaczynamy podobnie jak ona, rozumieć, co się dzieje – przynajmniej w pewnym stopniu.


Rozwój wydarzeń naprawdę bardzo mi się podobał. Przede wszystkim – nie ma tutaj nudy. Akcja pędzi, stale coś się dzieje, a Dan Krokos wcale nie oszczędza swoich bohaterów. Wraz z Mirandą staramy się odkryć prawdę, która staje się coraz bardziej fascynująca i skomplikowana. Okazuje się, że poza Mirandą i jej przyjaciółmi – Peter’em, Olive i Noah – istnieją również inne osoby, które posiadają podobne zdolności. A to jeszcze nie wszystko! Zadziwiający jest ich wygląd i powiązanie wszystkiego ze sobą, ale nie będę Wam zdradzać tej tajemnicy – poznajcie ją sami. Książka powinna się spodobać osobom, które lubią sceny walki wręcz – jest ich tutaj trochę. A jeśli chodzi o język… no cóż, trochę mi ciężko się w tej kwestii wypowiedzieć. To kolejna książka, którą postanowiłam przeczytać w oryginale i muszę przyznać, że chyba najprościej mi się ją czytało ze wszystkich książek po angielsku, które miałam do tej pory okazję przeczytać. Oczywiście nie uważam, żeby był to minus – w sumie tylko początek był napisany dosyć prostym językiem, potem było trochę bardziej skomplikowanie.

Kreacja bohaterów jest całkiem dobra, chociaż myślę, że można było odrobinę ją polepszyć. Jednak widać te najważniejsze cechy poszczególnych osób. Miranda jest dosyć porywcza i impulsywna, ale odważna i momentami rozważna. Zyskuje sympatię czytelnika, podobnie jak jej towarzysze. Tak sobie też myślę… wątek miłosny. To raczej do przewidzenia, że autor postanowił go tutaj wpleść. I teraz pojawia się pytanie – czy wyobrażam sobie tę książkę bez tego? Owszem, wyobrażam. Nie wiem, czy byłoby lepiej, czy gorzej, ale myślę, że mogłoby być nawet nieco ciekawiej. To już kwestia gustu, dobrze chociaż, że ten wątek nie zdominował całej powieści. Poza tym wartka akcja, rozbudzająca nasz umysł ciekawość i cale mnóstwo napięcia – to jest to! To właśnie te trzy rzeczy sprawiają, że książka jest znakomita.

„Obca pamięć” to książka pełna zaskakujących zwrotów akcji i nieprzewidywalności. Wzbudza w czytelniku wiele emocji, w tym poczucie niepewności, co wydarzy się za chwilę. Wraz z Mirandą przeżywamy budzącą krew w żyłach przygodę i staramy się odkryć niesamowitą prawdę o niej, jej zdolnościach i pochodzeniu. Ta książka posiada pewną oryginalność, która wyróżnia ją wśród wielu pozycji, które możemy znaleźć dzisiaj w księgarniach. Jestem bardzo zadowolona z lektury tej pozycji, naprawdę znakomicie spędziłam czas. Wystawiam 8/10.