wtorek, 26 lutego 2013

"Magia domowa" - S. Cunningham, D. Harrington oraz "Magija Niska" - Lon Milo DuQuette


Każdy pewnie kiedyś słyszał chociażby o jednym przesądzie, w który wierzyły jeszcze nawet starsze pokolenia. Co za tym idzie, na pewno słyszał też o różnych rzeczach, które były uważane za zapewniające ochronę – czosnek czy sól, a jeśli się komuś poszczęściło to może usłyszał także skład tajemniczej mieszanki ziołowej. Przesądy przesądami, ale coś musi być w tym, że ludzie od dawien dawna wykorzystywali to, co mogli, aby się chronić, prawda? 

Chcielibyście, aby Wasze miejsce zamieszkania było zawsze strzeżone, czyste i pełne pozytywnej energii? Kto by nie chciał! Ale przecież te wszystkie skomplikowane rytuały, zaklęcia, atrybuty… kto by się do tego nadawał. Trzeba znaleźć sporo czasu, wszystko dobrze zaplanować, zdobyć narzędzia… Cóż, nie ma to jak dobra wymówka, prawda? To teraz Wam coś powiem – jeżeli macie takie podejście to kiepsko widzę Waszą pozytywną energię, ale może książka „Magia domowa” zmieni Wasze nastawienie.

Nie jest to kolejna książka tylko dla czarownic i czarowników. To magiczna książka dla każdego, ponieważ wcale nie ma tutaj skomplikowanych rytuałów czy innych tego typu rzeczy. Autorzy umieścili w niej po prostu bardzo przydatne i praktyczne wskazówki, które w życie może wdrożyć każdy człowiek. Przecież powieszenie czosnku w kuchni, czy wymówienie jednego prostego zdania podczas zamiatania nie wymaga żadnej filozofii. Jednego autora – Scott’a Cunninghama – znam z jego kilku publikacji, dlatego wiedziałam, że książka okaże się naprawdę na temat i nie będę nią zawiedziona. 

Jakie porady znajdziemy w tej pozycji? Prościej będzie zapytać – jakich nie znajdziemy? Informacji jest naprawdę mnóstwo! Żadnego zbędnego owijania w bawełnę, żadnych zbędnych zdań czy słów – czysta wiedza, wskazówki i porady. Na temat? Na wszystkie tematy, które wiążą się z domem – wyposażenie, sypialnia, kuchnia, łazienka, ogród, ochrona, sprzątanie… nie sądzę, żebyście znaleźli tutaj jakieś braki. I jestem przekonana, że wszystko będzie dla Was jasne i klarowne, ponieważ taki jest właśnie styl autorów – prosty w odbiorze. 

Na pewno nie jest to książka, którą przeczytacie i odłożycie na półkę. Ona będzie Wam towarzyszyć stale, ponieważ ciężko za pierwszym razem przyswoić całą wiedzę. Z przyjemnością stwierdzam, że ta książka będzie taką małą domową biblią, do której będę sięgać bardzo często, aby zacząć wdrażać pewne zmiany w mieszkaniu. Dowiedziałam się naprawdę sporo nowych rzeczy, mimo że myślałam, iż jestem w tym temacie na poziomie zaawansowanym, ale jest to przynajmniej kolejny powód mojej radości płynący z przeczytania tej książki. Polecam serdecznie wszystkim, nie tylko ludziom zainteresowanym magią. Ta książka może uczynić wiele dobrego!

********



„To wszystko jest w Twojej głowie…
Po prostu nie wiesz, jak dużą masz głowę.”

Lon Milo DuQuette jest amerykańskim okultystą i twórcą wielu książek na temat magiji. Przez lata swojej pracy jako mag zyskał szacunek i uznanie wielu ludzi. Aż sama się sobie dziwię, że do tej pory nie czytałam żadnej jego książki, gdyż porusza on tematykę, którą uwielbiam. Jego nazwisko obiło mi się już kiedyś o uszy, ale wiele nazwisk się tak obija. W końcu jednak dane mi było zapoznać się z jego twórczością. 

Wiele osób zapewne uważa, że w tematyce magiji czy okultyzmu można pisać jedynie schematyczne poradniki  czy podręczniki. Siedzę już w tych tematach od paru lat, więc wiem, że nie są to jedyne sposoby przekazania wiedzy czytelnikowi. „Magija niska” to wspomnienia autora o jego poczynaniach na płaszczyźnie okultyzmu. Poznajemy w pewnym stopniu życiorys magiczny autora, gdyż nie skupia się on tutaj na rzeczach codziennych, tylko właśnie na tych, które miały związek z wiedzą tajemną. Przedstawia nam sposób, w jaki kształtował się jego światopogląd oraz w jaki sposób zdobywał wiedzę i ją praktykował.

Opowieści jest całkiem sporo i każda dotyczy czegoś innego. Znajdziemy tutaj informacje o projekcjach astralnych, prawie przyciągania, Tarocie, talizmanach, inwokacjach czy egzorcyzmach. Jedne historie z pewnością będą bardziej ciekawe, inne nieco mniej, ale każda z nich posiada w sobie jakąś rzecz, która nas wciągnie. Mnie bardzo spodobała się historia ściągania klątwy za pomocą dzieła jednego z moich ulubionych pisarzy – Williama Shakespeare’a, podobnie jak opowieść o egzorcyzmie przeprowadzonym przez autora. 

Sięgając po tę książkę należy mieć jednak pewne pojęcie o okultyzmie i magii, ponieważ autor nie rozwodzi się nad tłumaczeniem wszystkiego od podstaw. Może i całkiem słusznie, gdyż na rynku jest naprawdę mnóstwo książek z owych tematów, a zamiarem pana DuQuette wcale nie było stworzenie jednego wielkiego poradnika. W każdym bądź razie pojawiają się tutaj pewne elementy, które dla osoby początkującej będą niezrozumiałe, dlatego pewien stopień wiedzy trzeba mieć moim zdaniem. Książka jest napisana znakomitym językiem, który sprawia, że opowieści są płynne i niesamowicie przyjemne w odbiorze. Mimo tego, że zazwyczaj nie przepadam za pozycjami, w których autorzy skupiają się na sobie, ta jakoś przypadła mi do gustu i naprawdę mi się spodobała. 

Myślę, że nikt nie powinien być rozczarowany sięgając po tę książkę, ponieważ w opisie znajduje się informacja, czego możemy się po niej spodziewać. Nikt nam nie obiecywał gotowych przepisów na zaklęcia czy rytuały. Książka to przede wszystkim teoria(i to nie krok po kroku, co należy robić, tylko streszczenie tego, co spotkało autora), a nie praktyka, chociaż uważny czytelnik z pewnością wyłapie parę cennych wskazówek. Muszę także wspomnieć o przepięknej oprawie graficznej! Cudowna okładka, która po prostu promienieje magią, a i wnętrze jest również przyjemne dla oka dzięki ozdobnikom na początku każdego rozdziału – niby nic, a cieszy oko. 

Może i trochę żałuję, że nie był to wybitny poradnik magiczny, ale z drugiej strony jestem zadowolona z tego, co otrzymałam. W końcu książek o magii jest mnóstwo, a tym razem miałam okazję zapoznać się z jednym z wybitniejszych magów naszych czasów, co mnie bardzo cieszy. Lubię poznawać nowe osobistości z tej dziedziny wiedzy, ponieważ kto wie, może znajdę swojego kolejnego mentora? Pewne wskazówki wyłapałam, autor wzbudził moje zainteresowanie w kilku kwestiach, na temat których zapewne będę chciała się teraz dowiedzieć więcej – jednym słowem rozbudził moją ciekawość jeśli chodzi o niektóre aspekty magiji. Osobiście polecam, bo myślę, że warto się z tą książką zapoznać, chociaż jeżeli ktoś szuka podręcznika, to powinien mieć na uwadze, że ta pozycja nim nie jest. 



Za możliwość przeczytania obu książek serdecznie dziękuję:



sobota, 16 lutego 2013

"Bez litości" - Douglas Preston & Lincoln Child


„Zasady są dla istot niższych, dla maluczkich.”

No tak, w końcu zasady są po to, żeby je łamać. Chociaż trzeba jednak znaleźć umiar, ponieważ są rzeczy, do których nie należy się posuwać. Są jednak też tacy ludzie, którzy się tym w ogóle nie przejmują i po trupach idą do celu… aż za bardzo. Przed dokonaniem zemsty i osiągnięciem swoich priorytetów nie powstrzyma ich nikt i nic. Trochę niczym filozofia Machiavell’ego „Cel uświęca środki”.

Jakiś czas temu zaczęłam coraz bardziej zagłębiać się w kryminały i thrillery. Dzięki temu trafiłam na dwóch panów, którzy wspólnie piszą książki – Douglas’a Preston’a i Lincoln’a Child’a. Przygodę z ich twórczością rozpoczęłam od książki „Granice szaleństwa”, która przypadła mi do gustu. „Bez litości” to kolejna część przygód agenta Pendergast’a, a ja nie mogłam przejść obok niej obojętnie – byłam niesamowicie ciekawa, co teraz spotka mojego ulubionego agenta specjalnego!

Pendergast nadal prowadzi swoje prywatne śledztwo w sprawie tajemniczej śmierci swojej żony, która miała miejsce 12 lat temu. Okazało się, że to wcale nie był nieszczęśliwy wypadek, a on odkrywa coraz to nowe ślady związane ze sprawą. Podąża śladem ludzi, którzy mogą cokolwiek wiedzieć o tej sprawie, a im więcej się dowiaduje, tym bardziej skomplikowana i niebezpieczna robi się cała sytuacja. Jednak agent nie zna litości, nie zna słowa „nie” i robi wszystko, aby osiągnąć swój cel. Jednak są wokół niego ludzie, którzy życzą mu jak najgorzej i podobnie jak on – są bezlitośni…

Autorzy już od samego początku gwarantują nam mnóstwo doznań i wrażeń. Pierwsze dwie, może trzy strony, są całkowicie spokojne, a potem wszystko się zmienia – mnóstwo akcji i napięcia, tajemnic, spisków i zdrady. A żeby było jeszcze lepiej to powiem Wam, że jest tak przez całą książkę. Niesamowicie płynna i wartka akcja, która potrafi wbić czytelnika w fotel. Stale rosnące napięcie, pogłębiająca się ciekawość i wiele sprzecznych emocji. Gdy już myślimy, że przechytrzyliśmy Pendergast’a i sami odkryliśmy cały spisek, okazuje się, że wcale nie! Nie ma tak łatwo, autorzy na to nie pozwolą. Mnóstwo zaskakujących zwrotów akcji, które wraz z całą resztą, o której wspomniałam tworzą coś fascynującego. Przewidywalność? Nawet jeśli coś uda nam się odkryć i na koniec okaże się, że mieliśmy rację, to i tak cały czas będziemy mieć wątpliwości.

Uwielbiam postać Pendergast’a! Zdecydowanie zostaje on od dziś moim ulubionym agentem specjalnym. Jego siła, dar przebicia i przekonywania, odwaga, spryt, niezależność, inteligencja… rany! Mimo tego, że nie cofnie się przed niczym, aby osiągnąć swój cel, to robi to doskonale! Zazdroszczę mu takich umiejętności i podejścia do sprawy. Występuje tutaj też wielu innych barwnych bohaterów – każdy wykreowany w odmienny, charakterystyczny sposób. Nie chcę opisywać każdego z nich, bo trochę by mi to zajęło, ale gwarantuję Wam, że poznacie mnóstwo osobowości.

Nie brak tutaj brutalnych i przerażających scen, które dodają książce pikanterii i charakteru. Przyjemny język, którym posługują się autorzy sprawia, że powieść jest bez dwóch zdań wciągająca i porywająca. Świetne opisy dają nam bardzo dobrą wizję miejsc, bohaterów i sytuacji. Niby czytamy książkę, a ma się wrażenie, że w głowie leci nam jej ekranizacja. Poruszonych zostaje także parę innych wątków niż rozwikłanie sprawy śmierci Helen, a panowie Preston i Child w bardzo umiejętny sposób potrafią wpleść je w motyw główny, co sprawia, że stają się one idealnym uzupełnieniem, a kto wie – może mają tutaj dużo większe znaczenie, niżby się mogło wydawać. Powoli zaczynam składać pewne fragmenty i coś czuję, że to wszystko okaże się jednym, WIELKIM spiskiem!
 
Powieść „Bez litości”, jak i poprzednią część, mogę polecić z czystym sumieniem każdemu! Zarówno fanom kryminałów, jak i osobom, które, tak jak ja, dopiero się do nich przekonują. Będzie to dla nich idealny początek. Osobiście jestem tą książką naprawdę mile zaskoczona i niemal zachwycona, a i z pewnością sięgnę po wiele innych powieści, które wyszły spod pióra tych dwóch znakomitych autorów.


 Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu:

czwartek, 14 lutego 2013

"Wielki północy ocean - księga I - Morze" - Katarzyna Szelenbaum


„Czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci” – bardzo prawdziwe przysłowie. Gdy jesteśmy dziećmi wszystko łatwiej przyswajamy – nauki, zachowania, wiedzę. Nasz umysł jest jeszcze czysty i niczym niezmącony, dlatego łatwo można do niego włożyć nowe informacje. Część z nich będzie kształtowana w dalszym życiu, ale część zalęgnie się w nas na dobre…

Rin ma jedenaście lat i jest synem grabarza. Jego matka opuściła ich, gdy Rin był jeszcze małym dzieckiem, miał około 5 lat. Z racji swojego pochodzenia przez wielu ludzi jest uważany za gorszego i nieczystego, ludzie się go boją. Ojciec nie wykazuje większego zainteresowania swoim wychowankiem, potrafi go bić, krzyczeć i zmuszać do pracy. A Rin nie zna innego życia niż wykonywanie rozkazów. Gdy tylko nadarza się okazja, ojciec pozbywa się syna, a on stale jest „przerzucany z rąk do rąk”, aż w końcu trafia pod opiekę Wolnego Kruka – jednego z najokrutniejszych żołnierzy, o którym krążą różne legendy.

Cóż mogę powiedzieć o tej powieści… chyba pierwszy raz brakuje mi odpowiedniego słowa na określenie książki. Niby zwykła powieść o dojrzewającym chłopaku i jego perypetiach, a jednak jest zupełnie inna niż te, które do tej pory czytałam. A z jakiego powodu? Do tej pory szukam odpowiedzi. Może dosyć specyficzny styl autorki? Może po prostu większe skupienie się na przeżyciach i emocjach niż całej reszcie? Nie wiem sama, wiem tylko, że ta książka jest nieco dziwna, co oczywiście nie sprawia, że jest zła.

Autorka koncentruje się przede wszystkim na odczuciach Rina, na tym, jak wszystkie przeżycia oddziaływają na niego i zaczynają kształtować jego osobowość i charakter. Wraz z upływającym czasem, Rin rozwija się i buduje się jego postrzeganie świata. Jest on zdecydowanie skomplikowanym bohaterem, którego psychika i podejście silnie na nas oddziałują. Wizja 11-letniego chłopca w takim stanie jest dosyć przerażająca. Jest przyzwyczajony do bólu i strachu, które stały się dla niego codziennością. Nie potrafi okazać emocji takich jak radość czy śmiech, ale co gorsza – on nawet nie potrafi uronić ani jednej łzy. Każdy bat przyjmuje z pokorą, a w swoich zmieniających się właścicielach widzi panów swojego życia i śmierci. Jest przyzwyczajony do bycia traktowanym jak nic nieznaczący przedmiot, do czasu,  gdy trafia w ręce Wolnego Kruka. On pokazuje chłopcu inne spojrzenie na świat, co nie znaczy, że Rin zapomni o wszystkim, co go to tej pory spotkało.

Akcja powieści toczy się w fikcyjnym Królestwie Eskaflonu. Nie jestem z stanie za dużo Wam o nim opowiedzieć, gdyż autorka nie skupiała się za bardzo na opisaniu go, podobnie jak ma to miejsce w przypadku miejsc, do których trafia chłopiec. Oczywiście mamy na ten temat blade pojęcie, ale nie jest to wizja wystarczająca. Dialogi nie występują tutaj za często, dlatego mogłoby się wydawać, że każda strona oddaje nam idealnie świat powieści, ale niestety nie jest tak do końca. Jednakże znakomicie poznajemy każdą sytuację, która wpływa na Rina, idealnie poznajemy jego odczucia i charakter, dzięki temu książka zyskuje pewną unikalność. Chłopiec jest intrygującą postacią, która nie pozwala nam o sobie łatwo zapomnieć, a Wolny Kruk mimo swojego okrucieństwa potrafimy w nim dostrzec jego zalety.

Tempo akcji jest umiarkowane, nie znalazłam momentów, w których by zwalniało czy przyspieszało.  W książce jednak można znaleźć wiele przerażających scen, kilka zwrotów akcji, ale także można wyciągnąć z niej kilka morałów. Historia młodego Rina z pewnością daje nam się we znaki, ponieważ w pewnym stopniu zżywamy się z tym bohaterem i naprawdę robi nam się go momentami żal i szczerze mu współczujemy. Nie jest to łatwa i lekka powieść na jeden wieczór, porusza trudną tematykę i jest nieco ciężka w odbiorze, ale myślę, że warto się z nią zapoznać ze względu na jej odmienność. Ja nie żałuję, że po nią sięgnęłam, spędziłam z nią całkiem miłe chwile, mimo że nie do końca trafiła w mój gust.

Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu:

niedziela, 10 lutego 2013

Przedpremierowo: "Dziewczyna, którą kochały pioruny" - Jennifer Bosworth


W grudniu zeszłego roku miał nastąpić koniec świata, jednak nic takiego nie miało miejsca. W każdym bądź razie odkąd świat obeszła wieść, że zgodnie z kalendarzem Majów ma nastąpić Apokalipsa, zrobiła się moda na powieści dystopijne. Na rynku pojawia się coraz więcej książek poruszających temat świata po zagładzie i zyskują one rzesze czytelników. Oto przed nami kolejna powieść w tym klimacie: „Dziewczyna, którą kochały pioruny”.

Mia Price jest siedemnastoletnią dziewczyną żyjącą w Los Angeles. Miasto zostało zniszczone przez wielkie trzęsienie ziemi. LA nie wygląda już tak, jak kiedyś. W samym środku miasta jest rumowisko, wokół panuje chaos, a ludzie potworzyli wioski pełne namiotów, gdzie starają się w miarę normalnie żyć. Część z nich podzieliła się na dwie frakcje, które stale werbują nowych członków w swoje szeregi. Obie frakcje pragną zwerbować Mię, gdyż widzą w niej klucz do wypełnienia się proroctwa, bowiem posiada ona potężną moc, nad którą nie potrafi jeszcze za dobrze panować. Wkrótce na horyzoncie pojawia się Jeremy, który pragnie ochronić dziewczynę przed wszystkimi, jednak czy można mu zaufać?

Jak ta powieść zwróciła moją uwagę? W żaden szczególny sposób. Ot tak zobaczyłam sobie okładkę i przeczytałam opis. Pomyślałam sobie „W sumie nic szczególnego.”. Jednak po kilku dniach natrafiłam na jej trailer. Obejrzałam i to on sprawił, że od razu zaczęłam owej książki szukać, ponieważ był jednym z lepszych zwiastunów, jakie oglądałam. I tak oto zaczęła się moja przygoda z dziewczyną uzależnioną od piorunów…

Czy w powieści dystopijnej można wymyślić coś nowego i oryginalnego? Ta książka ugruntowała moje zdanie, że można. Wiadomo, że wizja świata zawsze będzie podobna, no bo w końcu ciężko pisać książkę o zagładzie nie ujmując w niej zagłady i zniszczenia, ale jest to tylko jeden element całej historii. Co jest świeżego w tej opowieści? Z pewnością moc Mii oraz kilku innych bohaterów. Dziewczyna potrafi przeczuwać nadejście burzy, a pioruny ją uwielbiają. Każdy normalny człowiek rażony piorunem nie wyszedłby z tego cało, ale nie Mia. Ona czuje wtedy potężną moc, która przeszywa całe jej ciało. Nie ukrywam, że pomysł ten wydał mi się naprawdę oryginalny i przypadł mi do gustu. Podobnie jak podział na dwie frakcje: zwolenników Propheta i ich przeciwników. Niby nic, ale naprawdę dobrze dopracowany motyw dwóch różnych organizacji. Dodatkowo niesamowicie podobała mi się wizja Los Angeles przedstawiona przez autorkę – naprawdę dobre opisy, które pozwalały wszystko zobaczyć oczyma wyobraźni i przenosiły nas do postapokaliptycznego miasta.

Całą recenzję możecie przeczytać TU.

sobota, 9 lutego 2013

"Gdzie żyją demony?" - Frater U.D.



Parapsychologia to taka dziedzina wiedzy, w której im więcej się dowiadujemy tym mniej wiemy. Absurd, prawda? A jednak. Im głębiej wchodzisz w ową tematykę, im więcej faktów poznajesz i im bardziej zgłębiasz jej tajniki, tym bardziej zaczynasz zdawać sobie sprawę z tego, jaki ogrom informacji musisz jeszcze przyswoić i jak mało jeszcze wiesz. A pytania nasuwają się jedno za drugim…


Książka „Gdzie żyją demony?” jest właśnie odpowiedzią na wiele pytań, które nurtują zarówno tych początkujących ezoteryków, jak i tych nieco bardziej zaawansowanych. Autorem jest Frater UD∴, człowiek, który ma na swoim koncie już wiele publikacji magicznych, dla wielu ludzi autorytet, a i tłumacz książek legendarnego Aleistera Crowleya. Jednakże pojawia się tutaj ciekawa sprawa – to nie on odpowiada na nasze pytania. Osobą, która rozwiewa nasze wątpliwości jest jego alter ego – ciocia Klara. A nie ukrywajmy, że przekaz w stylu „pytanie-odpowiedź” jest jednym z najlepiej do nas docierających.


Powiem szczerze, że jest to naprawdę oryginalny pomysł, który zyskuje przychylność czytelnika. Ciocia Klara jest odbierana przez nas jako taka kochana, starsza Pani, która od razu częstuje nas herbatą i ciasteczkami, a przy okazji pomoże, przytuli i pogłaska po głowie. Jej odpowiedzi są krótkie, zwięzłe i na temat, ale nie brakuje w nich poczucia humoru. Nie ma rozwodzenia się nad owym tematem, bo nie taki był zamiar tej książki. Nie ma tłumaczenia od początku, czym jest magia, czym są tajne stowarzyszenia itp. Jest pytanie – jest odpowiedź, nic ponadto.


Jakiego rodzaju to są pytania? Różne, naprawdę różne. Poczynając od tych bardziej skomplikowanych, kończąc na tych trochę zabawnych, które jednak potrafią wzbudzić w człowieku ciekawość. Jedne są bardziej skomplikowane, drugie mniej, ale dobre odpowiedzi zyskujemy na wszystkie z nich. Styl cioci Klary jest przesympatyczny, daje nam jasny obraz tego, co chcemy wiedzieć, a i czyta się bardzo przyjemnie. Zarówno osoba początkująca, jak i ta bardziej zaawansowana znajdzie tutaj coś dla siebie, ponieważ trzeba mieć trochę wiedzy w owych tematach, aby mieć chociaż pojęcie, o czym w danym momencie ciocia Klara mówi.


Jest to pozycja, która należy raczej do tych lekkich z tego gatunku, co oczywiście nie oznacza, że jest prymitywna. Nie ma tutaj po prostu konkretów na temat wiedzy magicznej czy okultyzmu, ale prawda taka, że zyskujemy odpowiedzi, które naprawdę bywają nie raz nurtujące. Jeżeli szukacie podręcznika czy kompendium wiedzy, to ta pozycja Was nie zadowoli, ale jeżeli jesteście na tym etapie, gdzie stale nęcą Was różnorakie pytania, ta książka może być dla Was bardzo miłą lekturą. Ja osobiście dowiedziałam się paru nowych ciekawostek, za co jestem cioci wdzięczna, natomiast moje własne nurtujące mnie pytania sięgają już dużo dalej i odpowiedzi muszę szukać gdzie indziej. W każdym bądź razie książka jest pomysłowa i bardzo miło się ją czyta, tak więc polecam osobom zainteresowanym!

Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu: