"Nexus" - Ramez Naam


Rozwój naukowy i technologiczny to rzeczy nieuniknione. Z dnia na dzień naukowcy odkrywają mnóstwo nowinek dotyczących medycyny, genetyki czy innych dziedzin, które wpływają na komfort ludzkiego życia. Podobnie w przypadku rozwoju techniki – nowoczesne urządzenia, w których znaleźć można coraz więcej funkcji i możliwości. Wszystko ładnie i pięknie, ale każdy kij ma dwa końce. Aż mi się nasuwa na myśl eugenika, przez którą Adolf Hitler chciał stworzyć „czystą rasę”. Może to nadinterpretacja sytuacji z „Nexusa”, ale tytułowy nanonarkotyk też ma na celu „ulepszanie” ludzi.

Rok 2040. Ludzkość jest bliska „wskoczenia na następny level”. Wszystko dzięki nanonarkotykowi, który znany jest pod nazwą Nexus. To on umożliwia łączyć ludzkie umysły, to dzięki niemu można kontrolować emocje i uruchamiać poszczególne cechy osobowości. Jego zwolennicy stale tworzą coraz to nowe wersje – ulepszone wersje. Jednak wśród społeczeństwa znajdują się i jego przeciwnicy, którzy mają tylko jeden cel – zniszczyć Nexusa i wszystko, co ma z nim związek. Młody naukowiec, który pracuje nad wprowadzeniem poprawek do nanonarkotyku zostaje niestety (albo  i stety) złapany przez oponentów. Aby uratować siebie i swoich przyjaciół musi nawiązać z nimi współpracę, podczas której okaże się, że walka o Nexusa to coś znacznie więcej niż tylko ludzkie fanaberie…

„Nexus” jest debiutem literackim Ramez’a Naam’a. I wiecie co Wam powiem? Jak na debiut jest naprawdę nieźle! Oczywiście uważny i wymagający czytelnik dopatrzy się kilku niedociągnięć, o których również wspomnę, ale wolałabym rozpocząć od tych dobrych cech tej powieści. Jednak czy było coś konkretnego, co sprawiło, że chciałam po nią sięgnąć? Owszem. Uwielbiam historie o prawdopodobnej przyszłości, gdzie mamy dodatkowo do czynienia z zaawansowaną nauką – totalnie moja bajka. 

Przede wszystkim – oryginalność. Nie spotyka się na polskim rynku zbyt wielu książek o takiej tematyce. Powiew świeżości to coś, co każdy lubi. Autor w znakomity sposób przedstawił historię Nexusa, jego możliwości, skutki użycia. Jednak to jeszcze nie wszystko – wojna pomiędzy jego zwolennikami i przeciwnikami stanowi tutaj wątek główny, któremu nic nie brakuje. Widać, że to na nim pan Naam postanowił skupić się najbardziej. Wątków pobocznych ciężko się tutaj doszukiwać, co w sumie zaliczam w tym przypadku do plusów, bowiem myślę, że inne motywy by mnie tylko rozpraszały podczas czytania. Tutaj ważną rzeczą jest skupienie się na tym najważniejszym temacie, bo to on jest najbardziej porywający i intrygujący.

Akcja nie pędzi zatrważająco szybkim tempem przez całą książkę. W sumie otrzymujemy to dopiero na ostatnich 150 stronach, co oczywiście nie oznacza, że przez pierwsze 300 będziemy się nudzić. Dzieje się całkiem sporo, a my mamy czas, aby powoli przyzwyczaić się do klimatu powieści, co jest bardzo istotnym elementem. Jednak nie brakuje tutaj nagłych zwrotów akcji, mocnego języka, scen walki czy też problemów, z którymi zmierzyć się muszą bohaterowie. A skoro już o bohaterach wspomniałam… znakomite portrety psychologiczne, pod warunkiem, że faktycznie czytamy ze zrozumieniem i z zaangażowaniem. Nie spodziewajcie się tutaj zdań typu: „Zbuntowany i porywczy Kade…”, tutaj trzeba poruszyć szare komórki, aby stworzyć w swojej głowie konkretną charakterystykę. Dobrze przemyślane przez autora umieszczenie ich w powieści, które sprawiło, że ich historia stała się jeszcze ciekawsza. Jak na debiut literacki, język powieści jest naprawdę dojrzały i przyjemny.

Książka tak na dobrą sprawę porusza bardzo ważny i w sumie całkiem prawdopodobny problem. Eksperymentalny nanonarkotyk, dzięki któremu można kontrolować umysł. Ma to swoje zalety – pomoc w przyswajaniu wiedzy, zyskanie opanowania w trudnych sytuacjach… Jednak, gdy wpadnie w nieodpowiednie ręce? Tu już się pojawia problem. Stworzenie armii niewolników stanie się czymś banalnym. Podzielam zainteresowanie autora tą tematyką, która niby jest tylko fikcją, a z drugiej strony czymś, co faktycznie może się wydarzyć. Dzięki temu książka zyskuję sporą dawkę realizmu. Mam tylko problem z jedną rzeczą – trochę za mało sci-fi w sci-fi. Na miejscu autora „poszalałbym” nieco bardziej… można było wprowadzić bardziej zaawansowaną technologię niż tablet, a Kade czy też inne postaci mogły poruszać się przyszłościowymi środkami transportu, a nie zwykłymi samochodami.

Zdecydowanie największym plusem tej powieści jest sam pomysł, ale i wykonanie nie pozostawia wiele do życzenia. Nie spodziewałam się, że książka aż tak mnie zaaprobuje. Sporo akcji, brak znużenia, oryginalni bohaterowie. Drobne mankamenty powieści zostają całkowicie przykryte przez dominujące nad nimi zalety. Przyznaję się szczerze – „Nexus” mnie pochłonął. Moja ciekawość została niezwykle rozbudzona, a nagłe zwroty akcji ją jeszcze zwiększyły. Powieść tę należy jednak czytać z oddaniem, bowiem inaczej możemy się troszeczkę zagubić. Wystawiam 7/10 i czekam na kolejny tom!

Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu:


Etykiety

Pokaż więcej

Reading is dreaming with open eyes...

Reading is dreaming with open eyes...

A book is a dream that you hold in your hands...

A book is a dream that you hold in your hands...

Do what you love!

Do what you love!