"Sto tysięcy królestw" - N. K. Jemisin


Miłość jest skłonna do wielu poświęceń. Poświęcenia władzy, rodziny, a czasem nawet samego siebie. Może ona pociągnąć za sobą ogromne konsekwencje, z którymi być może nie przyjdzie nam się zmierzyć od razu, ale one stale będą wisieć w powietrzu i czekać na odpowiedni moment. Miłość to naprawdę piękne uczucie, jednak może narobić wiele złego… nie tylko nam.

Yeine Darr jest wodzem ludu ennu. Jako młoda dziewczyna dość szybko osiągnęła tak znaczącą pozycję w swoim kraju. Któregoś dnia dostaje wiadomość od swojego dziadka z rasy Amn z prośbą o przybycie do miasta Sky. A prośby złożonej przez kogoś z rodziny Aramerich nie można odrzucić. Tym bardziej, że Yeine sama jest w połowie Arameri. Na miejscu okazuje się, że nasza bohaterka jest jedną z pretendentek do zostania następcą tronu, jednak nie jest to takie bajeczne, jak może się wydawać. Yeine trafia bowiem w sam środek okrutnej walki o władzę, pełnej nieufności, zdrady i intryg.

Książka Nory K. Jemisin „Sto tysięcy królestw” jest jej debiutem literackim, który z pewnością zalicza się do gatunku fantasy. Dlatego właśnie zwróciła moją uwagę, ponieważ powieści fantasy są jednymi z moich ulubionych. Opis faktycznie przypominał mi niektóre znane pozycje, ale na szczęście ta powieść okazała się nieco inna od reszty, za co chwała niech będzie autorce.

Czytając tę książkę wkraczamy w zupełnie nowy świat, pełen tajemniczych bóstw, spisków i intryg. Jest to świat, gdzie ludzie pełnią rządy, a bogowie stanowią ich broń. Autorka bardzo dobrze wykreowała owy świat, gdyż poznajemy go w stopniu niemal idealnym. Widzimy hierarchię, jaka panuje wśród ludzi, widzimy ich poglądy i sposoby radzenia sobie w różnych sytuacjach, poznajemy sytuację, w jakiej znaleźli się upadli bogowie. Historia miłosna matki Yeine była z jednej strony smutna i przykra, a z drugiej bardzo wzruszająca – kobieta wiele poświęciła, aby być z mężczyzną, którego kochała. Przerzucając kartkę za kartką ciężko po prostu nie wejść do tego świata, całkowicie i nie dać mu się pochłonąć. Mimo swego rodzaju okrucieństwa czy brutalności, jest naprawdę ciekawy, barwny i interesujący.

To samo można powiedzieć o bohaterach powieści. Oczywiście nasza uwaga skupia się na Yeine Darr, która została obdarzona sprytem, mądrością i wytrwałością. Niesamowicie podobały mi się jej przemyślenia oraz „rozmowy, które toczyła sama ze sobą”. Umieszczam te słowa w cudzysłowie, ponieważ nie chcę zdradzać pewnego sekretu, który odkrywamy podczas czytania – powiem tylko, że bardzo mi się spodobał ten pomysł i został bardzo ładnie zrealizowany. Każda postać jest inna i różni się od pozostałych, co jest dobrze zauważalne. Jedni zdobędą naszą sympatię, inni pewnie nie – taką różnorodność zapewnia nam autorka książki. Moją uwagę zwrócił Lord Nahadoth, który był owiany tajemnicą i mrokiem. Ciężko nie obdarzyć sympatią kochanego Sieha, za to Sciminie z chęcią wbiłabym nóż w klatkę piersiową.

A teraz skupmy się na samym pomyśle – czy jest oryginalny? Może wydawać się, że nie do końca, ale z pewnością nie jest oklepany. Autorka dodała wiele nowych i świeżych rzeczy, które zdecydowanie ożywiają całą historię. Jej styl obfituje w bogate opisy, które o dziwo przypadają czytelnikowi do gustu. Mimo, że są obszerne, są przejrzyste i po prostu przyjemnie się je czyta. Poza tym dają nam klarowny obraz miejsc i sytuacji. Akcja jest wartka i płynna, nie biegnie może w zatrważająco szybkim tempem, ale w tym przypadku to duży plus, ponieważ czytelnik ma czas na poukładanie faktów i przemyślenie ich, a bez tego książka traci trochę swojego uroku. Cała historia głównej bohaterki wydała mi się po prostu niesamowita i intrygująca – musiała rozwiązać zagadkę tajemniczej śmierci swojej matki, pilnując, aby sama nie podzieliła jej losu.

Nie wiem sama, dlaczego książka przez większość osób jest uważana za średnią. Ona jest po prostu nieco inna, ale to nie oznacza, że jest gorsza. W moich oczach wypadła naprawdę bardzo dobrze, spędziłam z nią bardzo miłe chwile. Jest dopracowana, nie jest stereotypowa, mamy tutaj różnobarwnych bohaterów, a także wiele zaskoczeń i niespodzianek. Jeśli nawet były w niej jakieś minusy, to dla mnie okazały się niezauważalne. Dlatego właśnie książkę gorąco polecam, ponieważ warto poznać historię Yeine, która może wzbudzić w nas wiele emocji.


Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu:


_______________________________________________________________________

Uzależniłam się od sonudtracku z "Hobbita". W końcu czuję się zmotywowana, żeby książkę przeczytać... Film mi się bardzo podobał, a Kili i tak zostanie moim mężem.



 

Etykiety

Pokaż więcej

Reading is dreaming with open eyes...

Reading is dreaming with open eyes...

A book is a dream that you hold in your hands...

A book is a dream that you hold in your hands...

Do what you love!

Do what you love!