piątek, 30 listopada 2012

"Przeznaczona" - P.C.Cast + Kristin Cast


Każdy potrzebuje czasami chwili wytchnienia, bo nie można stale żyć pod wpływem adrenaliny. Po ciężkich przeżyciach należy nam się odpoczynek i spokój. Czas na regenerację sił i poukładanie sobie wszystkiego. Szkoda tylko, że los nie zawsze jest dla nas taki łaskawy i rzuca nam kolejne kłody pod nogi. Z czasem coraz większe…

Do Domu Nocy spokój zagościł tylko pozornie. Stabilizacja nie jest pisana młodym adeptom i wampirom. Neferet stale knuje intrygi, a jej sprzymierzeńcem zostało najgorsze z tego, co mogło zostać. Dodatkowo zaczyna panować coraz większy chaos, gdyż w Domu Nocy zaczynają gościć ludzie – oczywiście z intencji Neferet. Zoey znowu ma mnóstwo rzeczy na głowie – musi uporać się ze śmiercią bliskich osób, z kłótniami przyjaciół no i z najgorszym wrogiem, jakim jest Neferet. Jej uwagę przyciąga nowy chłopak – Aurox, który służy jej największej rywalce. Jednak tak naprawdę kryje się w nim coś znacznie więcej. Jednak czy Zoey odkryje co?

To już 9 część Domu Nocy. Do tej pory pamiętam jak parę lat temu sięgnęłam po pierwszą część. Pamiętam początki Zoey i jej przyjaciół w szkole, brak poważnych problemów i przyjazną Najwyższą Kapłankę. Wszystko było proste, życie płynęło swoim rytmem. Niesamowite jak wiele się zmieniło.

Zdążyłam zauważyć, że ta seria ma swoich fanów i wrogów. Nie spotkałam się z opiniami pośrednimi. Ja osobiście należę do tych pierwszych i naprawdę lubię śledzić losy Zoey Redbird i jej przyjaciół. Nadal uważam, że co książka to lepsza. Stale się coś dzieje, akcja toczy się umiarkowanym, choć nieco przyspieszonym tempem, a pod koniec osiąga apogeum. Nawet nie wiem, kiedy przeczytałam ostatnie 50-60 stron, minęło to tak szybko. Podziwiam autorki za to, że przez tyle części potrafiły mnie czymś zaskoczyć i sprawić, że czytanie było świetną przygodą. Moim zdaniem książka, poza niektórymi ogólnymi rzeczami, jest na swój sposób nieprzewidywalna i trzymająca w napięciu, a ja za tym wręcz przepadam.

Myślę, że coraz częściej można zauważyć zmiany zachodzące w bohaterach – nie tylko w samej Zoey, która powoli dorasta i przestaje się zachowywać jak niedojrzała nastolatka, a bardziej przypomina najwyższą kapłankę. Widać, że Stevie Rae zdobywa pewność siebie, a Neferet jest coraz bardziej okrutna i nieobliczalna. Mimo tego, że jest tutaj naprawdę mnóstwo bohaterów, to nie sposób się w nich pogubić – poznajemy punkt widzenia wielu z nich, poprzez narrację. Tym razem mamy narrację prowadzoną również przez Auroxa, Lenobię i Smoka. Najbardziej zaintrygowała mnie Lenobia, od początku było w niej coś fascynującego, a teraz poznałam ją lepiej, z czego się bardzo cieszę. Równie dobrym pomysłem jest motyw Auroxa, jestem ogromnie ciekawa tego, jak potoczą się dalej jego losy.

Zdecydowanie ta część wprowadza nieco zamieszania, odpowiada na wiele pytań z poprzednich części, ale pojawiają się również nowe, na które mam nadzieję poznamy odpowiedzi w kolejnych częściach. W „Przeznaczonej” przyjaciele stają się wrogami, wrogowie przyjaciółmi, nie mamy pewności, co jeszcze nas czeka. Książka zdecydowanie trzyma w napięciu i wzbudza ciekawość, czyta się przyjemnie i miło – tym razem nawet nie było aż tylu kolokwializmów, które mogłyby kłuć w oczy. Myślę, że fani serii będą zadowoleni, a co do antyfanów… ich chyba nie ma co przekonywać. :) Mnie się osobiście ta część bardzo podobała i nie mogę się już doczekać kolejnych!

 
 Za książkę serdecznie dziękuję:

___________________________________________________________________________

Dobra, myślę nad konkursem i nic nie mogę wymyślić, ale obiecuję, że takowy będzie, jeszcze w tym roku!
Muszę się tylko jakoś zebrać w sobie, a jest ciężko, bo nie mam czasu ; p Na chwilę obecną biochemia zwładnęła moim życiem.

Aaa i podzielę się z Wami nutką, która mi się niesamowicie wkręciła :)


sobota, 24 listopada 2012

"Spowiedź heretyka" - Adam Nergal Darski


Swego czasu dosyć zrobiło się dosyć głośno w naszym kraju o zespole Behemoth. Wcześniej tylko fani muzyki metalowej znali postać, jaką jest Adam Nergal Darski. Wielu osobom skojarzył się od razu ze złem wcielonym, inni ujrzeli w nim ciekawego człowieka. A jaki jest naprawdę? Możecie się tego dowiedzieć sięgając po książkę „Spowiedź heretyka”.

Na tylnej okładce możemy przeczytać słowa „Wywiad – rzeka”, które idealnie opisują ową książkę. Nie jest to wywiad, który tyczy się tylko jednego tematu związanego z muzykiem, wręcz przeciwnie. Myślę, że spokojnie możemy nazwać ją biografią, gdyż poznajemy Adama z różnych perspektyw, poznajemy całe jego życie oraz zachowania w różnych sytuacjach. Tematy są naprawdę różne – zwykłe codzienne życie, zainteresowania, wykształcenie, rodzina, dom, przyjaciele. Ciężko jest mi znaleźć dziedzinę, która nie została tutaj poruszona.

Oczywiście dla wielu osób najciekawszymi tematami związanymi z Nergalem są: jego związek z Dorotą Rabczewską, choroba oraz udział w programie telewizyjnym The Voice of Poland. Oczywiście nie zabrakło tutaj poruszenia ich i przyznam, że faktycznie są ciekawie przedstawione. Na pewno z innej perspektywy niż zostało to podane w mediach. Kontrowersyjną tematyką są również poglądy religijne Nergala – „dewastacja” biblii poruszyła wiele ludzi i sprawiła artyście wiele kłopotów. Tutaj Nergal wyjaśnia jak ta sprawa wyglądała naprawdę.

Powiem szczerze, że ogromnym plusem tej książki jest szczerość – ta cecha po prostu aż od niej bije. Nie chodzi tylko o postać Adama, który naprawdę opowiada o sobie to, co uważa za słuszne i to, czym chce się z nami podzielić. Padają szczerze pytania i szczere odpowiedzi. Cieszę się również, że Nergal na pewne pytania odpowiadał z wyminięciem albo jasno mówił, że nie chce się tym dzielić z innymi – każdy człowiek ma prawo do prywatności i nie musi wszystkiego obnażać przed narodem. Podzielił się z nami tym, co uznał za ważne, pozostał przy tym bardzo szczery i to mu się chwali. Dodatkowo czuć w tej pozycji motywację do działania – jest to spowodowane głównie rozdziałem poświęconym chorobie, jednak naprawdę działa motywująco i zachęca do refleksji.

Pragnę również wspomnieć o cudownej oprawie graficznej – świetna okładka to jedno, ale środek książki jest jeszcze bardziej imponujący. Dawno nie spotkałam się z tak pięknie wydaną książką – mnóstwo zdjęć, zarówno z koncertów jak i z życia prywatnego muzyka, świadectwa, akty, dyplomy, zaświadczenia. Całość robi naprawdę piorunujące wrażenie i aż miło się ją trzyma w rękach.

Nie chcę tutaj opowiadać jeszcze więcej, co możemy znaleźć w tej książce, bo to nie o to chodzi. Osobiście uważam, że jest naprawdę znakomicie wydana, znakomicie napisana i przemyślana. I absolutnie moje zdanie nie ma związku z tym, że po prostu lubię Nergala jak i jego zespół. Myślę, że fani będą z pewnością zadowoleni, natomiast osoby, które uważają Nergala za zło wcielone, mogą się zszokować i powinni tę książkę przeczytać – zobaczą, że nie jest to tylko człowiek, który podarł biblię, ale że jest to wykształcony, oczytany, inteligentny i pewny siebie artysta, który kocha to, co robi.


Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu:
_________________________________________________________________
Ależ ja się obijam oO Dwa tygodnie minęły od ostatniego wpisu, aż nie wierzę. Jak ten czas leci, chyba straciłam jego poczucie... Starzeję się chyba ; p
Ale właśnie zauważyłam, że stuknęło mi już ponad 10 000 wejść.. łał :) To może z tej okazji jakiś konkursik? :D

niedziela, 11 listopada 2012

"Dziewczyna, która chciała zbyt wiele" - Jennifer Echols


Życie sprawia nam zarówno miłe jak i niemiłe niespodzianki. Oba rodzaje zmieniają nas w pewien sposób, ale prawda taka, że te drugie znacznie bardziej. I to niekoniecznie na dobre. Ciężka choroba, śmierć bliskiej osoby… to wszystko odbija się na naszym zdrowiu czy zachowaniu. Robimy wszystko, aby poczuć, że naprawdę żyjemy. Trzeba jednak pamiętać, żeby nie przekroczyć pewnych granic, bo może się to skończyć tragicznie.

Meg jest zbuntowaną nastolatką, która pragnie uciec z jej nudnego miasta. Uciec z dala od szkoły i od jej nudnych rodziców, którzy jej nie rozumieją. Żyje pełnią życia, łamie prawo, pije alkohol, pali trawkę. Uczęszcza do miejsc, w których nie powinno jej być. Zazwyczaj wszystko uchodzi jej na sucho, jednak w końcu trafia kosa na kamień – zostaje złapana przez policję.
John jest bardzo przykładnym chłopakiem – był dobrym uczniem, kochającym synem i chłopakiem. Mógł wyjechać do colleg’u, jednak zmienił plany i został w swoim mieście. Pragnie przestrzegać prawa i pilnować, aby inni robili to samo. Właśnie dlatego nie może patrzeć, jak Meg niszczy życie sobie i innym, i postanawia dać dziewczynie nauczkę.

Kolejna typowa powieść młodzieżowa, po którą sięgnęłam. Nie znałam wcześniej twórczości Jennifer Echols, więc nie miałam bladego pojęcia jak to będzie. Trochę się bałam, że to znowu nie moja bajka. Że znowu mi nie do końca przypadnie do gustu. Jednak wiecie co? Mile się zaskoczyłam, bo jest to chyba jedna z nielicznych powieści młodzieżowych, która mi się spodobała.

Całą historię poznajemy z punktu widzenia Meg, która jest tutaj narratorką. Cóż to za dziewczyna? Na pewno ciekawa i intrygująca na swój sposób. Zbuntowana 17-latka, która pragnie poczuć, że żyje. Dlatego nie dba o reguły i zasady, żyje chwilą. Jednak, gdy poznajemy ją coraz bardziej, okazuje się, że wcale nie jest rozhisteryzowaną nastolatką, której tylko jedno w głowie. Ma pewną wizję przyszłości, którą chce zrealizować. Przy całym swoim szaleństwie, można zauważyć w niej cechy takie jak odwaga, inteligencja, odpowiedzialność, a momentami nawet zdrowy rozsądek. Natomiast drugi główny bohater tej książki – John, wydawał mi się momentami nieco nudny. Chociaż nie wiem, czy to na pewno dobre określenie, po prostu nie lubię dobrze ułożonych facetów. Jednakże można go polubić, a niektóre dziewczyny możliwe, że będą oczarowane.

Jednowątkowa fabuła sprawia, że skupiamy się tylko i wyłącznie na historii Meg i John’a. Nic nie odrywa naszej uwagi od tej dwójki, dlatego łatwiej jest nam się na nich skupić i lepiej poznać. Można się nawet pokusić o głębszą analizę psychologiczną tych bohaterów, ponieważ są naprawdę dobrze wykreowani. Nawet postacie drugoplanowe zostały opisane tak, że każdego sobie łatwo wyobrazić. Akcja toczy się szybkim tempem, co sprawia, że czytelnik się nie nudzi. Książka jest na dobrą sprawę wciągająca i interesująca.

Spodobał mi się pomysł autorki – pewnie dlatego, że lubię bohaterki podobne do Meg. Podobało mi się również to, że wszystko mogliśmy odkrywać krok po kroku – wraz z bohaterami. Nie zostaliśmy na samym początku zasypani mnóstwem informacji, co sprawiło, że książka wiele zyskała w moich oczach. Dawało to momenty zaskoczenia, książka zyskała nieprzewidywalność, a to bardzo lubię. Powieść Jennifer Echols jest napisana prostym, miłym i przyjemnym językiem. Czyta się bardzo szybko i naprawdę można się trochę w tej historii zatracić.

Z pewnością mogę polecić osobom, które lubią twarde, zbuntowane bohaterki, a także tym, które po prostu lubią czasem przeczytać powieść młodzieżową, z tym, że mamy tutaj wyższy przedział wieku, niż normalnie – może właśnie dlatego książka bardziej mi się spodobała. Nie wiem, czy jest to historia, która się długo pamięta – w tym wypadku zależy to już chyba od człowieka, jednak całkiem miło spędziłam czas z tą książką, dlatego jeśli chcecie się zrelaksować to powinniście po nią sięgnąć.


Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu:

poniedziałek, 5 listopada 2012

"Nie mogę powiedzieć Ci prawdy" - Lauren Barnholdt


Znacie powiedzenie, że kłamstwo ma krótkie nogi? I że prawda zawsze wyjdzie na jaw? Na pewno tak. Jednak nie znam chyba człowieka, który nigdy w życiu nie skłamał. Jednak dopóki są to drobne kłamstewka, które nikomu nie szkodzą, to nic złego się nie dzieje. Czasami nawet może takie drobne kłamstewko uratować sytuację. Ale podkreślam – DROBNE.

Kelsey została wyrzucona ze swojej poprzedniej szkoły, straciła kontakt z dawnymi przyjaciółmi. Jednak w nowym liceum ma okazję zabłysnąć na nowo i udowodnić wszystkim, w tym samej sobie, że jest idealną córką, uczennicą, przyjaciółką. Isaac został również wyrzucony ze szkoły, nawet z kilku. Jednak mając ojca senatora, wiele uchodzi mi na sucho. Jednakże szkoła Concordia Public może być jego ostatnią szansą, dlatego nie może sobie pozwolić na żaden błąd. Między tą dwójką początkowa ogromna niechęć z czasem przemienia się w fascynację, jednak jest coś, co może zrujnować ich relację – prawda.

Zazwyczaj nie sięgam po książki obyczajowe o licealistach, ponieważ nie czuję się w tej tematyce za dobrze. Jednak uważam, że czasem warto coś takiego przeczytać, aby zapoznać się z innym gatunkiem oraz trochę oderwać się od tego, co czytamy na co dzień. Czasami warto przeczytać książkę o zwykłym, codziennym życiu nastolatków i ich problemach, bo dzięki temu możemy sami przeżyć w pewnym sensie katharsis i się oczyścić.

„Nie mogę powiedzieć Ci prawdy” wydaje się być naprawdę intrygującym tytułem. Już czytając ten tytuł zastanawiamy się o jaką prawdę chodzi? Cóż to za tajemnice, których główni bohaterowie nie mogą ze sobą podzielić? Niestety, nie dowiadujemy się tego od razu. Wręcz przeciwnie – tajemnice ciągną się przez całą powieść, a pytań jest coraz więcej. Gdy już myślimy, że dowiedzieliśmy się całej prawdy, okazuje się, że to nie o to chodziło. Dlatego właśnie książka cały czas trzyma w napięciu – nasza ciekawość bierze górę i czytamy, czytamy, byle tylko dowiedzieć się, o co chodzi i cóż to za tajemne sekrety.

Dwójka głównych bohaterów jest w sumie przedstawiona w sposób bardzo dobry, podobnie jak bohaterowie drugoplanowi. Jednakże całość skupia się przede wszystkim na Kelsey i Isaacu. Kelsey odebrałam jako dziewczynę nieco zagubioną w sobie, która stara się mieć wszystko pod kontrolą, wszystko chce robić sama – jakby chciała na siłę udowodnić całemu światu, że potrafi i jest najlepsza. Isaac sprawia wrażenie Bad boy’a, jednak przy bliższym poznaniu widzimy, że potrafi być człowiekiem czułym i wrażliwym. Ogólnie niektórzy bohaterowie są po prostu stereotypowi – znajdziemy tutaj zadufaną w sobie jędzę szkolną, nowo poznaną przyjaciółkę z rozterkami, starą przyjaciółkę, która powoli przestaje utrzymywać kontakt z główną bohaterką.

Co do pomysłu – nie jest aż tak oryginalny, jak mógłby być. Jest to zwykła opowieść o nastolatkach i ich „wielkich” problemach. Napisana jest bardzo prostym językiem, czasami miałam wrażenie, że zbyt prostym. Niektóre dialogi wydały mi się po prostu płytkie, żałosne i pozbawione głębi. Zawiodłam się także trochę poznając tę prawdę, wokół której kręci się cała książka. Liczyłam na jakiś szok i wbicie w fotel, a okazało się, że nie było to nic szczególnego – ot takie rozterki nastoletniej dziewczyny. Chociaż kto wie, może znajdą się osoby, które to faktycznie ruszy głębiej, może ja się do takich nie zaliczam.

Podsumowując, powieść Lauren Barnholdt jest prostą lekturą, którą czyta się bardzo szybko – idealna na nudne jesienno-zimowe wieczory, kiedy człowiek chce się oderwać od problemów, rozluźnić i zrelaksować. Nie należy do książek trudnych w odbiorze, a rosnąca ciekawość sprawia, że chce się czytać do samego końca. Jednak uważam, że nie jest to historia, którą będzie się długo pamiętać.


 Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu:


czwartek, 1 listopada 2012

"Nevermore: Cienie" - Kelly Creagh


Zdarzyło Wam się kiedyś źle ocenić człowieka tylko ze względu na jego wygląd? Myślę, że znajdzie się parę osób, które miały taką sytuację w życiu. I jak się poczuliście, gdy okazało się, że ta osoba jest zupełnie inna niż myśleliście? Że można ją polubić, zaprzyjaźnić się… a może i poczuć coś znacznie więcej? To czasami niesamowite, jak nasze oczy potrafią się mylić i dopiero serce postrzega wszystko prawidłowo. Jednak czy bylibyście w stanie zaryzykować wszystko dla osoby, którą ledwo znacie, jednak wasze serce jej pragnie?

Isobel znalazła się właśnie w takiej sytuacji. Jeszcze nie dawno nie miała nic wspólnego z Varen’em Nethers’em, a potem wszystko uległo diametralnej zmianie. Jednak Varen zniknął. Utknął w innej rzeczywistości, gdzie sny stają się jawą. Isobel jest inna niż była kiedyś, a wszyscy w jej otoczeniu nie wiedzą dlaczego. Łamie wszelkie zasady, knuje podstępy, aż w końcu wymyka się ojcu i udaje się na cmentarz, gdzie jest pochowany Edgar Allan Poe, aby odnaleźć Reynolds’a. Isobel ma nadzieję, że dzięki niemu dowie się, co się dzieje z Varen’em. Z czasem jednak Isobel przekona się, że jej ukochany stał się jej wrogiem.

„Neremore: Cienie” to druga część serii o tajemniczym Gocie – Varenie i szkolnej cheerleaderce – Isobel. Pierwsza część mnie naprawdę oczarowała. Do tej pory bardzo miło ją wspominam i stoi sobie na półce, czekając aż kiedyś zapewne ponownie po nią sięgnę. Tak więc musiała do niej dołączyć druga część, bo przecież tej pierwszej mogłoby być smutno samej. No i jak mogłabym sobie podarować jej przeczytanie?! Nie było takiej opcji.

Czy spodziewałam się po tej książce czegoś konkretnego? Nie. Po prostu czekałam niecierpliwie, ażeby w końcu dowiedzieć się, co stało się z Varen’em, jak Isobel sobie z tym wszystkim poradzi oraz jak potoczą się losy tej dwójki. Początkowo przeraziła mnie jedna rzecz – praktycznie wszystko działo się z punktu widzenia Isobel. A ja pamiętam do tej pory moje obawy przed tą bohaterką w trakcie czytania pierwszej części. Nie będę ukrywać – byłam święcie przekonana, że Isobel okaże się pustą, rozpieszczoną dziewczyną. Jednak już w pierwszej części okazało się, że jest nieco inaczej. Natomiast tutaj… łuuhu, ogień. Isobel udowodniła mi, że jest uparta, odważna i skłonna do poświęceń. Przez całą książkę możemy odczuwać jej oddanie w stosunku do Varen’a. Oj tak, wiele zyskała w moich oczach.

Pewnie myślicie teraz, że w tej części zupełnie nie występuje Varen, prawda? No bo skoro napisałam, że wszystko tyczy się Isobel… Szczerze? Varen’a jako Varen’a może i nie jest za dużo, ale wiecie co jest w tym przypadku niesamowite? Że możemy odczuć jego obecność i wszystko to, co się z nim wiąże niemal w każdym momencie czytania. Nie wiem, jakim cudem udało się to autorce, ale chylę czoła. Nadal uważam, że postać Varen’a jest obłędna i niepowtarzalna. W tej części poznajemy także lepiej Gwen, która pomaga Isobel w odnalezieniu ukochanego. Ta dziewczyna to dopiero porządna iskra. Zdecydowanie ożywia tę powieść i sprawia, że czytelnik nie raz ma uśmiech na twarzy.

Akcja początkowo toczy się dosyć wolno i umiarkowanie, jednak już w dalszej części mknie jak szalona – czyli mamy tę samą sytuację, jaka miała miejsce w pierwszej części. Jest ona równie wciągająca, a wręcz pochłania czytelnika całkowicie – jeżeli zaczniecie czytać to od razu wpadniecie do świata powieści i ciężko będzie go Wam opuścić, nawet jeśli skończycie czytać. Ba, powiem więcej! Zakończenie sprawi, że będziecie w tym świecie jeszcze głębiej niż byliście. Nie staniecie się może Isobel, mimo że na każdym kroku możemy odczuć towarzyszące jej emocje, jednak będziecie obserwatorami, wszystko zobaczycie niesamowicie dokładnie, mimo że tylko oczyma wyobraźni. I zaufajcie mi – każde odczucia bohaterów trafią i Was!

Wciągająca, niesamowita, niepowtarzalna i tajemnicza. Taka zdecydowanie jest ta książka. Otumania nasz umysł, oczywiście w pozytywny dla czytelnika sposób. Zatracamy się w świecie snów, poszukujemy odpowiedzi i prawdy. Gdy już raz wejdzie się do tego świata, to nie chce się go opuszczać, a cała historia i styl autorki sprawiają, że powieść ta staje się tą, którą pamiętamy przez długi czas. Tak więc.. zapraszam serdecznie do tajemniczego świata jawy i snów, w którym nic nie jest tym, czym się być wydaje.



Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu:



_____________________________________________________________________
Dobra, czas się jakoś poogarniać. Denerwuje mnie fakt, że nie mam na nic czasu, nawet na wstawienie recenzji. No ale sama chciałam taki kierunek, więc nie będę narzekać. Podoba mi się, więc trzeba się pogodzić z tym, że jest zapierdziel delkatnie mówiąc.
Ale w końcu mam szybszy internet, życie nabiera nowego sensu! :D Myślę nad jakąś zmianą wyglądu tego bloga, ale za cholerę nie mam pomysłu. Jakieś propozycje? Buziaki kochani!