sobota, 29 września 2012

PRZEDPREMIEROWO: "Podzieleni" - Neal Shusterman


„Moją wolą jest, by w wypadku nagłej śmierci, moje tkanki i narządy zostały przekazane do transplantacji ratując życie innym.” – piękny gest. Gest, który może uratować życie nie tylko jednemu człowiekowi, ale nawet kilku innym. Dlatego coraz więcej ludzi podpisuje takie oświadczenie i nosi w portfelu. Ich ciało zostaje po śmierci podzielone i służy ku pomocy innym. Jednak pomyślcie sobie, co by było gdybyście zostali podzieleni za życia?

Po Wojnie Moralnej wprowadzono do prawa szereg poprawek zwanych Kartą Życia. Stanowi ona, że ludzkie życie jest nienaruszalne od momentu poczęcia do 13 roku życia. Gdy dziecko znajduje się w przedziale wiekowym 13-18 lat, jego rodzice mogą podjąć decyzję o „aborcji wstecznej”. Ich syn lub córka może zostać podzielone, jednak nie równa się to śmierci. Nie jest to morderstwo, a jedynie zmiana życia. Dzieci, które sprawiają kłopoty lub które są za mało pożyteczne zostają podzielone… Bo lepiej „być po części wielkim niż całkowicie bezużytecznym”.

Podzielonymi nazywa się wszystkie dzieci w wieku od 13 do 18 lat, które mają być poddane zabiegowi podzielenia. Podczas czytania książki Neal’a Shustermana poznajemy wiele takich dzieciaków, jednak głównie historia opiera się na trzech bohaterach – Connorze, Risie i Levie. Connor ma zostać podzielony, ponieważ sprawiał swoim rodzicom za dużo kłopotów – dlatego postanowili go odesłać. Fakt, jest trudnym dzieckiem, skorym do buntów i bójek, co jest widoczne przez całą książkę, ale on po prostu chce walczyć o własne życie i ma do tego prawo. Risa jest wychowanką domu dziecka, jednakże okazała się nie wystarczająco utalentowana, a cięcia budżetowe sprawiły, że nie było warto utrzymywać ją przy życiu. Dziewczyna godzi się na los Podzielonej, bo wie, że takie jest obecne prawo. Jest trochę nieśmiała i bojaźliwa, ale udowadnia nam, że w głębi duszy potrafi być dzielna i odporna. Natomiast Levi posiada zupełnie odmienną historię – jest dziesięciorodnym, został poczęty i wychowany w religii, która nakazuje mu zostanie ofiarą w procesie podzielenia. Uważa ten proces za dar od Boga, za coś dobrego, co pomoże mu przysłużyć się ludzkości. Jednakże zaufajcie mi – w trakcie powieści to właśnie on przechodzi najbardziej diametralną zmianę.

Los sprawia, że cała trójka trafia na siebie. Razem uciekają przed tym, co ma ich spotkać, a droga ucieczki wcale nie jest prosta. Są ścigani przez policję, nie wiedzą komu mogą zaufać, nie wiedzą, kto jest przyjacielem a kto wrogiem. Jednak wkrótce okazuje się, że łączy ich jedno – chęć przetrwania. Poznajemy także wielu innych bohaterów, a każdy z nich jest inny od poprzedniego – daje nam to kanon różnobarwnych postaci stworzonych przez autora. Muszę także przyznać, że świat, który stworzył pan Shusterman jest przerażający. Bo pomyślcie sobie, jakby to było, gdyby Wasze ciało zostało rozdzielone kawałek po kawałku, a Wy podczas tego procesu bylibyście całkowicie świadomi? Albo z drugiej strony – chcielibyście być człowiekiem złożonym z narządów innych ludzi? Tak więc na pewno powieść ta zmusza do refleksji i przemyśleń.

Po języku powieści widać, że nie jest to debiut autora. Nie jest on wyniosły czy poważny, ale to po prostu się widzi – brak prostoty i prymitywności. Nadaje to książce jeszcze ostrzejszego charakteru. Akcja jest wartka i płynna, chociaż powiem szczerze, że w drugiej części książki jest dużo lepsza. Myślę, że pierwsza połowa miała na celu wprowadzenie nas i zapoznanie się z bohaterami. Napięcie zdecydowanie wzrasta pod sam koniec, chociaż nie chcę przez to powiedzieć, że cała książka poza końcówką jest nudna i brak jej emocji. Jest wręcz przeciwnie – historia tych nastolatków zdecydowanie może nas pochłonąć, a fabuła jest moim zdaniem naprawdę wciągająca.

Myślę, że pomysł sam w sobie jest dosyć oryginalny i nawet jeżeli początkowo myślałam, że wielu rzeczy mi brakuje i jest on niedopracowany, to przy dalszym czytaniu wszelkie te wątpliwości zostały rozwiane. Autor po prostu stale wzbudza w nas ciekawość i zachęca do dalszego czytania, więc nie liczcie na to, że wszystkiego dowiecie się od razu! Nutka tajemnicy musi być. Początkowo jednak bałam się, że zagubię się nieco w akcji, ale trzecioosobowa narracja, podzielona na punkt widzenia poszczególnych bohaterów nie pozwala na zagubienie się w fabule. Ogromnym plusem jest także nieprzewidywalność – nie mamy pewności jak to się skończą lub potoczą dalej losy nastolatków, a dodatkowo wszystko urozmaicają zaskakujące zwroty akcji.

Ogółem książka mi się bardzo podobała, chociaż czuję lekki niedosyt. Nie wiem, czym jest to spowodowane, może faktycznie liczyłam na jeszcze nieco większą dawkę napięcia. Jednakże jeżeli macie ochotę na pełną akcji, przerażającą historię, która posiada momenty wbijające czytelnika w fotel to z pewnością powinniście po nią sięgnąć. Jestem pewna, że książka pochłonie Was na tyle, że po prostu wejdziecie do jej świata, może nie staniecie się podzielonymi, ale na pewno będziecie widzieć wszystko na własne oczy i odczuwać to, co w danym momencie czuli bohaterowie.


Za możliwość przeczytania książki jeszcze przed premierą serdecznie dziękuję panu Arturowi z wydawinctwa:

Premiera 17 października, a tutaj możecie obejrzeć trailer:



piątek, 28 września 2012

"Kroniki krwi" - Richelle Mead


Większość ludzi, gdy popełni jakiś błąd w życiu, stara się potem zreflektować. Nic dziwnego, czasami nasze błędy i pomyłki tak mącą nam w głowie, że po prostu musimy coś na to zaradzić. A oczyszczenie się z win jest chyba wtedy najlepszych rozwiązaniem. Dzięki temu możemy upiec dwie pieczenie na jednym ogniu – oczyszczamy swój wizerunek w oczach innych, a przy okazji pomagamy samym sobie.

Sydney Sage jest alchemiczką, od małego była szkolona do pełnienia tego zawodu. Jej głównym zadaniem jest chronienie ludzi przed wampirami, pilnuje równowagi między ich światem a światem ludzi. Jednakże przez jedną podjętą decyzję popada w niełaskę alchemików i nie ma pewności, co ją czeka. Obawia się, że zostanie wysłana na reedukację, ponieważ pomogła wampirzycy – Rose, która była oskarżona o królobójstwo. Nikt jednak nie wie, że Sydney w pewnym sensie była do tego zmuszona. Jednakże otrzymała jeszcze jedną szansę udowodnienia wierności organizacji alchemików – musi ochraniać księżniczkę Jill, na której życie czyhają zamachowcy.

Nie miałam żadnych wątpliwości co do tego, że sięgnę po tę książkę. Richelle Mead należy do moich ulubionych autorek, dlatego nie mogę sobie odpuścić żadnej jej powieści. Nie nastawiałam się na to, że książka będzie dobra – ja to po prostu wiedziałam. Myślę, że pani Mead nigdy mnie nie zawiedzie co do tego.

Główną bohaterką jest 18-letnia Sydney i to właśnie z jej perspektywy poznajemy całą historię. Sydney, która od małego była przyzwyczajana do istnienia wampirów i do praw alchemików, jej ojciec pokładał w niej wielką nadzieję. Jednak Sydney ma nieco inne poglądy niż wszyscy alchemicy, wcale nie uważa, że wampiry trzeba nienawidzić. Uznaje ich za równych sobie i stara się je zrozumieć. Autorka ponownie stworzyła ciekawą osobowość, która charakteryzuje główną bohaterkę – silna, odważna, lubiąca ryzyko i walcząca o swoje. A dodatkowo zaradna, inteligentna, rozsądna. Naprawdę bardzo ją polubiłam i nawet w wielu momentach utożsamiałam się z nią. Poza tym każdy z bohaterów jest naprawdę świetnie przedstawiony – 15-letnia nieśmiała Jill, która stara się zaadaptować w nowej sytuacji, przyjazny Eddie, irytujący Keith no i oczywiście czarująco arogancki Adrian.

Na rynku znajdziemy wiele powieści o wampirach i zapewne większość z Was stwierdzi, że ma ich dość. Myślę, że ta książka może to zmienić. Wampiry stworzone przez Richelle Mead są zupełnie inne od tych, które poznaliśmy do tej pory. Paradoksalnie powiem, że są zwyczajne i niezwykłe. Inaczej tego określić nie potrafię, ale naprawdę jest to inne i ciekawe spojrzenie na motyw wampirów w literaturze. Poza tym mamy coś nowego – organizację alchemików, co okazało się świetnym pomysłem, dobrze dopracowanym i urozmaicającym powieść.

Po raz kolejny przekonałam się także, jak świetny jest kunszt pisarski pani Mead. Jej język i styl są charakterystyczne, mimo że na pierwszy rzut oka nie wyróżniają się niczym szczególnym. Jednakże ja już wiem, że zawsze rozpoznam ten styl i będę go uwielbiać. Ta autorka jest naprawdę mistrzynią w budowaniu napięcia i wzbudzania ciekawości w czytelniku. Coś sprawia, że nie można się oderwać od jej powieści, w tym przypadku było tak samo. Jak tylko dorwałam „Kroniki krwi”, tak czytałam dopóki nie skończyłam. Akcja toczy się raz szybciej, raz wolniej, ale stale coś się dzieje. Nie ma tutaj miejsca na nudne momenty, które by nas wprowadziły w stan monotonni. Co więcej – napięcie nie rośnie dopiero na sam koniec powieści, w tak zwanym punkcie kulminacyjnym, ono jest stale i stale rośnie i maleje, żeby wzbudzić w nas coraz większą dawkę adrenaliny. Już od pierwszych stron dzieje się coś wyjątkowego, co sprawia, że od razu wczuwamy się w klimat powieści.

Podobał mi się pomysł autorki, chociaż pewnie wiele osób znajdzie powiązania do innych książek. Nawet jeśli tak, to uważam, że w tym przypadku autorka potrafiła to zamaskować i dodać wiele elementów od siebie. Spodobało mi się także to, że został wprowadzony watek tajemnicy, było nieco detektywistycznie, dzięki czemu sami mogliśmy zbierać ślady i kojarzyć fakty. Jeżeli ktoś jest w tym dobry, to na pewno część zagadki uda mu się rozwiązać, jednak nie nazwałabym tego przewidywalnością fabuły. Jest tutaj bowiem wiele zaskakujących zwrotów akcji, które potrafią wbić czytelnika w fotel. Otrzymujemy także sporą dawkę emocji – nie tylko pozytywnych, powiem odczuwamy strach, napięcie bohaterów, złość, gniew czy frustracje. Oczywiście znajdą się też takie jak chęć przyjaźni i oddania, a także wzruszenie. Nie mogło także zabraknąć sytuacji, które wywoływały uśmiech, a nawet śmiech, u czytelnika – głównym ich powodem jest na pewno Adrian Iwaszkow, którego zachowanie i wypowiedzi bywają rozbrajające.

Czy polecam? Ależ oczywiście, że tak! To zdecydowanie kolejna książka pani Mead, którą pokochałam. Tak myślę, czy znajdzie się kiedyś jakaś jej powieść, która mi się nie spodoba… Jednakże polecam wszystkim bardzo gorąco, nawet osobom, które podchodzą do niej sceptycznie ze względu na wampiry. Czyta się szybko, ponieważ jest niesamowicie wciągająca, a jestem przekonana, że spędzicie z nią miłe chwile. Osobiście nie mogę się doczekać kolejnych przygód Sydney.



Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu:

czwartek, 27 września 2012

"W otchłani" - Beth Revis


Pewnie każdy z Was nie raz zastanawiał się nad tym, jak będzie wyglądał nasz świat za 10, 20, a nawet 50 lat. Skoro technologia i nauka stale pędzą do przodu, codziennie powstają nowe ulepszenia, odkrywane są nowe rzeczy i możliwości, świat może się zmienić diametralnie. Nawet w sposób, który nie przychodzi nam do głowy. Czy będzie on lepszy, czy gorszy od obecnego? Tego dopiero się dowiemy.

Siedemnastoletnia Amy wraz z rodzicami bierze udział w wyprawie statkiem kosmicznym na nową planetę. Celem tej misji jest zaludnienie owej planety i stworzenie drugiej Ziemi. Podróż ma jednak trwać 300 lat, więc uczestnicy wyprawy zostają zamrożeni, poddają się hibernacji. Jednak pewnego dnia Amy zostaje wybudzona z tego stanu, a nikt nie wie dlaczego. „Błogosławiony” to statek pokoleniowy, a Amy znacznie różni się od pozostałych pasażerów, i to nie tylko wyglądem. Jednakże przyciąga uwagę Starszego, który kiedyś ma zostać przywódcą statku. Razem odkrywają coraz więcej tajemnic i kłamstw, które rządzą kosmicznym pojazdem, pakując się w niesamowite tarapaty.

Pamiętam, że jak zobaczyłam okładkę tej książki w sumie już dawno dawno temu, wiedziałam, że chcę ją mieć na półce chociażby tylko z powodu pięknej oprawy graficznej. Potem oczywiście przeczytałam opis i poczułam, że to może być coś wielkiego. Potem jednak o książce trochę zapomniałam, a przypomniały mi o niej same pozytywne recenzje czytelników – i w końcu oto trafiła do mojej biblioteczki domowej.

Powieść Beth Revis jest mieszanką literatury młodzieżowej i science-fiction. Znajdzie się tutaj nawet elementy detektywistyczno-kryminalny, ale przede wszystkim dotyczy ona tych dwóch wcześniejszych rodzajów. Czy to połączenie jest dobre? Ja uważam, że świetne! Bardzo lubię science-fiction, ale nigdy nie spotkałam się z tego typu książką, którą byłaby bardziej skierowana do młodych ludzi. Dlatego uważam, że pomysł pani Revis jest naprawdę strzałem w dziesiątkę. Z pewnością jest to coś świeżego, nowego i oryginalnego, co pozwala czytelnikowi poznać zupełnie inny świat, niż do tej pory. Akcja całej książki dzieje się powiem tylko w jednym miejscu – na statku kosmicznym, który został naprawdę świetnie opisany. Śmiem nawet powiedzieć, że możemy na własne oczy zobaczyć każdą ścianę i każdy przełącznik na tym statku.

„Błogosławionego” poznajemy z punktu widzenia dwójki bohaterów – Amy, dla której to wszystko jest nieznane i obce. Dzięki tej narracji sami stajemy się „intruzem” na statku i poznajemy każdy jego zakamarek. Dzięki narracji Starszego, mamy pogląd na to z zupełnie innej perspektywy, bowiem starszy wychowywał się w tym miejscu od małego. Nie zna innego życia, dla niego to wszystko jest normalnością i codziennością. Wydawałoby się, że ta dwójka bohaterów, których dzieli niemal wszystko, nie powinna sobie wejść w drogę, ale jak dobrze wiemy – przeciwieństwa się przyciągają. Razem odkrywają intrygę i spisek oraz wszelkie tajemnice, które są „paliwem tego statku”.  Oboje są uparci i zdolni do wszystkiego, aby dociec prawdy.

Muszę przyznać, że autorka znakomicie opisała dwójkę głównych bohaterów, ale także wszystkich pozostałych. Całe społeczeństwo statku dzieli się na pewnego rodzaju frakcje, każdy ma własną rolę do pełnienia. Jest to społeczeństwo bez żadnych różnic, społeczeństwo w pełni ugodowe i posłuszne dowódcy. Jednakże czy na pewno jest to sprawka cech charakteru? Może kryje się za tym coś więcej? W każdym bądź razie podział i zachowania poszczególnych ludzi są opisane idealnie. Podobnie zresztą jak wizja przyszłości. Cieszy mnie to, że autorka poruszyła motyw DNA i nauki, uwielbiam to, wiążę z tym swoją przyszłość, dlatego nawet mała drobnostka sprawia, że taką książkę polubię. Poza tym wszystko zostało opisane bardzo realistycznie, jednakże wiem, że jest to na swój sposób przerażające. A co najgorsze? Mnie to naprawdę kręci, chociaż wiem, że pewne rzeczy są niedozwolone.

Jeśli macie ochotę na oryginalną powieść i lubicie książki, które przenoszą Was do swojego świata to zdecydowanie powinniście po nią sięgnąć. Nie widzę nawet innej opcji. Fabuła jest niesamowicie wciągająca, czyta się bardzo szybko i przyjemnie, a mimo tego, że akcja pędzi umiarkowanym tempem, na pewno znajdziecie tu dawkę napięcia i emocji (chociażby przerażenie, spowodowane wizją przyszłości, którą przedstawiła autorka). Weźcie więc udział w misji „Błogosławionego” i wraz z bohaterami odkrywajcie tajemnice!

poniedziałek, 24 września 2012

"Amerykański wampir" - J. R. Rain






Wydawałoby się, że bycie matką to istna sielanka – cały czas spędza się z własnym dzieckiem, bawiąc się z nim i śmiejąc. Na pierwszy rzut oka macierzyństwo to naprawdę piękny obrazek, ale z drugiej strony to ciężka praca. Zwłaszcza, gdy się jest samotną matką. Trzeba utrzymać dom, wysłać dzieci do szkoły, pomagać im, wychowywać, być matką, przyjaciółką i nianią w jednym. Każda matka kocha swoje dziecko, więc przejmuje się jego losem i chce, żeby miało jak najlepiej… ale czasami nie wszystko jest zależne od nas.

Samantha Moon jest właśnie samotną matką. Ma na wychowaniu dwójkę dzieci, a jej były mąż niezbyt kwapi się, żeby jej pomagać. Pracuje jako prywatny detektyw, głównie w godzinach nocnych. Tak, noce są najodpowiedniejszą porą dla Sam, ponieważ Sam od 6 lat jest wampirzycą. Pewnego dnia dostaje tajemniczy telefon od małej dziewczynki, która jak się okazało zaginęła parę miesięcy wcześniej. Sam podejmuje wszelkie możliwe środki, aby odnaleźć dziewczynkę i rozwikłać tę tajemnicę. Śledztwo ujawnia coraz więcej przerażających faktów, ale są one niczym w porównaniu do nieszczęścia, które dopadło rodzinę pani detektyw. Wkrótce Sam będzie musiała dokonać wyboru pomiędzy życiem a śmiercią.

Nie będę ukrywać, że lubię motyw wampiryzmu, dlatego z chęcią sięgam po książki o takiej tematyce. Nie oczekuję od nich zazwyczaj, że będą wyjątkowe i szczególne, po prostu lubię je czytać dla odstresowania i rozluźnienia. Dlatego seria „Wampir do wynajęcia” przykuła moją uwagę już jakiś czas temu. Wiem, że nie powinno się zaczynać cyklu od środka, ale tak się złożyło, że w moje ręce wpadła trzecia część, a więc przeczytałam. Jakie są moje odczucia? Już Wam mówię.

Prawda jest taka, że czytałam już kilka książek, gdzie główną bohaterką jest kobieta-detektyw z nadprzyrodzonymi zdolnościami. Tutaj mamy kobietę-detektyw-wampira. Prawie jak mieszanka wybuchowa. Nie nastawiałam się na nic, jak już wyżej wspomniałam i myślę, że to było bardzo dobre posunięcie. Książka przypadła mi do gustu i miło mi się ją czytało. Pomysł może i nie jest oryginalny, ale jest po prostu przyjemny moim zdaniem. Powieść pisana jest prostym i przyziemnym językiem, dialogi także charakteryzują się prostotą, ale w tym przypadku prostota nie jest równa prymitywności. Taki styl i język są tu po prostu idealne, stanowią znakomite połączenie z historią i nie wyobrażam sobie, że to wszystko byłoby napisane w inny sposób. Dzięki temu książkę czyta się szybko, w czym pomagają także krótkie, lecz treściwe rozdziały.

Fabuła jest na pewno na swój sposób wciągająca – lubię wątki detektywistyczne, ponieważ dzięki nim sama czasem mogę się poczuć jak detektyw i prowadzić własne śledztwo. W tym przypadku również było to możliwe, a ze względu na pierwszoosobową narrację prowadzoną przez Sam, zżywamy się z nią, a więc jesteśmy w pewnym sensie podwójnym detektywem – jako my sami i jako główna bohaterka. I powiem Wam szczerze, że śledztwo wcale nie jest takie łatwe, jakby się mogło wydawać. Co do głównej bohaterki… jest dosyć złożoną postacią ze względu na wszystkie trzy role, które musi pełnić. Powiedziałabym nawet, że cztery – ponieważ czasem po prosty wypada być zwykłą kobietą i wybrać się z jakimś przystojniakiem na drinka. Łączy w sobie cechy takie jak odwaga, spryt, inteligencja, oddanie, widać, że zależy jej na rodzinie oraz na prowadzeniu normalnego życia – oczywiście w miarę wampirycznych możliwości. Jest postacią ciekawą, którą da się polubić. Oczywiście nie mogło tutaj zabraknąć tajemniczego przystojniaka, który pojawia się może niezbyt często, jednak potrafi nas zafascynować. Mam oczywiście na myśli Kła, powiernika Sam. Myślę, że ta dwójka ma przed sobą ciekawą przyszłość.

Wątek detektywistyczny został nieźle dopracowany, paranormalny trochę gorzej, ale w taki sposób, że nie jest go ani za dużo, ani za mało – dobra to rzecz, ponieważ na pewno nam się nie przeje. Wątek miłosny? Nie wiem, czy można go tak nazwać, nie ma tutaj ckliwych romansów, raczej momenty pożądania czy też fascynacji, ale zapowiada się na to, że wątek zostanie rozwinięty bardziej. Dobrze widoczne są emocje głównej bohaterki jako matki, której zależy na dzieciach, ale także jako kobiety, która pragnęłaby mieć obok siebie kogoś, kto stanowiłby dla niej oparcie.

Całość oceniam pozytywnie, mnie książka się spodobała i myślę, że z chęcią przeczytam wcześniejsze jak i dalsze losy Luny (czyli Sam). Nie było mi ciężko wczuć się w klimat i tę historię, mimo że nie czytałam dwóch wcześniejszych tomów, ale nadrobię to. Powieść mnie zaciekawiła i po prostu przypadła do gustu, więc trzeba nadrobić. A komu się może spodobać? Na pewno osobom, które lubią wątki detektywistyczne i takim, które mają ochotę przeczytać lekką i nieskomplikowaną powieść, która jednakże kryje w sobie nieco tajemnicy.


Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu:

sobota, 22 września 2012

"Mafia" + "Geny, komórki, mikroby"

Przestępcy istnieli od zawsze. Zawsze istnieli ludzie, którzy knuli intrygi i robili wszystko, aby zdobyć to, co chcieli. Jedni robili to uczciwie, inni trochę mniej. Przestępstwo rozwijało się od początków istnienia i rozwija się nadal. Zapewne nigdy się go do końca nie pozbędziemy, chociaż kto wie? 

Mafia zapewne wszystkim ludziom kojarzy się z Sycylią. O tak, to właśnie Włochy przychodzą nam na pierwszą myśl, kiedy pada słowo „mafia”. Może czasami także Rosja, jednak to Sycylia odgrywa tutaj większą rolę. Jednakże czytając książkę „Mafia”, która jest pracą zbiorową kilku autorów, przekonacie się, że termin ten nie dotyczy tylko dwóch wyżej wymienionych krajów. Poza Włochami obejmuje on niemal cały świat – włączając w to naszą Polskę, a także Turcję, co mnie osobiście nawet nieco zdziwiło. Dzięki tej książce zobaczyć można, jak mafia zmieniała się na przestrzeni lat i czy poszczególne organizacje różnych krajów różnią się od siebie. Japonia, Chiny, Ameryka, Europa – wszędzie znajdują się różnego rodzaju gangi czy organizacje przestępcze, z którymi policja walczy po kilka lat, czasem i tak nie umiejąc ich pokonać. 

Co mnie skłoniło do wzięcia się za tę książkę? Dziwna rzecz, ale jako mała dziewczynka grałam w grę komputerową „Mafia: The City of Lost Heaven” i od tamtej pory wszystko, co miało związek z mafią stało się moją małą obsesją. Kolejna część gry, filmy, książki. Po prostu pokochałam tą tematykę i gdy tylko znajdowałam gdzieś o tym wzmiankę, od razu zwracałam na to uwagę. Tak też stało się z tą pozycją. Poza tym na okładce znajduje się między innymi Marlon Brando, który idealnie odegrał rolę Ojca chrzestnego w adaptacji filmowej książki Maria Puzo.

Czego spodziewałam się po tej książce? Na pewno kilku słów wstępu na temat samej organizacji, na pewno historii kilku najsłynniejszych mafiosów. Jakież było moje zdziwienie, gdy zaczęłam czytać, a tam same wzmianki o Polsce, polskich przestępcach, milicji czy PRL-u. Owszem, na pewno ma to związek z mafią, bowiem w naszym kraju też ona istnieje, ale mnie zawsze interesowało bardziej wszystko to, co zagraniczne. Jednakże otrzymałam to, czego pragnęłam. Gdzieś po 50 stronach zaczęła się tematyka, o którą mi chodziło. Co tu ciekawego znajdziemy? Na pewno trochę informacji o funkcjonowaniu mafii, podział jej członków, charakterystykę mafiosów. Wiadome jest także to, że poznamy historię najsłynniejszych mafiosów takich jak Al Capone, Bestia z Corleone czy Pablo Escobara. Z pewnością znajdziecie tutaj wiele odpowiedzi i ciekawostek.

Książka ta zalicza się zdecydowanie do literatury popularnonaukowej. Charakteryzuje się też tym stylem i językiem, chociaż muszę przyznać, że jak na ten rodzaj literatury, nie jest on wcale skomplikowany. Jednakże nie dajcie się zwieść – żeby lepiej wczuć się w klimat trzeba naprawdę się skupić na lekturze, a nie myśleć o niebieskich migdałach. Wiele rzeczy jest tutaj bardzo dopracowanych i szczegółowych, np. dogłębna analiza powieści milicyjnej, dodatkowo cofamy się w przeszłość, nawet ponad 500 lat, początkowo o jakieś niecałe 100. Poznajemy historię mafii w naszym kraju, a także za granicą. Oczywiście jest to trochę skrócona wersja, bo chyba nie da się opisać tego wszystkiego w jednej książce. Jednakże na swój sposób mnie urzekłam a biorąc pod uwagę iż jeden z końcowych rozdziałów dotyczy Starożytnego Egiptu.. urzekła mnie jeszcze bardziej.

Komu mogę polecić? Zdecydowanie osobom takim jak ja, które po prostu interesują się tą tematyką i chcą sobie przeczytać parę ciekawych informacji, które stanowią pewne podstawy do dalszego rozwijania zainteresowań. Myślę także, że fani kryminałów oraz historii znajdą tutaj coś dla siebie. Poza tym poleciłabym ją także ludziom ciekawym świata – jest to na pewno coś innego, a wiele historii jest ciekawych (chociażby obyczaje mafii i zasady jej członków), czasami przerażających, ale moim zdaniem książka jest interesująca i warta chwili uwagi.



Człowiek to niby taka doskonała maszyna, a jednak ma tyle wad. Często choruje, wyskakują jakieś niedoskonałości, źle się czuje… A zastanawialiście się kiedyś dlaczego? Co takiego dzieje się w naszym organizmie, że chorujemy i co ma na to wpływ? Możliwe, że jedni tak, a inni nie. Prawda jednak taka, że nasz organizm jest naprawdę fascynującą sprawą.

„Geny, komórki, mikroby – poznać i zrozumieć człowieka” to kolejna książka popularno-naukowa, po którą zdecydowałam się sięgnąć. Od małego siedzę w takiej tematyce, pamiętam, że zawsze cieszyłam się, gdy ja umiałam wymówić słowa kwas deoksyrybonukleinowy, a inni nie. Stąd chyba wzięła się moja miłość do genetyki i nauki. Czy spodziewałam się po tej książce czegoś konkretnego? Raczej nie, po prostu bardzo mnie sobą zainteresowała i postanowiłam się przekonać, co takiego ciekawego oferuje. Nie zawiodłam się.

Co znajdziemy w tej książce? Wiele ciekawych rzeczy. Poczynając od raka, na genomie kończąc. Porusza naprawdę wiele rzeczy z dziedziny genetyki czy też samej medycyny. Dowiemy się, że nasze geny mają ogromne znaczenie w kryminologii, że tak naprawdę bardziej jesteśmy bakteriami niż ludźmi, przeczytamy ciekawą wymianę zdań na temat tego od ilu komórek zaczyna się nowy człowiek i od kiedy zarodek powinien być chroniony prawnie. Jest tu także wzmianka o żywności modyfikowanej genetycznie, znajdziemy wiele przykładów  wrodzonych wad – chociażby krótka historia dziewczynki z dwoma miednicami. Jednym słowem opisane jest tutaj wszystko to, co kiedyś ludziom wydawało się fikcją – geny, inżynieria genetyczna, badania prenatalne.

Nie ma tutaj jednego autora, jest to praca zbiorowa, którą tworzą ludzie zainteresowani nauką i podobną tematyką. Nie ma tu jednak ich opinii ani ich punktu widzenia, przedstawione są jedynie fakty. Książka jest rzeczywiście bardzo ładnie dopracowana, widać, że zostało w nią włożone wiele pracy, chociaż objętościowo wcale nie jest aż tak pokaźna. Jednakże w tym 163 stronach mieści się naprawdę spora dawka informacji i ciekawostek, a jestem pewna, że część z nich zapadnie Wam w pamięć. Zawsze można się potem pochwalić znajomością jakiejś naukowej teorii.

Nie chcę pisać więcej, co można w niej znaleźć, ponieważ jest tego naprawdę sporo. A dodatkowo wszystko jest opisane naprawdę świetnym i przystępnym językiem. To mnie bardzo zadziwiło (oczywiście pozytywnie), ponieważ rzadko można spotkać książkę popularno-naukową, w której język byłby taki przyjemny dla każdego czytelnika. Oczywiście znajdują się tutaj terminy specjalistyczne, bo nie dałoby się tej książki inaczej napisać, jednakże są one oczywiście w trakcie wyjaśniane. Dlatego każdy spokojnie sobie poradzi z jej lekturą, a przy okazji dowie się wielu nowych i fascynujących rzeczy. Za to ogromny plus!

Komu tę pozycję mogę polecić? Powiedziałabym, że osobom, które choć trochę interesują się biologią czy medycyną. Dla Was będzie to na pewno przyjemna lektura, chociaż możliwe, że nie dowiecie się niczego nowego (ale nigdy nic nie wiadomo – ja się dowiedziałam :) ). Jednakże biorąc pod uwagę to, że dotyczy ona po prostu ludzkości i człowieka oraz naszego organizmu czy chorób – a więc czegoś, co dotyczy nas wszystkich – uważam, że każdy może po nią sięgnąć, choćby z czystej ciekawości. Poza tym nie jest ona ciężka w zrozumieniu, więc możecie tylko zyskać. Polecam gorąco, mnie bardzo się podobała i myślę, że kiedyś mi się jeszcze przyda.



Za możliwość przeczytania obu książek serdecznie dziękuję wydawnictwu:


środa, 19 września 2012

"Strażniczka" - Lee Carroll


Czy kochaliście kiedyś tak mocno, że byliście w stanie za drugą osobę oddać życie? Czy w ogóle możliwe jest bycie razem, kiedy los stawia wam na drodze same przeszkody? Gdy już myślicie, że wszystko się udało, okazuję się, że się myliliście, a los z Was zakpił. A dodatkowo ma to wpływ na wiele innych rzeczy niż mogłoby się wydawać, jednym słowem – bardzo kiepska sytuacja. A Wy nadal chcecie walczyć o swoją miłość i ukochaną osobę…

Potomkini Garet James przysięgła chronić świat przed złem i strzec równowagi między śmiertelnikami a nieśmiertelnymi. Pech chciał, że zakochała się w przystojnym wampirze – Willu Hughesie, podobnie jak jej przodkini. Już raz powstrzymała świat przed zagładą, teraz jednak musi ocalić swoje uczucie. Will wyrusza do Letniej Krainy, ponieważ wierzy, że uda mu się zdjąć klątwę nieśmiertelności. Garet podąża za ukochanym i po drodze spotyka wiele intrygujących istot. Jedne są jej przychylne, drugie mniej, ale Garet nie odpuści i zrobi wszystko, aby odnaleźć ukochanego wampira.

„Strażniczka” to druga część trylogii napisanej przez małżeństwo, których pseudonimem literackim jest właśnie nazwisko Lee Carroll. Pierwsza część – „Królestwo czarnego łabędzia” – była moim zdaniem na swój sposób interesująca i czytało mi się ją całkiem przyjemnie. Byłam ciekawa jak dalej potoczą się losy Garet, dlatego też sięgnęłam po tom drugi. Z tym niestety było już trochę gorzej.

Mamy tutaj dwa rodzaje narracji – pierwszoosobową z punktu widzenia Garet oraz trzecio osobową. Ten drugi rodzaj narracji występuje w rozdziałach, kiedy wraz z Willem cofamy się o 400 lat do czasów jego śmiertelnej jeszcze młodości. Rozdziały te przeplatają się z czasami teraźniejszymi, czyli tymi, w których to Garet podąża tropem ukochanego. Historia Willa naprawdę przypadła mi do gustu i mnie zaciekawiła. Czytało mi się to znacznie lepiej niż perypetie Garet, które czasami mnie męczyły. Sama nie wiem dlaczego, ale chyba właśnie to jest powodem tego, że nieco mnie ta książka nużyła. Dobrze, więc, że została wprowadzona przeszłość Willa, to nieco mnie ożywiało.

Momentami miałam wrażenie, że autorzy chcieli napisać bardzo dobrą książkę, niemal idealną, i niestety przedobrzyli. Przeważającą większość książki stanowią opisy miejsc, sytuacji czy przemyśleń, dialogów jest naprawdę niewiele. Bywa to momentami nużące. Fakty, szczegółowe i dopracowane opisy są potrzebne, ale mam wrażenie, że w tej książce było tego za dużo. Brakowało mi dialogów, które są także potrzebne, bo potrafią równie wiele rzeczy przekazać. Momentami te wszystkie rozważania Garet były po prostu męczące, zapewne, dlatego nie czytałam tej książki jednym tchem, tylko odkładałam, co jakiś czas. Plus z tych opisów jest taki, że dobrze poznajemy świat powieści, wszelkie miejsca i charakter bohaterów.

Widać tutaj kunszt pisarski – język może i nie jest skomplikowany, ale sprawia wrażenie bardzo dojrzałego, momentami wyniosłego i głębokiego. W tej książce nie znajdziemy poczucia humoru czy śmiesznych wypowiedzi, wszystko jest raczej bardzo poważne. Wydawałoby się więc, że będzie to poruszająca opowieść o miłości. I faktycznie, jeśli chodzi o historię, która toczyła się 400 lat wcześniej, mogę przyznać, że jest to piękna i zarazem smutna opowieść o miłości, jednak, co się tyczy tej teraźniejszej to mam poważne wątpliwości – odczułam to, że jest ona sztuczna i przesłodzona. Wiele razy myślałam, że odłożę tę książkę i do niej nie wrócę, ale dobrnęłam do końca, ponieważ zdarzały się fragmenty, które mnie wciągały. Myślałam także, że nie sięgnę po trzecią część trylogii, ale zakończenie trochę mnie do tego przekonuje. Zobaczymy jak będzie.

Ogółem pomysł sam w sobie jest ciekawy i interesujący. Spotykamy intrygujące postacie z drugiego świata, który został nam bardzo wyraźnie przedstawiony. Na okładce znajdziemy informację, że jest to Urban fantasy, ale ja bardziej zakwalifikowałabym to do paranormal romance. Książka ma i plusy i minusy, czasami bywa ciężka i nużąca, ale da się przebrnąć. Czy ją przeczytacie – decyzję pozostawiam Wam. Nie chcę nikogo zmuszać ani polecać, ponieważ wiem, że może się nie spodobać przez te elementy, które mnie drażniły.