niedziela, 29 lipca 2012

"Jutro" i "Jutro 2" - John Marsden


Pomyślcie sobie, że wyjeżdżacie na parę dni ze znajomymi na wycieczkę, żeby się od wszystkiego oderwać i zabawić, a gdy wracacie nie jesteście w stanie poznać własnego miejsca zamieszkania. Wszystko wygląda niby tak samo a jednak inaczej, a Wy czujecie, że coś jest nie tak. W waszym gardle pojawia się gula, którą z trudem przełykacie… nerwy, stres, złe myśli, to oczywiste, że Was wtedy dopadną.

„Jutro” to książka o grupie nastolatków, którą właśnie coś takiego spotkało. Wyjechali na parę dni w góry, wrócili i wszystko było inaczej. Zaczęła się wojna. Ich rodzin nie było w domach, miasto było zrujnowane, zwierzęta martwe. W końcu okazało się, że wszyscy mieszkańcy są przetrzymywani na jednym terenie, a ich grupka jest jedynymi ludźmi na wolności. Teoretycznie powinni uciec z dala od wojny i tego miasta, ale nie mogli. Nie byli w stanie zostawić swoich rodzin na pastwę żołnierzy, tak więc stali się zorganizowaną grupą młodych partyzantów.

Książka jest pisana na podstawie opowiadania z punktu widzenia jednej osoby – Ellie. Jest to swego rodzaju zapis historii tych młodych ludzi, ich przygody z najmniejszymi nawet szczegółami. Już na samym początku możemy wywnioskować, że będzie to zapis pozbawiony emocji, same fakty. Jednakże mimo wszystko te emocje są wyczuwalne. Nie chodzi nawet o to, że są opisane, bo nie zawsze są, ale są w nas po prostu wzbudzane. W wielu momentach żołądek podszedł mi do gardła, poczułam się po prostu bohaterką tej opowieści i wszystko odczuwałam łącznie z bohaterami. Nie wiem, co autor zrobił, że ta książka tak na mnie zadziałała, ale uwielbiam go za to.

Pomysł w sumie dość oklepany, bo wiele jest książek czy filmów katastroficznych, jednak rzadko bohaterami są licealiści. Daje nam to możliwość zobaczenia, jak w takiej sytuacji zachowują się młodzi ludzie, a nie tylko dorośli. Pewnie wielu dorosłych myśli, że licealiści będą w takich momentach zastraszeni i nic nie będą w stanie zrobić.. niech w takim razie przeczytają tą książkę i przekonają się, że jest zupełnie inaczej! Tutaj każdy bohater zmienia się pod wpływem przeżyć i wydarzeń, a dodatkowo te 8 osób potrafi się idealnie zorganizować, wszystko zaplanować i podzielić się obowiązkami. Nie są oni może wybitnie dobrze wykreowani, jednak mamy wystarczający obraz każdego z nich.

Napięcie raz rośnie, raz maleje, wszystko w idealnym tempie. Przez jakiś czas mamy chwilę wytchnienia, a już za parę sekund ciarki przechodzą nasze ciało. Naprawdę piękne uczucie. Muszę także przyznać, że autor bardzo dobrze oddał punkt widzenia i wysławiania się licealistki. Było widać, że Ci ludzie nie są ani starsi, ani młodsi, po prostu są licealistami, których spotkało w życiu coś okropnego. Opisy są bardzo dokładne i stanowią większość książki, jednakże dialogi stanowią odpowiedniej długości przerywniki. Wszystko razem wzięte sprawia, że mamy ten świat przed oczami, widzimy każdy najmniejszy fragment lasu, pola czy innego miejsca.

Sama nie wiem jednak czego mi tutaj brakowało, bo czegoś na pewno. Może czasami było za spokojnie i za łatwo? Nie wiem sama. Coś było nie tak, ale nie jestem pewna, czy uda mi się dojść do tego, co konkretnie.
W każdym bądź razie książkę oceniam bardzo pozytywnie i cieszę się, że w końcu udało mi się ją przeczytać. Oczywiście mam w planach kolejne części, a „Jutro 2” czeka już na półce. I mam również nadzieję, że uda mi się zdobyć gdzieś adaptację filmową i ją obejrzeć.



Zapewne cudownie by było wyjechać z przyjaciółmi w góry. Stworzyć sobie mini obóz przetrwania. Nie dość, że to piękne wakacje, spędzone aktywnie na świeżym powietrzu, to na dodatek świetna zabawa. A poza tym, że zabawa, to także nauka. Nauka, która uczy zaradności, samodzielności i odpowiedzialności. Jednak to schodzi na dalszy plan prawda? Głównie liczy się dobra zabawa wśród przyjaciół. Zadziwiające, jak wspaniale brzmi coś, co może okazać się koszmarem.

Ellie wraz z przyjaciółmi wybrała się właśnie na taki mini kemping. Problem polega na tym, że gdy wrócili nic nie było jak dawniej. Więc ich „kemping” trochę się przedłużył. I zmieniło się jego znaczenie. Każdego dnia walczyli o przetrwanie, o własną ziemię i rodziny. Stali się swego rodzaju oddziałem partyzantów, mimo że byli dopiero licealistami. Jednak nie mogli się poddać. A może i mogli, ale na pewno nie chcieli. Postanowili walczyć i jak na tak młodych ludzi świetnie dawali sobie radę… ale każdy ma czasami chwile słabości.
„Jutro 2: W pułapce nocy” to już druga część fenomenalnej serii John’a Marsden’a. Seria stała się bestsellerem i nie ma się co dziwić. Teoretycznie jest to literatura młodzieżowa, a myślę, że nie jednemu dorosłemu mogłaby się ona spodobać.

Nie ma sensu pisać tutaj o stylu i języku ani o bohaterach. Wszystko jest dokładnie takie samo jak w pierwszej części, przynajmniej jeśli chodzi o te 3 punkty. Jedyne co mogę powiedzieć to to, że faktycznie widzimy jakie zmiany zachodzą w tych młodych ludziach, o których jest książka. Może nie widać tego na pierwszy rzut oka, ale po dokładniejszej analizie na pewno. Nadal bardzo podoba mi się pomysł w jaki prowadzona jest narracja. Jakby faktycznie była to opowieść spisana przez samą Ellie. Autor świetnie wczuł się w rolę nastolatki i sprawił, że my także możemy to zrobić.

Czy coś mnie zaskoczyło w tej książce? Myślę, że tak. Prawdę mówiąc sama nie wiedziałam czego się mogę tutaj spodziewać, pierwsza część była dobra, jednak czasami miałam dość tych opisów Piekła i całej reszty, trochę mnie to nudziło. Tutaj natomiast otrzymałam większą dawkę akcji, napięcia i adrenaliny. Pierwszy rozdział to drobne przypomnienie, a w kolejnych jest już akcja, akcja i jeszcze raz akcja. Cały czas coś się dzieje, rzadko możemy znaleźć spokojny moment. Nawet jeśli wszystko na chwilę zwolni, to ta chwila jest naprawdę krótka. Uważam to za duży plus i cieszę się, że autor tyle potrafił wymyśleć, żeby nie zanudzić czytelnika.

Książka jest pełna emocji. Mam na myśli zarówno te, które są po prostu opisane w tekście, ale i te, które odczuwa sam czytelnik. Czytając, czujemy to, co bohaterowie – strach, czasem zawiść, czasem niemoc. Jednak sami czujemy też coś innego – przeraża nas myśl, że coś takiego mogłoby się przytrafić nam samym. Zdajemy sobie z tego sprawę, że jest to całkiem możliwe, a wtedy czujemy się faktycznie przestraszeni.
Cieszy mnie to, że autor postanowił napisać taką serię i jako głównych bohaterów obsadzić licealistów. Pokazuje to, że ludzie w tym wieku także potrafią się bronić, myśleć logicznie i racjonalnie i są silniejsi niż by się wydawało.

Druga część spokojnie utrzymuje poziom pierwszej, a powiedziałabym nawet, że go przewyższa, a to dlatego, że dzieje się tu więcej niż w poprzedniej części, a także towarzyszy nam większa dawka emocji. Zarówno ostatnie słowa pierwszej części jak i tej sprawiły, że ciarki przebiegły mi po plecach. Coś czuję, że z każdą kolejną książką z tej serii będzie coraz lepiej, a ostatnia po prostu wbije mnie w fotel. Polecam gorąco!
 


Muszę przyznać, że w film także już obejrzałam i bardzo mi się podobał. Szkoda, że nie nakręcili kolejnych części, to by było naprawdę coś. Dobra ekranizacja książki, dobra gra aktorska. Bardzo mile spędzony czas. :D


____________________________________________________________________________

Dobra.. leci 4 dzień diety sokowej, a ja już powoli mam dość oO nie na zasadzie, że jestem głodna czy coś. Po prostu mam dziwne wrażenie, że niedlugo nie będę mogła patrzeć na marchewkę oO A to już będzie coś nie tak, biorąc pod uwagę mój wegetarianizm.
Za to Hinata powróciła całkowicie do żywych, je nową karmę specjalną (spróbowałaby nie -_- ta karma kosztowała tyle, co dwie dobre ksiażki xD). No i oznacza to jeszcze tyle, że o 4 rano miałam pobudkę na zasadzie "No pogłaszcz mnie.. no przytul mnie..".. musiała nadrobić stracone 4 dni, więc pół godziny miałam z głowy. Ale się cieszę, że moja wredna bestia powróciła :D 

piątek, 27 lipca 2012

"Rodzina Borgiów" - Mario Puzo


Władza. Ileż to już było ludzi na świecie, którzy jej pragnęli tak bardzo, że byli w stanie poświęcić dla niej niemal wszystko? Jednak czy pragnienie władzy jest czymś słusznym? Zależy jakim władcą się będzie. Poza tym, nie wolno zapominać, że są dużo ważniejsze wartości niż władza i bogactwo, które nie zawsze dają nam szczęście tak, jakby się wydawało.

Rok 1942, papieżem zostaje Aleksander VI, znany również jako Rodrigo Borgia. Ma on 4 dzieci, przynajmniej oficjalnie, które bardzo kocha, jednak nie zawaha się wykorzystać ich do własnych celów. Każde z nich jest jednak nie tylko radością papieża, ale także źródłem kłopotów. Jednakże w czasie panowania Aleksandra VI rodzina Borgiów osiąga znaczącą pozycję, zdobywają kolejne tereny, pokonują wrogów, powiększają swój majątek. Rodzinę Borgiów można spokojnie uznać za pierwowzór rodziny mafijnej, jednak czy skończy się to dla wszystkich jej członków dobrze?

Są trzy rzeczy, które skłoniły mnie do przeczytania tej powieści. Pierwsza to to, że uwielbiam twórczość Maria Puzo. Druga to zdecydowanie to, że uwielbiam serial o tym samym tytule, co książka. A trzecia.. po prostu lubię historię Borgiów, tą zwyczajną, nie z powieści. Cieszę się, że w końcu udało mi się tą książkę przeczytać, gdyż stała na półce już od jakiegoś czasu.

Głównym bohaterem jest teoretycznie sam Rodrigo, czyli papież, ale myślę, że jego syn – Cezar- także odgrywa tutaj bardzo znaczącą rolę. Rodrigo zdecydowanie pożąda bogactwa i władzy, jest bezwzględny wobec wrogów, jednakże przy tym wszystkim jest sprawiedliwy i szlachetny. Dąży do celu za wszelką cenę, czasem poświęcając nawet swoje własne dzieci, jednak widać mimo to, że bardzo je kocha i zależy im na ich szczęściu. Cóż mogę powiedzieć o Cezarze? Zarówno ten serialowy, jak i książkowy, zdobył moje serce. Ma cel, ambicje i przyszłościowe plany, jest zaradny, oddany i honorowy. Dość ciekawą postacią jest także Lukrecja, córka papieża. Myślę, że z całej rodziny to ona jest najłagodniejsza, jednak potrafi postawić na swoim. Muszę także zwrócić uwagę na jeszcze jedną postać – don Micheletto. Zarówno w serialu jak i w książce jest „człowiekiem cienia”. Podąża za rodziną Borgiów jak cień, ale tylko dlatego żeby ich chronić. Jest lojalny i oddany, i poza Cezarem jest zdecydowanie moją ulubioną postacią, zarówno tutaj jak i w serialu. Owiany tajemnicą, trzymający się na uboczu, ale bezwzględny, a czasem okrutny, w końcu wielu ludzi zginęło z jego ręki, ale jest zdecydowanie mistrzem w swoim fachu. Nie umiem do końca opisać, co mnie w nim zachwyca, ale naprawdę świetna postać!

Nie jest to książka, w której akcja toczy się super szybko, wszystko szybko się wyjaśnia itd. Poznajemy całą historię rodziny, a więc są tu i momenty spokojne i te, w których akcja pędzi trochę szybciej. Są elementy walki, przemocy, zbrodni, tajemnicy, miłości, przyjaźni, honoru, spisku. Naprawdę motywów tutaj znajdziemy bardzo wiele, a wszystkie są połączone w idealną całość. Nie będę owijać w bawełnę – ja się tą książka delektowałam i nawet nie wiecie jak bardzo żałuję, że już skończyłam ją czytać. Na pewno wrócę do niej nie jeden raz. Uwielbiam bohaterów, uwielbiam historię, którą Mario Puzo tutaj opisał, mimo że nie jest do końca zgodna z normalną historią czy z serialem.

Dlaczego jeszcze kocham książki tego autora? Dlatego, że wiele można się z nich nauczyć. Zarówno tego, jakie wartości są naprawdę w życiu ważne, jak i tego, jak sobie radzić w różnych sytuacjach. Każdy bohater uczy nas czegoś innego i z każdego w pewnym stopniu możemy czerpać inspirację. Czy rodzinę Borgiów faktycznie można uznać za pierwszą rodzinę mafijną? Mimo że nie mieli karabinów czy pistoletów,  które wybitnie pasują nam do obrazu współczesnych mafii, to uważam, że i tak ta rodzina stanowi idealny pierwowzór. W tej powieści jest to bardzo zauważalne. Naprawdę brak mi słów, żeby opisać to, jakie emocje we mnie wzbudziła ta książka. Wiele razy serce podeszło mi do gardła, wiele razy łezka zakręciła się w oku, a czasami po prostu byłam w szoku, ale był to bardzo przyjemny szok. Zdarzało mi się też nie raz uśmiechnąć do samej siebie pod nosem, głównie ze sprytu rodziny.

Czy polecam? Jak najbardziej! Wiem, że może nie każdemu styl autora się spodoba, jednak naprawdę uważam, że książka jest warta uwagi, zarówno tak, jak i inne z jego twórczości. Czyta się bardzo przyjemnie, powieść wciąga nas do swego świata, wszystko jest pięknie i dokładnie opisane. Ja osobiście jestem po prostu zachwycona!


_______________________________________________________________________________ 

Drugi dzień diety sokowej trwa :D Całkiem fajna sprawa. A w ogóle to mam ochotę pomęczyć Was zdjęciami, chociaż w sumie nie męczyć.. tylko dwa wstawię, ale poczułam taką potrzebę :D
Otóż oto pierwsze, książeczki z konkursu u Sol :) Dziękuję bardzo za drugą książkę niespodziankę :D
 

 A tutaj moja wredna bestia, która jest nadal na mnie obrażona po operacji:


Jednak była dzisiaj bardzo grzeczna u weterynarza, dostała antybiotyk, wyjął jej sączki, więc teraz tylko musi dojść do siebie do końca i będzie dobrze :D  

 

środa, 25 lipca 2012

"Dziewiąty mag" - A. R. Reystone


Czasem musimy zgodzić się na zrobienie czegoś, na co wcale nie mamy ochoty. Jednak po wielu namowach w końcu się zgadzamy, bo ciężko odmówić, a i sami po prostu wierzymy, że możemy komuś pomóc, że możemy coś zmienić… tylko co, jeśli nasza zgoda niesie ze sobą dużo większe konsekwencje?

Ariel jest dorosłą kobietą, ma dom, pracę i 10-letiną córkę – Amandę. Nie ma tylko szczęścia do mężczyzn, ponieważ jest właśnie w trakcie rozwodu z ojcem Amandy. Mimo wszystko jakoś nie narzeka na swój żywot i wiąże koniec z końcem. Ale gdy pewnego dnia małe, dziwne stworki na nią napadają a z opresji ratuje ją przystojny elf, wszystko się zmienia. Fabien próbuje skłonić Ariel, aby wybrała się z nim do równoległego świata, pełnego magii i dziwnych stworzeń. Jednak Ariel uważa, że jest on niespełna rozumu i odsyła go z kwitkiem. Jednak gdy zjawia się kolejny posłaniec, Ariel mu ulega. Dlaczego? Może z powodu jego pięknych błękitnych oczu…

Znalazłam tą książkę w dziale fantastyka. Teoretycznie wszystko się zgadza, tytuł, okładka, fragment z tyłu. A ja właśnie miałam ochotę na dobrą fantastykę z magią, smokami, walką. Niestety się nie doczekałam, przynajmniej nie w tym przypadku.

Książka ta powinna się chyba bardziej znaleźć na dziale „romanse”, bo tak na dobrą sprawę to właśnie to jest motywem przewodnim książki. Nie smoki, nie magia, nie walka – tylko ciągłe podchody do siebie dwójki bohaterów. Żeby tego było mało, oboje są dorosłymi ludźmi, a zachowują się jak rozkapryszone nastolatki. Czasem naprawdę nie da się tego zdzierżyć. Sama bohaterka zachowuje się nieraz dziecinnie, ma jakieś dziwne wybuchy i napady histerii, a Marcus jej w tym wtóruje. Fabien’a jeszcze jakoś dałam radę przeżyć, wydawał się rozsądniejszy. Poza tym bohaterowie nie są zbyt dobrze wykreowani, nie dowiedziałam się o nich nic poza tym ckliwym romansem. Zdecydowanie wielu rzeczy mi tutaj brakowało. Niby była jakaś magia, uzdrowiciele, eliksiry… ale to nie jest do końca to, co powinno być. Teoretycznie jest nawet jakiś tajemniczy spisek, ale myślę, że jest dość przewidywalny.

Ale czas na jakieś plusy. Plusem są smoki, przynajmniej dla mnie, ponieważ kocham te magiczne istoty. Sceny z ich udziałem najbardziej mi się podobały, a same postacie smoków były po prostu urocze, kochane, a czasem rozbrajające. Chochlik Jim także mi przypadł do gustu. Więc te magiczne istoty, które poznajemy są dobrą rzeczą w tej książce, przynajmniej dają nam chwilę wytchnienia od tego romansu, który przyprawiał mnie czasem o mdłości. Co jeszcze mi się podobało? W sumie chyba to, że po prostu szybko przez tą powieść można przebrnąć, szybko się czyta, bo język jest prosty, a i jak pominiemy parę zdań to nic się nie stanie. Czy świat powieści jest dobrze opisany? Całkiem nieźle, ale mogło być znacznie lepiej. Ja mam po prostu bardzo bujną i rozwiniętą wyobraźnię, więc mogłam sobie co nieco zobaczyć.

Nie wiem czy książka jest zła czy dobra, ja po prostu biorąc ją do ręki spodziewałam się czegoś zupełnie innego niż otrzymałam. Niby nie żałuję, że ją przeczytałam, bo to lekka powieść na takie rozluźnienie się. Byłam po prostu nastawiona na coś innego, dlatego ocenię ją neutralnie – chcecie to czytajcie, nie chcecie – nie czytajcie.

_____________________________________________________________________________

Moja Hinatka (kociak jakby ktoś jeszcze nie wiedział xD) miała operacje dzisiaj rano, ma dwie ranki na brzuszku, ale bardzo ładnie zaszyte. Walka o danie narkozy była masakryczna, ale daliśmy radę. Teraz sie powoli wybudza, już zdążyła się na mnie wczołgać i wtulić... kochana bestyjka, mimo wszystko. Ja oczywiście przeżyłam wszystko 3 razy bardziej niż powinnam. Ale myślę, że będzie dobrze, ba, na pewno będzie :) Jeszcze tylko za dwa dni trzeba wyciągnąć sączki, co może być wyzwaniem... ale damy radę.

poniedziałek, 23 lipca 2012

"Żelazna Córka" - Julie Kagawa

Mama nie raz powtarzała mi, że mam uważać na to, czego sobie życzę, bo mogę to otrzymać. Myślę, ze tak samo jest z obietnicami i zawieraniem umów. Czasem pod wpływem emocji czy impulsu zgadzamy się na coś, a dopiero potem zdajemy sobie sprawę z tego, co zrobiliśmy i jakie to będzie miało konsekwencje. Niby możemy udawać, że coś takiego wcale nie miało miejsca, że niczego nie obiecywaliśmy. Jednak czasami umowy są za bardzo wiążące i nie da się tego zrobić.

Meghan Chase od jakiegoś czasu przebywa w pałacu zimowych elfów, mimo że należy na dobrą sprawę do Lata. Jednakże zawarła z księciem mrocznych elfów umowę i utknęła w nie swoim świecie. Nie wie co się dzieje w świecie realnym, czas tam biegnie inaczej, nie wie, co się dzieje z jej rodziną, szkołą, przyjaciółmi. Tak więc Meghan spędza kolejne dni u królowej Mab, która nie darzy jej zbytnią sympatią. W sumie to nikt tam nie darzy jej za dużą sympatią, poza jedną osobą. Jednakże jeżeli wyjdzie to na jaw, to zarówno dla Meghan jak i dla niego będzie wszystko stracone.

Pamiętam, że pierwsza część tej serii – „Żelazny król” – oczarowała mnie. Byłam naprawdę pod wrażeniem tej książki i wiedziałam, że po kolejną część sięgnę bezapelacyjnie. Tak też się stało, mimo że trochę tym zwlekałam. Czy druga część spełniła moje oczekiwania? Ba! Co najmniej. Zachwyciła mnie jeszcze bardziej niż jej poprzedniczka, jest przecudowna!

Dokładnie 5 razy się popłakałam czytając tą książkę. Dziwne, prawda? Jednakże nie dało się inaczej. Łzy same leciały po twarzy w pewnych momentach – czy to ze wzruszenia czy też z rozpaczy. Tak więc nie muszę chyba Wam tłumaczyć jak wielkie emocje ta powieść zawiera i jakie odczucia wzbudza w czytelniku. Mimo że wiedziałam, że będzie dobrze, że znałam prawdę… pewne słowa i zachowania, głównie Asha, niesamowicie mnie dotknęły. Nie wiem czy zżyłam się z Meghan, w jakimś sensie na pewno, jednakże myślę, że to nie tylko o to tutaj chodzi. Byłam także obserwatorem i nie mogłam patrzeć na ten ból i cierpienie. Lubię główną bohaterkę, mimo że zabrała mi Asha!

Uwielbiam krainę Nigdynigdy! W każdym calu. Podoba mi się to, że Julie Kagawa stworzyła tak piękny, cudowny, tajemniczy, pełen magii i dziwnych stworów świat. Poza samym stworzeniem, potrafiła się tym z nami podzielić, przelewając wszystko na papier. Gdy czytamy, to automatycznie się tam przenosimy. I żal wracać… od tej książki nie da się oderwać, a dodatkowo żałuje się, że tak szybko się kończy… myślałam nawet jak sobie wydłużyć tą przyjemność, która płynęła z czytania jej, jednak nie udało mi się. Nie dałam rady jej odłożyć, żeby móc czytać fragmentami po trochu, no po prostu było to nie do zrobienia!

Świetne jest to, że tutaj ciągle się coś dzieje! Akcja i napięcie są ciągle, a to się rzadko zdarza. Nie ma takiej strony, na której nie działo by się coś ciekawego. Czasami serce podchodzi nam do gardła, czasami ciarki przebiegają nam po plecach, czasami czujemy ból. Wszystko to, co towarzyszy bohaterom, towarzyszy także nam. Poza tym nie ma tutaj nudy! No i sam fakt,  że wszystko, co się dzieje nie jest za proste sprawia, że książka dużo zyskuje. Są spiski, zdrady, tajemnice. Poza wartką i niesamowitą akcją jest tu także wiele niespodziewanych zwrotów akcji i zaskoczeń. Cudowna sprawa.

Nie wiem, co jeszcze mogę napisać dobrego o tej książce, i tak wyszła mi tutaj niemal oda pochwalna. Ale prawda taka, że ta książka naprawdę mnie zachwyciła! Świat, pomysł, fabuła, bohaterowie (dalej jestem ogromną fanką Grimalkina a i nowa bohaterka – Leanansidhe ma we mnie sprzymierzeńca) – te elementy są tutaj połączone w jedną idealną całość. Poza tym jak ktoś uważnie czyta to zauważy, że wiele rzeczy zostanie rozwiązanych w kolejnych częściach, których już nie mogę się doczekać.

Wiem jednak, że ta książka nie spodoba się wszystkim, więc głównie polecam ją fankom romansów paranormalnych, myślę, że ta seria stanie się jedną z Waszych ulubionych, tak jak miało to miejsce w moim przypadku! Jednak pamiętajcie, żeby nie oddawać serca elfiemu księciu… to nigdy nie kończy się dobrze… chociaż?

wtorek, 17 lipca 2012

"Night school" - C. J. Daugherty


Życie jest naprawdę ciężkie, kiedy nie wiemy komu możemy ufać, a komu nie. Życie jest ciężkie, gdy nie wiemy kim naprawdę jesteśmy. Wtedy nie możemy ufać nawet samemu sobie, no bo jak? Jednakże nikt nie mówił, że będzie łatwo, nie? Dlatego, gdy nawet wszystko w naszym życiu obraca się o 180 stopni, a my nie wiemy, co ze sobą zrobić, nie możemy się poddać. Musimy iść dalej i stawić czoła temu, co los dla nas przygotował.

Allie Sheridan była kiedyś córką idealną. Dobre oceny, brak problemów wychowawczych, dobre kontakty z rodzicami. Do czasu kiedy w jej życiu wydarzyło się coś, co wybitnie ją zmieniło. Gdy po raz 3 w przeciągu jednego roku została aresztowana, jej rodzice stracili cierpliwość. Wysłali ją do szkoły z internatem daleko od domu. Jednak Akademia Crimmeria jest inna niż wszystkie szkoły, w których Allie do tej pory była. Zero telefonów, zero komputerów, zero Internetu, mnóstwo zasad, tajemnic i dziwnych ludzi. Allie poznaje zupełnie nowy świat, jak się później okazuje – pełen tajemnic, sekretów i niebezpieczeństwa. A gdy na letnim balu ginie uczennica, Allie wie, że dzieje się coś bardzo złego – a ona jest w to wmieszana.

Powiem szczerze, że gdy zobaczyłam zwiastun tej książki to stwierdziłam, że to może być coś całkiem miłego. Poza tym spodobała mi się okładka i w sumie nawet opis. Tak więc sięgnęłam po tą książkę i początkowo byłam bardzo rozczarowana. Czytając pierwsze strony myślałam, że zwątpię i nie będę dalej czytać. No ale się nie poddawałam. Cztery pierwsze rozdziały były niczym deja vu – nowa dziewczyna trafia do szkoły z internatem, szkoła ma surowe zasady, ona jest zagubiona, jednak poznaje stopniowo innych uczniów, pojawia się przystojniak na horyzoncie… To naprawdę sprawiło, że zaczęłam myśleć, że ta książka będzie okropna. Jednak już w 5 rozdziale powoli zaczęłam zmieniać zdanie. W końcu zaczęło się dziać coś innego. 

Kolejne rozdziały były już znacznie lepsze, był jednak moment, w którym trochę się nudziłam, jednak już po nim było naprawdę dobrze. Nie było już żadnego deja vu, wręcz przeciwnie – było coś nowego, przynajmniej dla mnie. Nie wiem, czy można to zaliczyć do kryminału czy też thrillera, jest to bardziej młodzieżówka z elementami tych dwóch gatunków. No i nie ma tutaj nic paranormalnego, co niektórych może rozczarować, jednak dla mnie było to całkiem miłe zaskoczenie. Dlaczego? Bo okazało się, że można stworzyć całkiem niezłą książkę motywu paranormalnego, a takich ostatnio mało w literaturze młodzieżowej. Dlatego to może być dobra pozycja dla kogoś, kto lubi taką literaturę, jednak ma dość wampirów, wilkołaków czy upadłych aniołów.

Narracja jest trzecioosobowa, co sprawia, że nie do końca wczuwamy się w sytuację poszczególnych bohaterów i nie do końca znamy ich uczucia, myśli i emocje, jednakże możemy się z  samymi bohaterami całkiem nieźle zaznajomić. Nie są jakoś super wykreowani, ale na pewno wystarczająco. Myślałam jednak, że główna bohaterka będzie nieco ostrzejsza, skoro w opisie czytamy o aresztowaniu. Fakt, jest na pewno odważna, uparta i czasem ironiczna, ale w niektórych momentach można zauważyć, że jest po prostu zagubiona. Mamy także trochę typowych postaci jak oddana przyjaciółka, wredna dziewczyna, która nie lubi głównej bohaterki, dwóch przystojniaków.
Same opisy i przedstawienie świata książkowego, szkoły i jej otoczenia, mogłoby być zdecydowanie lepsze moim zdaniem, chociaż nie jest najgorsze. Ale uważam, że autorka mogła to lepiej dopracować.

Co jest zdecydowanym plusem tej książki? Na pewno to, że wzbudza w czytelniku sporą ciekawość. Nie dowiadujemy się wszystkiego do razu, a dodatkowo nawet ciężko jest nam się samym domyślić całej prawdy. Ta ciekawość rośnie z rozdziału na rozdział, już myślimy, że autorka wyjawi nam czym jest tytułowa „Night School”, a tu nic! To sprawia, że chce się czytać dalej, bo musimy odkryć prawdę. Na pewno są tu sytuacje nieprzewidywalne i zaskakujące. Znajdzie się także parę zwrotów akcji. Prawda taka, że nie każda tajemnica została rozwikłana, co na pewno skłoni wiele osób do sięgnięcia po drugą część – u mnie tak jest zdecydowanie. Cieszy mnie także to, że miłość zeszła w tej książce na dalszy plan, nie jest na pewno motywem przewodnim – bardziej dodatkiem i uzupełnieniem.

Czy polecam? Mimo kilku drobnych minusów i niemiłego początku, chyba tak. Książka w sumie całkiem przyjemna, zwłaszcza, gdy akcja się zaczyna coraz bardziej rozwijać. Nie zachwyciła mnie aż tak bardzo jak niektóre pozycje, ale jest dobra. Ma parę minusów, parę niedociągnięć, ale myślę, że w drugiej części będzie już lepiej.

poniedziałek, 16 lipca 2012

"Wieczni wygnańcy" - C. L. Smith


Podobno każdy z Nas ma przy sobie Anioła Stróża. Jego zadaniem jest pilnowanie nas, naprowadzanie na dobrą drogę i wspieranie. Jednak nikt go nigdy nie widział, prawda? To dlatego, że ponoć nie mogą się nam ujawnić. W sumie dziwna sprawa, skoro mają nam pomagać, to nie prościej by było gdyby siadły z nami przy herbacie i powiedziały „słuchaj, to powinieneś zrobić inaczej”? Widocznie nie… chociaż nie mam pojęcia dlaczego.

Zachariasz jest Aniołem Stróżem Mirandy. Problem polega na tym, że ją kocha, a nie powinien. Dodatkowo łamie najważniejszą zasadę – ukazuje jej się. Jednakże nie udaje mu się ochronić swojej podopiecznej, Mirandę atakuje wampir, a ona sama trafia do mrocznego świata jako wampirza księżniczka. Zachariasz został skazany na życie na ziemi, jednak ma do wykonania nową misję – pozbycie się władcy ciemności. Dodatkowo nadal chce ochronić Mirandę, której nie przestał kochać…

Sama nie wiem od czego zacząć… może od tego, że ta książka jest po prostu beznadziejna? W ogóle nie rozumiem motywu jej powstania, nie rozumiem pomysłu na fabułę, niczego nie rozumiem. I w ogóle co to ma być, że występuje tu Drakula? Bram Stoker to się chyba w grobie przewraca przez coś takiego. Nie wiem czy autorka chciała stworzyć współczesną wersję tej historii, jeśli tak, to za nic w świecie jej to nie wyszło. 

Dobra, ale teraz po kolei. Już od pierwszych stron mamy mnóstwo akcji, wszystko dzieje się bardzo szybko, za szybko. Nie mamy nawet chwili na to żeby się zaznajomić z tematem. Teoretycznie lubię, gdy już od pierwszych stron coś się dzieje, ale nie przesadzajmy. W ogóle sam pomysł jest oklepany. To też mi zazwyczaj nie przeszkadza, ale w tym przypadku jest on zrobiony po prostu bardzo schematycznie i stereotypowo. Nic od siebie autorka tutaj nie dodała. Nie mamy także pojęcia skąd się wzięły tutaj wampiry, anioły itd. W ogóle nie poznajemy niczyjej historii, one po prostu są i tyle. Po co się wysilać, żeby napisać o nich coś więcej, nie?

Bohaterowie są w ogóle tak niewyraźni, że ciężko mi cokolwiek o nich napisać. Nie umiem wymienić nawet jednej cechy charakteru kogoś z dwójki głównych bohaterów, może dlatego, że byli oni płytcy i bezpłciowi. Poza tym niesamowicie zafascynował mnie fakt, że Miranda tuż po przemianie zachowywała się tak jakby nic się nie stało. „Oh jestem wampirem? No trudno, będzie fajnie” – dokładnie coś w ten deseń. To jest jakieś nieporozumienie po prostu. Aaa i ponoć miała tu być jakaś potężna, wieczna miłość, tak? No to chyba z tym też mamy problem, bo ja jej nie zauważyłam.

Zero emocji, zero szczegółów, wszystko jest niedopracowane. Tak na dobrą sprawę można przeczytać początek, środek i koniec, bo wyjdzie na to samo, jakbyśmy czytali całość. I tak nie wiadomo kto, gdzie, z kim, po co i dlaczego. Sama sobie się dziwię, że dobrnęłam do końca tej książki. Było to chyba spowodowane jedynie tym, że po prostu pewne elementy tylko przebiegałam oczami, nawet się na nich nie skupiając. Ja nawet nie wiem czy można twierdzić, że ta książka ma potencjał.

Nie polecam nikomu, bo to jest katorga po prostu. No chyba, że macie kiepski dzień to poświęćcie godzinę, przekartkujcie ją i wyżyjcie się pisząc negatywną opinię. Ależ mnie to oczyściło. Ale żeby nie było, że ja po prostu swoją frustrację wyładowuję na tej książce. Ona po prostu jest żałosna i beznadziejna i nie chciejcie się o tym przekonywać na własnej skórze. Amen.



_________________________________________________________________________
Ależ ja się ostatnio obkupiłam, jeny oO I nie kupiłam w tym wszystkim ani jednej książki. Dziwnie mi z tym... trzeba nadrobić :D Ale jakie ładne badziki kupiłam w empiku :D A weszłam tylko po Świat wiedzy :D No ale jak je zobaczyłam to nie mogłam się powstrzymać... wzięłam tylko 3, ale chyba wrócę po więcej :)

piątek, 13 lipca 2012

"BZRK" - Michael Grant


Nanotechnologia jest dość ciekawą i bardzo przyszłościową dziedziną nauki. Ma oczywiście swoje plusy i minusy, jednak możliwości są naprawdę ogromne. Problem jednak polega także na tym, jak ją ludzie wykorzystają. Bo można ją wykorzystać dobrze, w celach medycznych chociażby, a można rozpętać nano-wojnę i to już nie będzie przyjemne…

Brat i ojciec Sadie zostali zamordowali. Sadie została ostatnią z McLure’ów, znaczy więc bardzo wiele. Została zwerbowana przez BZRK i tak na dobrą sprawę nie mogła się sprzeciwić. Noah także. BZRK stwierdziło, że skoro jego brat był dobry, to widocznie to sprawa rodzinna i Noah też będzie. Toczy się wojna, nano-wojna. Jest wszędzie, mimo że na pierwszy rzut oka jej nie widać. Normalni ludzie tego nie dostrzegą. Bo nano jest zakazane i tajne. Ale prawda jest taka, że ta wojna może mieć wpływ na całą ludzkość, bo nie wiemy co siedzi w głowie Bug Manowi, ludziom z BZRK… kto tak naprawdę jest dobry, a kto zły?

W końcu! W końcu doczekałam się książki, która mnie zachwyciła. Fakt, zazwyczaj trafiam na książki, które mi się podobają, miło się je czyta, ale ciągle czegoś im brakuje, ciągle nie czuję tego zafascynowania. Tutaj już od pierwszych stron czułam, że to będzie coś wielkiego i się nie pomyliłam. Miałam spore oczekiwania i autor mnie nie zawiódł, mimo że to dopiero pierwsza książka z twórczości Michaela Granta, jaką miałam okazję przeczytać. Jednak myślę, że na tym się nie skończy.

Pomysł jest znakomity! To coś nowego, świeżego, coś z czym jeszcze nie mieliśmy do czynienia. Potencjał ogromny, znakomicie wykorzystany. Wszystko zostało dopięte na ostatni guzik, łącznie ze szczegółami. Akcja właściwie jest ciągle, tylko że raz biegnie troszkę wolniej niż w pozostałych przypadkach. Punkt kulminacyjny osiąga oczywiście na samym końcu, gdzie dzieje się najwięcej, jednak gwarantuję Wam, że wcześniej także nie będziecie się nudzić. Autor stworzył bardzo oryginalny świat i znakomicie go nam przedstawił. Wszystko widzimy na własne oczy co osobiście uważam za cudowną rzecz, chociaż tutaj nie wszystkie sceny są piękne. Czasami są okrutne, pełne przemocy, a czasami po prostu wstrętne, chociaż zależy jak dla kogo. W każdym bądź razie świat powieści jest idealnie wykreowany.

Co mnie tutaj mile zaskoczyło? Mianowicie to, że w sumie każdy bohater, nawet ten mniej ważny jest opisany w taki sposób, że możemy go sobie wyobrazić. Dowiadujemy się czegoś w sumie o każdym bohaterze, a każdy z nich to inny, niepowtarzalny charakter. Bardzo polubiłam Sadie, obłędna dziewczyna. Pozostałych bohaterów albo się lubi albo nie, zależy ku której organizacji się skłonimy. Ciekawą postacią jest także Kaligula, chociaż nie chciałabym go chyba spotkać nocą w ciemnym zaułku. Bywa przerażający.
Książka niesamowicie wciąga! Po prostu nie da się oderwać, chcemy tylko czytać. Nie ma się co dziwić.

 Język jest niby prosty i zwyczajny, a jednak ma w sobie coś, co sprawia, że ciężko nam się oderwać i przewracamy kolejne strony. Uważam także, że świetnie zostały przedstawione uczucia bohaterów, ich ambicje i cele. Czujemy każdą emocję, która towarzyszy Sadie, Noah czy Vincentowi. Już w pierwszym rozdziale czujemy nawet szał, który ogarnia Alexa. Po prostu stajemy się członkami tej wojny, tworzymy własnego biota, którym zwiedzamy świat nano, a własnymi oczami widzimy świat makro.

Momentami książka przypominała mi „Łowcę androidów” Phillipa Dicka, ale możliwe, że będzie to tylko moje odczucie. Po prostu Sadie i bracia Armstrongowie wybitnie skojarzyli mi się z pewnymi postaciami z książki pana Dicka. Chcę także wspomnieć tutaj o okładce – teoretycznie zwyczajna, nijaka, a mimo wszystko przyciąga wzrok. Teoretycznie widzimy na niej tylko oko z jakimś dziwnym robaczkiem, a jednak idealnie oddaje to klimat książki. Nawet sam fakt iż na pierwszy rzut oka ta okładka wydaje się być za surowa, jednak właśnie taki jest świat nano – surowe reguły, których nie można łamać.

Komu mogę polecić? Każdemu! Uważam, ze każdy kto ma ochotę na naprawdę dobrą, wciągającą i porywającą historię powinien tą książkę przeczytać obowiązkowo! Ja na pewno do niej kiedyś wrócę, a mam wrażenie, że ta seria stanie się jedną z moich ulubionych.

wtorek, 10 lipca 2012

"Malując przyszłość" - Louise L. Hay i Lynn Lauber

Klik

„Raz na wozie, raz pod wozem” – to dość znane przysłowie. Czasami w przeciągu chwili możemy stracić wszystko to, co do tej pory mieliśmy. Nasze życie może zmienić się o 180 stopni i to nie zawsze jest zależne od nas. Jednak gdy cały świat zaczyna się walić, czy my sami mamy się poddać? Jasne, poddawajcie się, tak jest najłatwiej. Ale nikt nie mówił, że będzie łatwo. Nie wolno się poddawać, pamiętajcie o tym, nawet jakby nie wiem jak źle było.

Johnatan Langley jest znanym i szanowanym malarzem. A właściwie to był. Bo odkąd choroba pozbawiła go wzroku, Johnatan nie odnosi już sukcesów, nie udziela się towarzysko, nie maluje. Został samotnikiem, który nie wychodzi z domu, izoluje się od całego świata, przeklina, pali. Jednym słowem wszystko nie tak jak powinno być. Jednak jego 11-letnia sąsiadka Lupe stara się go zmienić. Wprowadza stopniowo radość do jego życia, zmienia malarza na lepsze. Jednak czy uda jej się to całkowicie?

Nawet nie wiem od czego zacząć jeśli chodzi o tą książkę. Po pierwsze, nie spodziewałam się, że to będzie swego rodzaju powieść, myślałam bardziej o poradniku. Było to jednak miłe zaskoczenie. Książka nie jest pokaźnych rozmiarów, ma powiem 120 stron. Ale wiecie co jest niesamowite? Że w tak małej, cienkiej i niepozornej książeczce mieści się tak wiele i jest ona tak bardzo znacząca!

Stopniowo widzimy zmiany jakie zachodzą w głównym bohaterze dzięki obecności Lupe. Z dnia na dzień Johnatan staje się lepszym człowiekiem, zaczyna wierzyć w to, że może być lepiej i wcale nie trzeba zamykać się na świat. Jego zmiana jest bardzo dobrze widoczna, nie da się jej nie zauważyć. Początkowo jest niesamowicie zrzędliwy, nie przepada za Lupe, która gra mu na nerwy, a z czasem nazywa ją swoją przyjaciółką. Trzeba przyznać, że Lupe jest niesamowitą postacią, jest niemal aniołem, który pomaga ludziom, niezależnie od wszystkiego. Jest pełna radości, miłości i bezinteresowności. Nic nie wytrąca jej z równowagi, a co najważniejsze – dziewczynka potrafi wybaczać. Jest naprawdę cudowną postacią, od której każdy powinien się uczyć. 

Trzeba przyznać, że ta książka uczy nas mnóstwa rzeczy: oddania, przyjaźni, miłości, wybaczania, pomagania innym, pozytywnego myślenia, wiary. Niesamowite, że w tak małej ilości tekstu to wszystko zostało zawarte. Dodatkowo jest to książka wzruszająca, wzbudza w nas niesamowite emocje. Nie ukrywam, że się popłakałam po skończeniu jej. Poza tym już samo czytanie sprawia, ze coś w nas pęka, po prostu czujemy, że do tej pory robiliśmy pewne rzeczy nie tak jak powinniśmy. Już przez samo przeczytanie tej książki zmienia się trochę nasze nastawienie.

Zakończenie jest nie tylko zaskakujące, ale także pełne nadziei. Udowadnia czytelnikowi, że wiara i zachowanie radości życia potrafią czynić cuda. Najlepszym przykładem na to jest właśnie Lupe, ale także Johnatan, który stał się zupełnie innym człowiekiem, dzięki obecności tej małej dziewczynki w swoim życiu. Myślę, że książka wielu ludziom pomoże odnaleźć to, czego w życiu szukają. Pozwoli im zobaczyć, jakimi ludźmi powinniśmy być niezależnie od wszystkiego. Polecam gorąco, ponieważ książka jest niesamowita.


Za książkę dziękuje wydanictwu:

Dodatkowo zapraszam tutaj >>klik<< na poznanie 'głębokiej prawdy' i innych cudów :)



czwartek, 5 lipca 2012

"Lare i t'ae" - Eleonora Ratkiewicz + 11 pytań


Penie wielu z Was powiedziało sobie kiedyś, że zostanie prezydentem i wtedy wszystko w naszym kraju będzie wyglądało lepiej. Łatwo się mówi, trudniej się robi. Bycie dobrym politykiem i władcą jest naprawdę ciężką sprawą. Trzeba wiedzieć ,co będzie dla kraju i mieszkańców najlepsze, trzeba być asertywnym, umieć dyplomatycznie odmawiać, przemawiać, trzeba podpisywać ważne dokumenty… a jaka odpowiedzialność! Nawet nie chcę o tym myśleć.

Lermett niedawno został królem Najlisu. Nie ma się co dziwić – był następcą tronu, ale trzeba mu przyznać, że jest znakomitym dyplomatą i politykiem. Oczywiście ma swoich doradców i przyjaciół, bez których za wiele by pewnie nie zdziałał. Zarówno Najlis jak i reszta królestw zapomniały czym jest wojna. Już bardzo długo panuje spokój i dostatek. Wkrótce jednak okazuje się, że królestwom grozi susza. I to nie taka na kilka miesięcy, czy parę lat… nie. Susza, która trwałaby setki lat, a to oznacza jedno – zagładę. Głód, wojna, zawiść – to wszystko stanowi przyszłość, chyba, że Lermettowi uda się pogodzić wszystkich władców.

Powiem szczerze, że po przeczytaniu opisu na okładce spodziewałam się tutaj czegoś innego. Myślałam, że będę czytać o obmyślaniu strategii, sztuce dowodzenia, pojawią się pojedyncze sceny walk, może jakiś spisek. W sumie jednak dostałam coś innego, z jednej strony przyjemnego, z drugiej.. hmm dziwnego.

Pomysł na fabułę mi się mimo wszystko spodobał. Lubię książki, w których mamy do czynienia z kilkoma królestwami, ze spotkaniami władców i z różnymi rasami. W książce „Lare i t’ae” poznajemy (poza ludźmi oczywiście) elfy, krasnoludy, a i nawet mag się znajdzie. Akcja toczy się bardzo swobodnym i spokojnym tempem, nie ma tutaj niestety za dużo napięcia, jest to książka bardziej spokojna. Chociaż był taki moment, że akcja potoczyła się nieco szybciej – właściwie było to jakieś 120 ostatnich stron. Tam działo się znacznie więcej niż w poprzednich fragmentach, wzbudzało na pewno dużo większą ciekawość czytelnika.

Nie ma tutaj jednego głównego wątku. Fakt, niby wszystko toczy się wokół spotkania władców w celu zapobiegnięcia zagładzie, jednak tak naprawdę mamy tutaj wiele innych motywów i żaden nie wychodzi do przodu przed inne. Rozterki miłosne bohaterów, romanse, przyjaźń, a i pojawia się także spisek. Z jednej strony jest to dobry zabieg, ponieważ czytelnik nie nudzi się czytając ciągle o jednym i tym samym, z drugiej jednak strony odnoszę wrażenie, że było tego za dużo i można się było trochę pogubić przez te przeskoki z jednej sytuacji w drugą. Język jest teoretycznie prosty, jednak jest w nim coś takiego, że musimy być skupieni na lekturze, bo inaczej bardzo szybko nie będziemy wiedzieli, co się stało i co przegapiliśmy.

Bohaterów jest sporo, więc nie każdy jest bardzo dobrze przedstawiony. Można niby w każdym zauważyć jakąś jego szczególną cechę, ale ogólnego zarysu charakteru już nie. Niektórych można jednak nawet polubić. Ja osobiście polubiłam krasnoluda, a normalnie za nimi nie przepadam. Powiedziałabym, że można by tą liczbę bohaterów zmniejszyć, jednak należy pamiętać, że sprawa dotyczy 8 królestw, więc musimy mieć do czynienia z ich przedstawicielami. Dobrą rzeczą jest to, że poznajemy po części historię każdego z nich, wiemy kto skąd pochodzi. To autorka bardzo dobrze dopracowała, cieszę się, że nie zrobiła tego „na odczep się”. W ogóle muszę przyznać, że wiele rzeczy jest tutaj dopracowanych bardzo szczegółowo.

Na pewno nie jest to książka lekka na jeden wieczór, o nie. Nie możecie jej szybko przelecieć wzrokiem. Tutaj trzeba się w to po prostu zagłębić, żeby cokolwiek z tej książki wynieść i zrozumieć. Powiedziałabym, że jest trochę trudna w odbiorze, chociaż to nie do końca dobre słowo. Jednak jeżeli ktoś lubi wielowątkową fabułę, elfy, romanse, jednak nie te ckliwe, spiski, i ogólnie tego typu książki to polecam, myślę, że będzie zadowolony.
 

Za książkę dziękuję wydawnictwu:


__________________________________________________________________________
A teraz zabawa w 11 pytań :)

Pytania od GumcioBook

1. Paryż czy Rzym?
Rzym
2. Kisiel czy budyń?
Kisiel
3. Koncert czy teatr?
Teatr
4. Barok czy romantyzm?
Romantyzm
5. Ciastka czy cukierki?
Ciastka
6. Komiks czy książka?
Książka
7. Czytanie nocą czy za dnia?
Za dnia
8. Polsat czy Tvn?
Tvn
9. Kolorowy czy czarno-biały?
Czarno-biały
10. Dom czy podwórko?
Podwórko
11. W Polsce czy za granicą?
Za granicą

Pytania od Jane:

01. Horror czy książki obyczajowe?
Horror
02. Powieść czy zbiór opowiadań?
Powieść
03. Laptop czy komputer stacjonarny?
Laptop
04. Recenzja czy opinia?
Opinia
05. Forum czy portal?
Forum
06. Lubimy Czytać czy Na kanapie?
Lubimy czytać
07. Twarda czy miękka okładka?
Z wyglądu - twarda, z wygody - miękka
08. Książka krótka czy „cegła”?
Cegła
09. Film czy książka?
Książka
1o. Teatr czy kino?
Teatr
11. Kuchnia włoska czy polska?
Polska


Wybaczcie, że sama nie wymyślę pytań, ostatnio mam jakieś mało kreatywne i mało myślące dni... i śpiące. A dodatkowo boli mnie gardło i ciągle jest gorąco... Masakra.

wtorek, 3 lipca 2012

"Cena krwi" - Tanya Huff


 
„Są rzeczy na niebie i ziemi, o których nie śniło się waszym filozofom...” jak to pisał William Shakespeare. Coś się kryje za tymi słowami, to pewne. Bo czy mamy pewność, co nas otacza na co dzień? Tak do końca to nie. Czasami nawet nie możemy ufać samym sobie, a co dopiero otoczeniu…

Vicki Nelson pracowała jeszcze niedawno jako policjantka, jednak musiała zrezygnować z tego zawodu z przyczyn zdrowotnych, aktualnie pracuje jako prywatny detektyw. Pewnego razu usłyszała krzyk w metrze i oczywiście pobiegła sprawdzić, co się stało, mimo że rozum podpowiadał jej zupełnie co innego. Niestety widok nie był zbyt piękny. Jedyne co Vicki zobaczyła, to ciało biednego chłopaka i nic nie mogła już dla niego zrobić. Po tym incydencie pojawiały się kolejne. Wszystkie ślady wskazywały na jedno – atak wampira, ale kto dzisiaj wierzy w wampiry? Vicki wie, że coś jest nie tak. Wie, że nie powinna się mieszać w tą sprawę, bo nie jest już policjantką. Ale nie może tego tak zostawić… Tak więc łączy siły z Henrym Fitzroyem, który jakby nie patrzeć, pasuje w pewnym sensie do opisu zbrodniarza…

Niech zgadnę.. macie dosyć książek o wampirach, prawda? Wiedziałam, że tak. Ale gdybym Wam powiedziała, że Tanya Huff stworzyła nieco inną powieść o wampirach? To pewnie byście zapytali: „Co nowego można stworzyć z wampirami?”. Hmm, jak widać coś jednak można. Można połączyć kryminał z motywem wampirów i jak się okazuje wychodzi z tego nawet niezła opowieść, mimo że momentami wydaje nam się znajoma.

Nie będę ukrywać, że głównym wątkiem jest tutaj zbrodnia i popełniane morderstwa. Nie oczekujcie ckliwego romansu od tej książki. Zdziwieni? Zazwyczaj jak mamy wampira to mamy także zakazaną miłość, prawda? No to Was zdziwię moi drodzy, nie w tej książce! Może minimalnie można zauważyć chemiczne przyciąganie w paru momentach, ale jest tego niewielka, bardzo niewielka ilość. Głównie skupiamy się tutaj na motywie zbrodni, która jest rozwiązywana przez całą książkę. Już od pierwszych stron sporo się dzieje – autorka postanowiła nie czekać, pierwsza scena, a my już mamy trupa. Czy to dobry pomysł? Myślę, że tak. Szybciej wczuwamy się w klimat, książka już od samego początku nas wciąga, bo przecież musimy się dowiedzieć, kto zabił.

Dobrą rzeczą jest to, że pani Huff nie od razu ujawniła nam kto jest mordercą. Sami się możemy zacząć domyślać i składać własne poszlaki, i myślę, że niektórym uważnym czytelnikom się to uda. Jeśli chodzi o tempo akcji to jest ono umiarkowane, nie licząc początku i końca książki. Właśnie w tych momentach napięcie jest zdecydowanie największe. Język nie wyróżnia się niczym szczególnym, więc nie będę nic o nim więcej pisać, wspomnę tylko, że książkę czyta się szybko.

Chciałabym się jednak skupić na bohaterach, głównie na Vicki i Henrym. Nic dziwnego, że ta dwójka jest opisana i przedstawiona najlepiej, w końcu to w sumie główni bohaterowie. Zdecydowanie polubiłam Vicki, która jest twardą i odważną kobietą, lubiącą postawić na swoim. Henry’ego polubiłam na pewno za honor. Jednak najmilszym zaskoczeniem jest dla mnie to, w jak znakomity sposób autorka opisała bohatera – psychopatę. Nie zdradzę Wam jego imienia, bo to może odebrać przyjemność czytania, jednakże tutaj chylę czoła. Idealne wypowiedzi, idealne odczucia – po prostu całkowita psychologia psychopaty jest opisana w tej właśnie książce. Za tą postać ogromny plus! Jestem pod wrażeniem.

Zauważyłam jednak parę niedociągnięć – głównie to, że czasami możemy się zagubić w akcji, wszystko dość szybko przeskakuje z jednego miejsca w drugie i może nam to sprawić kłopot, jeżeli nie będziemy wystarczająco skupieni. Początkowo nie rozumiałam też wplatania w tą historię wampirów, ale z czasem zrozumiałam. Książki tej nie można też porównywać z typowymi, mocnymi kryminałami - to jest taki lekki kryminalik raczej.

Książka nie porwała mnie całkowicie, ale przeczytanie jej było na pewno mile spędzonym czasem. Więc jeżeli macie ochotę na coś nowego w kontekście wampirów, to polecam. Poza tym miła pozycja na jakiś samotny wieczorek.




Za książkę dziękuję wydawnictwu: 


niedziela, 1 lipca 2012

"Dar" - Alison Croggon + The Book That Can't Wait


Jakże wielu z Nas nie zna tak naprawdę swojego przeznaczenia i możliwości. I jakże wielu z Nas tak naprawdę nigdy go nie poznaje… A teoretycznie byłoby wtedy dużo prościej, prawda? Wiedzieć, co ma się do zrobienia w tym życiu, jak należy to zrobić i kiedy. A może wcale nie byłoby tak łatwo?

Maerad jest 16-letnią dziewczyną, która żyje w Gilmanowym Siole. Jako mała dziewczynka została porwana ze swojego prawdziwego domu i została niewolnicą. Nie ma pojęcia, jak wielka moc w niej drzemie. Uświadamia jej to dopiero Cadvan, wielki bard, który przypadkiem trafia do miejsca jej pobytu. Maerad decyduje się uciec wraz z Cadvanem i poznać swoją prawdziwą historię oraz nauczyć się posługiwać swoim Darem. Jednakże przed nimi droga pełna niebezpieczeństw, pułapek, tajemnic, ale także zaskoczeń – raz miłych, a raz nie.

Dawno nie czytałam żadnej książki o podobnej tematyce, toteż może właśnie dlatego ta mi przypadła do gustu. Nie będę ukrywać, że na początku było mi nieco ciężko wczuć się w tą historię. Pierwsze strony ciągnęły się niemiłosiernie i już myślałam, że sobie daruję. Jednak, gdy już przez nie przebrnęłam, było coraz lepiej. Z każdym kolejnym rozdziałem, z każdą kolejną stroną, zagłębiałam się tą powieść coraz bardziej, aż ciężko mi się było od niej oderwać.

Książka ta jest dosyć pokaźnych rozmiarów i muszę szczerze przyznać, że nie czytało jej się bardzo szybko. Na całe szczęście. Można się było delektować. Akcja toczy się w umiarkowanym tempie, momentami znacznie przyspiesza, zwłaszcza pod koniec, gdy osiąga niemal punkt kulminacyjny. Jednakże autorka pisze w taki sposób, że czytelnik ma czas na przeanalizowanie całej sytuacji i na własne przemyślenia. Język nie jest prymitywny, jest na swój sposób bardziej dojrzały i głęboki. Nie mam tu na myśli tego, że jest jakiś szczególnie wyszukany i wyniosły, jednak na pewno nieco inny niż w niektórych książkach.

Wszystko jest opisane w sposób dokładny, widać, że autorka włożyła niesamowite serce w tą historię! Wszystko dopracowała, stworzyła nowy świat, nie powiem, że na miarę Tolkienowskiego, bo do tego brakuje, jednakże jest to na pewno świat pełen magii, przygód, tajemnic, do którego można się bardzo przywiązać. Dodatkowo zżywamy się z bohaterami, dzięki czemu przeżywamy każdą przygodę razem z nimi, a jest to naprawdę niesamowite. No właśnie, co do bohaterów… Są wystarczająco dobrze wykreowani, każdy z nich stanowi inną, interesującą osobowość. Ciężko nie lubić głównych bohaterów, a nawet niektórych bohaterów drugoplanowych. Dodatkowo widać, jak Maerad zmienia się podczas całej podróży.

Czy są emocje i napięcie?! Owszem! I to całkiem sporo. Są także elementy zaskoczenia, które potrafią nam dać w kość. Wielu rzeczy bym się nie spodziewała, ale cieszy mnie to, że autorka niczego bohaterom nie ułatwiała i zawsze pojawiały się jakieś komplikacje. Nie lubię jak wszystko jest takie proste i zwyczajne. Napięcie i akcja oczywiście są momentami, jednak nie przez cały czas.

W książce zawarta jest też mapka, co osobiście uwielbiam! Zawsze mam sporo radości, gdy mogę śledzić podróż bohaterów palcem na mapie. No i dodatki, w których możemy poznać język, kulturę i historię tego niesamowitego świata. Za to ogromny plus!

Książkę oczywiście polecam, bo jakżeby inaczej. Myślę, że spodoba się fanom takich powieści, a może i nie tylko. Ja z całą pewnością sięgnę po kolejne części przygód Maerad i Cadvana.




 _____________________________________________________________________________
A teraz druga część tytułu: The Book That Can't Wait - Książka, która nie może czekać.
Otóż dostałam od kolegi filmik, którym się z Wami tutaj również podzielę:
 
W skrócie chodzi o to, że stworzono książkę, która "znika", a dokładniej znika w niej  tekst, dwa miesiące po tym jak się ją otworzy. Chodzi o to, że są drukowane za pomocą specjalnego duszu, który zaczyna niknąć w kontakcie z powietrzem i światłem. Niby ma to pomóc wydawcom w sprzedaży i zarabianiu itd...

Moje zdanie jest takie, że ten pomysł jest idiotyczny i dziwie się, że znalazł poparcie wśród krytyków i dziennikarzy. Bo po co mi książka, do której potem nie mogę wrócic? Cena pewnie też będzie adekwatna do "bajeranckiego" tuszu... I co ja potem niby zrobię z okładką i pustymi stronami?

Ciekawa jestem czy komuś z Was ten pomysł się podoba?



A i ponieważ teraz pewnie zaczną się pojawiać recenzje "Dotyku Julii" i wiele osób będzie myślalo, czy czytać, czy nie.. to podaję Wam link do mojej opinii, jeszcze z lutego :)
>> Dotyk Julii