"Numery. Czas uciekać" i "Numery. Chaos" - Rachel Ward


Ponoć są na świecie ludzie, którzy mają dar. W sumie wiele rzeczy można uznać za dar od sił wyższych, nie tylko jakieś zdolności parapsychiczne, ale także talent do rysowania, tańca czy śpiewu. Jednak nie da się ukryć, że to te pierwsze robią na ludziach największe wrażenie, a czasami wzbudzają zazdrość. Jednak ludzie zapominają o tym, że dla osoby, która ten dar posiada, może on być zarówno darem jak i przekleństwem.

Gdy piętnastoletnia Jem spojrzy na człowieka, widzi jego numer. I to nie byle jaki numer, bowiem jest to data jego śmierci. Wiedziała kiedy jej matka umrze, wie kiedy umrą ludzie, których mija na ulicy, wie, kiedy zginą ludzie w ataku terrorystycznym. Numery są wszędzie, a ona nie może się ich pozbyć, co więcej – nie może nikogo uratować. Przez swój dar wpada w poważne kłopoty i wraz z nowym przyjacielem ucieka z dala od Londynu. Ucieka przed innymi ludźmi, przed policją, a nawet przed sobą samą.

Tak na dobrą sprawę nie byłam do końca pewna czego się spodziewać po tej książce. Czytałam wiele pozytywnych opinii, więc gdy zobaczyłam ją na półce w bibliotece pomyślałam, że spróbuję i przekonam się na własnej skórze cóż to za książka. Nie nastawiałam się na nic szczególnego, w sumie nie miałam żadnych wymagań i może właśnie dlatego książka mi się spodobała. Chyba muszę mieć takie podejście do wszystkich, bo potem narzekam.

Narratorką powieści jest piętnastoletnia Jem, która widzi daty śmierci ludzi. Jej matka zmarła, gdy dziewczynka miała 7 lat. I tutaj pojawia się nam już pierwszy głębszy problem poruszany w tej książce – czym jest śmierć matki dla dziecka, a dodatkowo przestroga przed narkotykami. Dzięki temu rodzajowi narracji lepiej poznajemy Jem, która faktycznie momentami zachowuje się jak zwykła nastolatka, ale zdarzają się momenty, w których zapominamy o wieku głównej bohaterki, ponieważ zachowuje się dojrzalej niż nie jeden dorosły. Dzięki temu możemy lepiej zrozumieć jej myśli i wybory, których dokonuje. Postać Jem jest bardzo dobrze wykreowana, podobnie jak postać Pająka. Ta dwójka może zdobyć sympatię czytelnika, mimo głupich zachowań i przekleństw, których często używają. Gdy się im bliżej przyjrzymy możemy zobaczyć tak naprawdę dwójkę zagubionych nastolatków, którzy nie umieją sobie radzić z problemami i własnym życiem, ale nie są to problemy typu „chłopak mnie rzucił”.

Największym plusem tej powieści jest to, że stale coś się dzieje, akcja mknie do przodu, ale przy tym wszystkim mamy jakąś chwilę na własne przemyślenia i refleksje. Napięcie ciągle rośnie, wzbudzając w nas coraz większą ciekawość. Było tutaj wiele momentów, podczas których ciarki przeszły całe moje ciało. Nie mówiąc już o samym zakończeniu, które było naprawdę niesamowite, chociaż smutne, to nawet na początku czy w środku książki były właśnie takie „ciarkowe” momenty. Książka jest na pewno nieprzewidywalna, ponieważ ciężko jest się domyślić co się stanie, jakie będzie zakończenie, jak potoczą się losy Jem i Pająka. Myślę, że znajdzie się tutaj wiele rzeczy, które Was zaskoczą, podobnie jak mnie.

Podoba mi się sam pomysł autorki, której wcześniej nie zdałam, a także wykonanie. Widać pewne niedociągnięcia, czegoś mi tu minimalnie zabrakło, ale są to naprawdę drobne minusy, które nie wpływają na całość. Język jest raczej skierowany do młodzieży, chociaż twierdzę, że ta książka nie jest zwykłą powieścią dla nastolatków. Mimo że Jem sama ma 15 lat, to wiele starszych osób może się z nią utożsamić i myślę, że książka im się spodoba. Czasami widuję, że wiele osób taki wiek bohaterów odpycha, jednak w tym przypadku nie należy się tym sugerować. Poza tym książka jest naprawdę głęboka, porusza niebanalne tematy, nawet nie trzeba jej dogłębnie analizować, żeby to dostrzec. Niektóre wypowiedzi bohaterów może były zbyt kolokwialne i prymitywne, ale w końcu to tylko dwójka dzieciaków, więc może autorka zrobiła to specjalnie.

Książkę polecam jak najbardziej, nie tylko osobom w podobnym wieku, co główna bohaterka, ale wszystkim, którzy lubią napięcie, nieprzewidywalność i zaskakujące zwroty akcji. Uważam, że jest to książka godna przeczytania i polecenia, myślę, że nawet kiedyś do niej może powrócę, ale póki co muszę zdobyć kolejne części.



Czy jedna osoba może zmienić cały świat? Pewnie nie. Ale może to zapoczątkować i pociągnąć za sobą tłumy, pod warunkiem, że potrafi. Jednak mówi się, że nawet machnięcie skrzydłami przez motyla w Azji może wywołać huragan w USA. Więc może tak samo jest z ludźmi? Może jeden mały człowiek zmieniając czyjeś życie, zmieni całą resztę?

Adam podobnie jak jego matka widzi daty śmierci ludzi. Ostatnio coraz częściej widuje datę 1 stycznia 2027. Wie, że wtedy stanie się coś złego. Widzi gruzy, wodę, ogień… widzi jak wszędzie panuje chaos. Jednym słowem w Nowy Rok stanie się w Londynie coś okropnego, zginie mnóstwo ludzi. Jednak co Adam może z tym zrobić? Nie może nikomu powiedzieć, bo uznają go za szaleńca. Nie może tego powstrzymać, no bo jak? To wszystko zaczyna go przerastać. Chciałby wierzyć, że jego „dar” może coś zmienić, może komuś pomóc. Ale niestety, szczerze w to wątpi.

„Numery. Chaos” to druga część bestsellerowej trylogii Rachel Ward. Ponieważ pierwsza część niezmiernie mnie poruszyła i przypadła mi do gustu, od razu sięgnęłam po kolejną. Liczyłam na to, że będzie równie dobra, co pierwsza, a może nawet lepsza? Lepsza może nie była, ale spokojnie dorównała i utrzymała poziom poprzedniczki.

W pierwszej części poznaliśmy Jem – piętnastolatkę, która musiała uciekać przez coś, czego nie zrobiła. W części drugiej poznajemy jej syna – Adama. Adam ma 16 lat i mieszka razem ze swoją babcią – matką jego ojca. Od małego widzi numery, podobnie jak jego matka. Uważa to za przekleństwo, nienawidzi ich. Jest zbuntowany, porywczy i uparty – podobnie jak jego rodzice. Chce coś zmienić, chce ocalić ludzkie istnienie, tak jak jego matka. Czy mu się to uda? Przekonajcie się sami. Drugą osobą, którą poznajemy jest Sara – 16-letnia dziewczyna, która ucieka z domu. Ma ku temu swoje powody – wkrótce urodzi dziecko, a nie chce żeby jej rodzina, a zwłaszcza ojciec, mieli z nim cokolwiek wspólnego. Narracja jest podzielona na punkty widzenia każdego z tej dwójki bohaterów, tak więc każdego z nich poznajemy osobno, mimo że ich drogi się wkrótce spotykają.

Pomysł nadal uważam za bardzo oryginalny i dobrze wykonany. Tym razem autorka poszerzyła horyzonty, przedstawiając nam nową bohaterkę z nowymi zdolnościami. Akcja nadal toczy się bardzo szybko, nie pozwalając się nam jednak zagubić. Od pierwszej strony jesteśmy trzymani w napięciu, aż do samego końca. Stale się coś dzieje, autorka zadbała o to, żeby czytelnik się nie nudził. Ciągle daje mu nową dawkę emocji, przygód i akcji. Nadal wiele rzeczy potrafi nas zaskoczyć czy zdziwić, i nadal mamy nadzieję na to, że bohaterom uda się przechytrzyć przeznaczenie. Przeżywamy wszystko razem z nimi, wszystko widzimy ich oczami, a widoki te są naprawdę niesamowite.

Ciężko się nie wciągnąć w czytanie tej książki. Jest bardzo dobrze napisana, ciekawa, momentami ostrzejsza, nie tylko jeśli chodzi o język. Wzbudza w nas zainteresowanie i porywa nas całkowicie. Ja pochłonęłam ją w niespełna 3 godziny. Po prostu nie mogłam się oderwać, leciała strona za stroną, pod koniec akcja jeszcze bardziej przyspieszyła osiągając punkt kulminacyjny. Bywają także momenty, które potrafią nas poruszyć, zwłaszcza zakończenie. Czy czegoś mi brakowało? Mam wrażenie, że tak, ale ponownie nie umiem określić czego dokładnie. Książka jest bardzo dobra, dobrze napisana i dopracowana. Pomysł jest świetny i fascynujący. Bohaterowie wyraźni i dający się lubić. Co jest więc nie tak? Naprawdę nie wiem, ale i tak powieść jest znakomita.

Nie ma oczywiście innej możliwości, jak polecić gorąco tą pozycję, a także poprzednią. Niby można czytać nie znając historii Jem, ale zawsze lepiej jest zacząć od pierwszej części cyklu. Myślę, że się nie zawiedziecie i polubicie tą serię tak samo jak ja!

Etykiety

Pokaż więcej

Reading is dreaming with open eyes...

Reading is dreaming with open eyes...

A book is a dream that you hold in your hands...

A book is a dream that you hold in your hands...

Do what you love!

Do what you love!